O demokracji

Mam naprawdę dość chętnie powtarzanych przez ogromną ilość osób wyrażeń typu „żyć we własnej bańce” albo „polityka plemienna”. I to wszystko w tych „strasznych czasach upadku autorytetów”. Bogini matko!

Na upadek autorytetów pomstował już najbardziej obrazowo Cyceron, tworząc tym samym przebój wszechczasów (nie warto się zatem retorycznie wysilać, polecam gotowca).

Chciałbym dowiedzieć się, w jakim mianowicie okresie swej historii człowiek nie miał tendencji do życia „w swojej bańce” i nie uprawiał „polityki plemiennej”? W jakim momencie historii ludzie tworzyli radosny, zróżnicowany amalgamat poglądów, perspektyw, marzeń i interesów? Kiedy, bo może przegapiłem, ludzie przestali (a może nie zaczęli) tworzyć wspólnoty w oparciu o podzielaną wizję świata, wspólnie zdefiniowane interesy, łączące ich cele?

Tę wojnę plemienną obaczyły (pierwszy raz, jak mnich jutrzenkę) media, jak się ten niedobry katolicko-nacjonalistyczny potwór pojawił. Bo przed PiS-em to było pełne wkluczenie (czytajcie uważnie: wkluczenie), głęboka demokracja i ogólne kochajmy się? A teraz to autorytety umarły, społeczeństwo spsiało, zdziczało, „żyje w bańkach” i „wojnach plemion”, które to plemiona chcą krwi?

PiS-owskie plemię przyszło i zjadło demokrację. Ale się to plemię zje (czytaj: nawróci) albo wyrżnie (czytaj: zmusi do milczenia, to dwie podstawowe strategie radzenia sobie z obcymi) i zapanuje znów swiat bez baniek i plemion. Zakryjemy Realne, zastawimy szafą, niech żyje fantazmat.

To ja mam takie tezy:

  1. Budowa demokracji i transformacja gospodarcza w Polsce zaczęła się od Wielkiego Kłamstwa o tym, że oto powstaje system, w którym bogactwo i szczęście znajdą wszyscy.
  2. Demokracji ani polityki demokratycznej nigdy nie odważno się budować, bo a nuż ludność przewącha i zacznie protestować. Demokracja była udawana (bo głos, a zatem i interesy znaczącej części społeczeństwa były wykluczone), polityka była udawana (bo zakwestionowanie paradygmatu neoliberalnego, antyrosyjskiego kierunku polityki, czarno-białej historii PRL itp. było niemożliwe).
  3. Jak nie wiesz, jaki jest stan demokracji, popatrz na sytuację kobiet albo osób LGBTQ+. To nie wymaga dalszych wyjaśnień. Jesteśmy, gdzie jesteśmy. Mamy Biedronia, ale mamy państwową homofobię. Państwową!
  4. Media niczego nie kreowały, tylko szły za tym, co stawało się głównym nurtem w polityce i „debatach eksperckich”. Jacy politycy i eksperci, takie media. Nie ma co się czepiać.
  5. (Neo)liberalne, raczej zadowolone polskie klasy średnie z ich nadwornymi ekspertami ogłosiły w zasadzie „koniec historii”, szczególnie za rządów Tuska. Nie było baniek, bo była jedna, ta „obowiązująca”, reszta była niewidzialna, nieistotna. Nie było plemion, bo przecież „dom wszystkich Polska”. Jest tak pięknie, że aż dziw, czemu Komorowskiego wspólne, ogólne marsze szczęśliwego społeczeństwa na Święto Niepodległości nie wyszło, prawda? Te rodziny uśmiechnięte niczym drzewiej na 1 maja…
  6. Były ostrzeżenia. Pierwszym był powrót ludzi z dawnej PZPR do władzy zaledwie cztery lata po „przełomie”. A byli to ludzie, którzy zrobili lub zaczynali robić kariery w połowie lat osiemdziesiątych. Miller, Kwaśniewski. Chyba nie muszę tłumaczyć, że po stanie wojennym sekretarzem KW czy ministrem nie zostawali szczególnie światli i wybitni mężowie stanu? Na szczęście (dla dominującej bańki) świetnie rozumieli jedno: konieczność wspólnego frontu ideologicznego (nawet z Kościołem, kosztem praw kobiet czy osób LGBT) oraz konieczność deprecjacji (no skoro już nie wolno zamykać) innych opowieści o transformacji. Drugim ostrzeżeniem była Samoobrona. Trzeciego nie było, bo przyszedł PiS.
  7. Kaczyński przyszedł i pokazał prawdziwą siłę polskiej demokracji. W parę miesięcy przestawił fajchy odwołując się dokładnie do tego, o czym „wspólny front ideologiczny” nie pozwalał mówić: wykluczenia ekonomicznego i narodowo-katolickich resentymentów. Na Kaczyńskiego ciężko pracowali wszyscy twórcy (i twórczynie, a jakże) bajeczek o Udanej Polskiej Transformacji. Było bez baniek i plemion, jest Kaczyński. On też nie lubi baniek i plemion, on tez chce jednej bańki i jednego plemienia. Jest po prostu skuteczny. Jest politykiem (a jest ona grą o władzę) i demokratą (wierzy, że lud daje władzę).
  8. Nie czepiajcie się ludzi, ich baniek i ich plemion. Czepcie się swoich polityków i ekspertów. Miernot i nieuków.

Epilog. To wszystko w gruncie rzeczy jest zupełnie zrozumiałe w sytuacji młodej demokracji. Jednak zamiast opowiadać bajki o „bańkach”, „wojnie plemion” itp. warto może spróbować poważnie potraktować lud i dotrzeć z przekonującą opowieścią zamiast wyśmiewać? Kto wie, a nuż taka demokracja się przyjmie?