Katalonia: stary nacjonalizm i nowy republikanizm

Czas jakiś temu umieszczałem w mediach społecznościowych sporo emocjonalnych komentarzy na temat sytuacji w Katalonii w związku ze zorganizowanym tam referendum w sprawie niepodległości tego autonomicznego regionu Hiszpanii.

W Polsce dominowały głosy oburzenia na „wichrzycieli” katalońskich, także mnie się oberwało za wspieranie łamiących (to prawda) hiszpańską konstytucję Katalończyków i Katalonki. Po pierwsze tego rodzaju oburzenie uważam za wyraz całkowitego braku wiedzy o historii Katalonii, jej odrębności kulturowej i sile współczesnych dążeń niepodległościowych. Po drugie tego rodzaju reakcje to zwykła hipokryzja – polskie dążenia niepodległościowe z czasów zaborczych, w tym powstania, były równie nielegalne, a jednak dla współczesnych Polek i Polaków ich prawomocność oparta na tożsamości narodowej jest oczywista.

Tymczasem odrębność kulturowa Katalonii, wyrażająca się także odrębnością języka, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Państwowość Katalonii jako odrębnego bytu sięga IX wieku, „złoty okres” przeżywała w czasie unii personalnej z Aragonią. Kolejna unia personalna (z czasów Izabeli i Ferdynanda) połączyła Katalonię z Kastylią (XV/XVI wiek). Powstania przeciw dominacji tej ostatniej wybuchały regularnie (np. w latach 1640-1652 czy 1705-1715). Tendencje centralistyczne zapoczątkowane wraz z nastaniem Hiszpanii dynastii Burbonów (panującej w Hiszpanii od początku XVIII w do dziś, z przerwą w krótkim okresie istnienia Republiki Hiszpańskiej i dłuższym okresie dyktatury Franco) spotykały się z nieustannym oporem Katalończyków, wykorzystujących każdą okazję do zrywów niepodległościowych. Wspomniany Franco bezwzględnie zwalczał wszelkie przejawy separatyzmu, zniósł autonomię Katalonii, zabronił używania języka katalońskiego i symboli katalońskiej państwowości. Nic zatem dziwnego, że upadek dyktatury wiązał się z odrodzeniem dążeń do katalońskiej niepodległości.

Hiszpańska prawica, wywodząca się w dużym stopniu z dawnych zwolenników Franco kontynuuje politykę centralistyczną. Najdalej posuniętą autonomię ma Kraj Basków, ale doskonale pamiętamy krwawe epizody, jakie wiązały się z walką o tę autonomię. Katalończycy wybrali drogę pokojową. Tzw. kryzys konstytucyjny (zapoczątkowany wygraniem wyborów w Katalonii w 2015 roku przez niepodległościową koalicję lewicowo-liberalną) otworzył nowy, wciąż niezamknięty rozdział dążeń do niepodległości.

Powołując się na obronę konstytucji Rajoy zdecydował się na siłowe stłumienie ruchu niepodległościowego. Na filmach z okresu referendum w Katalonii (referendum uznanego za nielegalne, co nie znajduje konstytucyjnego uzasadnienia, bowiem, jak wskazują hiszpańscy konstytucjonaliści, za nielegalne można uznać próby samego ogłoszenia niepodległości, nie zaś pytanie Katalończyków o to, czy opowiadają się za dążeniami do niepodległości) widać przemoc, w tym fizyczną, jakiej używała policja hiszpańska (sprowadzono oddziały spoza Katalonii) oraz hiszpańska Guardia Civil. Rajoy zniósł autonomię i nakazał rozpisanie nowych wyborów. Lider Republikańskiej Lewicy Katalonii został uwięziony (uznawany jest za więźnia politycznego), zaś lider katalońskiego ruchu Razem dla Katalonii i jednocześnie prezydent Kataloni musiał uciekać przed więzieniem do Brukseli. Aresztowania, pobicia i różnego typu szykany dotknęły wielu działaczy ruchu niepodległościowego, co udokumentowano na dziesiątkach filmików publikowanych w portalach społecznościowych.

Wybory odbyły się i Rajoy oraz postfrakistowska prawica ponieśli klęskę. Partia Rajoya (PP, Partido Popular) zdobyła… 2 mandaty. Wprawdzie inna unionistyczna partia prawicowa zdobyła najwięcej głosów, ale lewicowe i liberalne partie separatystyczne razem uzyskały bezwzględną większość. Mimo tego Rajoy powierzył misję tworzenia rządu liderce unionistów, odrzucając propozycje negocjacyjne, jakie wystosowali niepodległościowcy. Niedawno Szwajcaria, w której schronił się ostatecznie były prezydent Katalonii, odmówiła wydania go Hiszpanii, udzielając azylu politycznego.

Jak słusznie dowodzi Jacek Drozda w styczniowym numerze Le Monde Diplomatique, jedynym efektem radykalnych decyzji Rajoya, odmawiającego jakichkolwiek rozmów i negocjacji, jest wzmocnienie nacjonalistów katalońskich i zmarginalizowanie tych ruchów niepodległościowych w Katalonii, które nie odwoływały się do XIX-wiecznego modelu polityki „narodowej” (opartej na idei „etnicznej odrębności” narodu katalońskiego).

Bowiem, i to jest niesłychanie ważne w tej całej historii, do czasu „wymuszonych” wyborów główną siłą separatystyczną w Katalonii była Kandydatura Jedności Ludowej, radykalnie lewicowa, ale bynajmniej nie nacjonalistyczna w taki sposób, jaki w Polsce reprezentuje PiS flirtujący z organizacjami neofaszystowskimi. Dominujące w Polsce potępienie dążeń katalońskich wiąże się z wiązaniem ich z ogólną tendencją wzrostu w Europie notowań partii „brunatnych”. Tymczasem wspomniana Kandydatura buduje swoje polityczne przesłanie nie na przeszłości (jak nacjonaliści: narodowe mity, historia, walka itp.), ale na przyszłości, na wizji państwa otwartego, inkluzywnego, respektującego wielokulturowość Katalonii, jej wielojęzyczność. Niepodległość stała się narzędziem do osiągnięcia tego celu tylko z powodu braku możliwości zrealizowania tej wizji w obrębie centralistyczne zorientowanego państwa hiszpańskiego.

Niestety wobec pacyfikacji tego nurtu w katalońskim ruchu niepodległościowym należy się spodziewać spirali konfliktu napędzanego przed dwa ścierające się nacjonalizmy: hiszpański i kataloński. A droga wskazana przez Kandydaturę wydawała się najbardziej adekwatna do wyzwań współczesności. A przynajmniej bardziej adekwatna, niż powrót do dziewiętnastowiecznego nacjonalizmu. Tego, który znalazł swój najpełniejszy wyraz w programie partii rządzących Polską i Węgrami…