Internacjonalizm

Wiele rzeczy znoszę. Nawet ten totalny absurdalny fioł, że na świecie istnieją dwa języki: polski i angielski, przy czym ten drugi jest ważniejszy – znoszę. Że Rej (Rey) z moim praszczurem walczyli o polszczyznę: naiwniaki. Trzeba było szkolić ludność w ówczesnej mowie uniwersalnej, czyli po francusku (mowa uniwersalna to mowa elit, mieszczanie ze swoim niemieckim…)!

Dziś elity (osobliwie korporacyjne, a przecież wszystko ma być korporacją, rodzina, uniwersytet, państwo) mówią po angielsku. Zatem znajomość innych języków (z poprawnym polskim włącznie) to hobby dziwaków, odmieńców, innych takich. Publikacja po polsku, francusku, chińsku ma 2 punkty, publikacja po angielsku ma 200 punktów. Spoko, ale beze mnie.

Ale jak mi RMF Classic puszcza pisenkę (pieśń!) niezapomnianą Jacquesa Brela „Ne me quitte pas” (EN. “Don’t go away baby, o yeah, don’t go away”) w języku z lotnisk, w tłumaczeniu takim, jak zaprezentowane w nawiasie, w wykonaniu Koziołka Matołka (chodzi o wibrato jak fale Morza Leniwego), to ja zaczynam naprawdę, ale to naprawdę mieć dość TEGO kraju.

W PRL wszystko było po polsku oraz po rosyjsku, przy czym ten drugi język był oczywiście ważniejszy. Jego znajomość, publikowanie po rosyjsku oraz przede wszystkim wizyty na konferencjach w Kraju Rad gwarantowały społeczne uznanie i awans. Owszem, pieśni imperialistycznego zachodu były wykonywane w językach nieimperialistycznego wschodu, czyli głównie po rosyjsku.

Otóż nic się nie zmienia. Wyrażenie uczuć w języku ojczystym, opisanie świata takimż jezykiem literackim czy przekładanie na polski kosmicznie trudnych terminów naukowych (np. Foucault/Komendant, Derrida/Banasiak) to jest brak odpowiedniego dla postępu uwrażliwienia internacjonalistycznego.

Nie! Nie ma tak, że trzeba napisać po polsku, a potem dać do tłumaczenia znającemu się na rzeczy człowiekowi umiejącemu oddać w obcym języku niuanse polskiego. Trzeba pisać po angielsku językiem… sami wiecie.

Brel po angielsku. Można. Czekam na tłumaczenie na angielski „Trenów” mojego pradziada i wprowadzenie tegoż tłumaczenia do szkół. No bo „wielkieś… pustki… znikniem, maluczką…” itp – co to jest w ogóle?