Dlaczego zostałem członkiem Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej

Z radością obwieszczam, że czas jakiś temu zostałem pełnoprawnym członkiem stowarzyszenia Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej. Bezpośrednim impulsem do sformalizowania mojego poparcia dla KKHP były, nie ukrywam, słowa Rektora Uniwersytetu Warszawskiego, który na posiedzeniu Senatu mojej uczelni wyraził życzenie, by kierownicy podstawowych jednostek administracyjnych nakłaniali swoich pracowników do wycofania się ze współpracy z Komitetem. Słowa te znalazły się w publicznie dostępnym protokole z posiedzenia Senatu UW i wywołały skandal. Oczywiście natychmiast wysłałem do Komitetu prośbę o przyjęcie w poczet formalnych członków. Był to znak protestu przeciwko zadziwiającemu oczekiwaniu Rektora UW, że wszyscy pracownicy tegoż uniwersytetu mają obowiązek podzielać jego poglądy. Miejmy nadzieję, że sprawozdawczy, a nie stenograficzny charakter protokołu po prostu pominął dłuższą refleksję Rektora i nie takie były jego intencje. Niemniej jednak stało się – jestem członkiem KKHP.

Pozostawiam sobie na inne okazje szczegółowe rozwinięcie różnych zagadnień związanych z polityką naukową i polityką w zakresie szkolnictwa wyższego. Tu podam tylko podstawowe przyczyny mojego akcesu do KKHP. Zatem:

  1. Jestem przeciwny obserwowanemu od początku transformacji ustrojowej zjawisku marginalizowania humanistyki i rozliczania badaczy humanistycznych (podział na nauki humanistyczne i odrębnie społeczne to nieporozumienie, ale to też inny temat) ze znaczenia ich badań dla „rozwoju gospodarczego” (upraszczam) jest nie do przyjęcia; rozwój społeczny jest rozwojem wielowymiarowym i oznacza także rozwój refleksji człowieka nad sobą samym i nad kulturą, w której żyje. Neoliberalne „gospodarka, głupcze” nie ma i nie może mieć zastosowania do zawężania pola badań naukowych;
  2. Jestem także przeciwnikiem neoliberalnego modelu zarządzania uniwersytetem i sprowadzania go do roli wydajnego (lub nie) przedsiębiorstwa. Takie podejście jest źródłem wielu wypaczeń: „mierzenia” owej wydajności wskaźnikami ilościowymi (a nie jakościowymi), „grantozy”, paradoksalnego obłędu sprawozdawczości i związanego z nim wzrostu poziomu biurokratyzacji, zapoznania społecznej i kulturowej roli uniwersytetu i wielu innych. Owo podejście powiązane z feudalną strukturą uniwersytetów wytwarza prawdziwie toksyczne środowisko pracy, w której niezwykle trudno prowadzić pogłębione i autonomiczne badania naukowe, szczególnie w zakresie humanistyki.
  3. Reforma min. Kudryckiej była z wielu powodów katastrofą, zaś reforma przygotowywana przez min. Gowina jest katastrofą 2,0. Przede wszystkim dlatego, że:
  • jest próbą zastosowania w Polsce skompromitowanego modelu anglosaskiego w wersji turbo, przy czym model ma być anglosaski, ale wynagrodzenie i warunki pracy polskie…
  • wprowadza model zarządzania przeniesiony z międzynarodowych koncernów, co wyrażać ma się m. in. wszechwładzą rektora i ograniczeniem do minimum uniwersyteckiej demokracji, ale także przekształceniem pracownika naukowego w rozliczanego ilościowo „korpoludka”… (uniwersytet á la Mordor, brakuje tylko boksów dla naukowców z kartką „czy napisałeś dziś wniosek o grant?”)
  • kieruje większość środków finansowych z zasobów MNiSW na największe uniwersytety, co zagraża mniejszym ośrodkom akademickim, a co za tym idzie, zagraża rozwojowi regionalnemu Polski, co będzie skutkować pogłębieniu podziałów na Polskę A i Polskę B.
  • poza hegemoniczną rolą rektora nowelizacja wprowadza „radę uczelni”, w której większość mają stanowić osoby spoza tej uczelni; będzie to prowadziło albo do upolitycznienia (ideologizacji) uniwersytetów, albo do całkowitemu podporządkowania studiów „potrzebom rynku”, co oznacza marginalizację badań humanistycznych i społecznych i przekształceniu uczelni w fabryki „zasobów ludzkich”.

To tylko kilka podstawowych uwag wyjaśniających mój akces do KKHP, te i inne wątki będę się starał sukcesywnie rozwijać. Warto na zakończenie dodać, że we wspomnianej ustawie jest wiele właściwych kroków (np. zniesienie habilitacji czy ustanowienie stanowiska profesora dydaktycznego), ale to już tematy na odrębne analizy.