Magda Gessler a sprawa polska

Wydaje mi się, że Magda Gessler jest mocno niedoceniana przez polskie, a szczególnie warszawskie elity. Może dlatego, że silne i mądre kobiety zazwyczaj wzbudzają obawę i zazdrość? A może dlatego, że potrafi połączyć w swojej kuchni polską tradycję z tchnieniem wielokulturowego bogactwa świata? A zatem jej kuchnia jest jednocześnie patriotyczna i kosmopolityczna? Może jednak głównie dlatego, że w sferze publicznej nie zakłada maski chłodnej uprzejmości, ale potrafi krzyknąć, rzucić i garnkiem, i „mięsem”? Co wszystkim się przydarza, bo jest po prostu normalne i ludzkie, człowiek jest nie tylko istotą myślącą, ale także odczuwającą.

Patriarchalny model hegemonii „czystego rozumu”, model nie tylko nie-ludzki, ale też anty-ludzki (bo powiązany z wymierzonymi przeciw człowiekowi technologiami władzy dyscyplinarnej) przełamywany jest przez po-patriarchalną świadomie semiotyczną kobiecą (matriarchalną) pamięć o emocjach. Emocjach, bez których nie da się autentycznie przeżywać swojego człowieczeństwa. Patriarchat uniemożliwia rewolucję, sprowadzając sferę publiczną do ograniczonego wieloma wykluczającymi warunkami wstępnymi pseudo-polilogu. Kobiecość została przez patriarchat ustanowiona jako poza-publiczna i zarazem poza-racjonalna. Klatka prywatności i emocjonalności, owa słynna feminine mystique, o której pisała Friedan. Ale paradoksalnie dzięki temu ludzkość zachowała pamięć o tym, co emocjonalne, co nie do końca racjonalne, a jednak najgłębiej międzyludzkie. I dziś, w czasach postmodernistycznej krytyki racjonalności mamy gdzie się zwrócić, by odszukać pełnię człowieczeństwa.

Lepiąc binarną męskość-kobiecość i zarazem wykluczając to, co (arbitralnie) uznane za kobiece ze sfery publicznej, stworzyliśmy sztuczny świat chłodnego racjonalizmu, który rzadko występuje nawet w laboratoriach naukowych. A dominacja rozumu instrumentalnego doprowadziła nas do Zagłady, bo rozum okazał się narzędziem do osiągania także nieludzkich celów. I dlatego postmodernistyczna krytyka racjonalności w poszukiwaniu prawdy o człowieku zwróciła się ku doświadczeniu kobiecości. Bo świat stworzony przez mężczyzn okazał się nieludzki. Bo kobiety zachowały pamięć o tym, co znaczy być człowiekiem: istotą racjonalno-emocjonalną, osadzoną w ciele. I dzięki tej pamięci można było rozpocząć rekonstrukcję pełni człowieczeństwa oraz rekonstrukcję sfery publicznej jako sfery zamieszkanej przez ludzi posiadających emocje i posiadających ciało.

Bo przecież wymiana argumentów ma oczywiście sens, jednakże pod warunkiem autentycznego zaangażowania obu stron, co wymaga gotowości do zawieszenia swoich poglądów, do obejrzenia ich oczyma Innego. Ale jeśli owo otwarcie partnera dialogu jest tak pozorne i udawane, jak pozorne i kłamliwie jest otwarcie PiS-u na argumenty opozycji, wówczas trzeba mieć odwagę, by trzasnąć talerzem o ścianę i wrzasnąć „ku*wa”. Czasem po prostu racjonalne argumenty są psu na budę. Czasem skuteczność komunikacji potrzebuje emocji. Czasem to, co najważniejsze, komunikuje się nie przez słowa, ale przez emocje właśnie. Rewolucja w Polsce, a niewątpliwie będziemy potrzebowali rewolucji, będzie musiała opierać się na scenariuszu wielokrotnie przećwiczonym – i mistrzowsko wykonanym – przez Magdę Gessler. Otóż nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze czasem walnąć pięścią w stół i zażądać poważnego potraktowania tych racji. Zażądać, nie poprosić. Odwołać się do emocji wtedy, kiedy słowa uderzają o niewidzialną ścianę lekceważenia. Bo sfera publiczna to nie jest bajka o wiedzy, ale o władzy. A władza opiera się przede wszystkim na emocjach, nie na racjonalnym uznaniu. Jeśli przegrywamy w Polsce demokrację, to także dlatego, że po 1989 r. elity polityczne nie potrafiły zarządzać emocjami. Uwierzyły, jak nieszczęsne szkoły neoliberalne w ekonomii, że człowiek jest (wyłącznie) istotą racjonalną.

A zatem, drogie elity – jeśli chcecie nauczyć się zarządzać państwem, nauczcie się od Magdy Gessler zarządzać restauracją. Słowem i łagodną perswazją, gdy po drugiej stronie jest otwartość. Gniewem, kiedy po drugiej stronie jest lekceważenie i udawanie dialogu. Nie potrzebujemy „polityki miłości” ani polityki racjonalności w czasach, czy racjonalność po prostu nie działa. Potrzebujemy polityki gniewu, rewolucji, która zawsze opiera się na żądaniu uznania. Żądaniu, pełnym pasji i emocji.

Rewolucja, absolutnie nie tylko kuchenna, jest kobietą.