„Dziwniejsza historia” Ryzińskiego – recenzja

Przeczytałem „Dziwniejszą historię” Remigiusz Ryziński. O dwóch głównych i kilku pobocznych polski losach, polskich historiach. Z tych dziwniejszych, bo losach żydowskich, gejowskich i gejowsko- żydowskich.

To nie jest książka historyczna, to nie jest w sensie ścisłym reportaż. Najbliżej trafnego moim zdaniem odczytania tej książki była Edyta Zbąska, która w „Kulturze liberalnej” pisała, że przypomina ona „poetycki film dokumentalny. Wycięte z szerszej opowieści, przypadkowe fragmenty przypominają trochę filmowe fotosy – szczegółowe opisy przywodzą na myśl dograne kadry, a krótkie, proste zdania brzmią jak kwestie ze scenariusza. Dzięki temu, jak przez obiektyw kamery, widać pojedyncze detale.”

To historia, ale codzienności. Może to reportaż, ale o pamięci. O codzienności „dziwnych”, „innych” w Dwudziestoleciu, w czasie wojny i Holokaustu, na różnych zakrętach okresu PRL. I o tym, jak ta pamięć odnajduje się w czasach współczesnych.

To jest historia dnia codziennego. Zbąska: „Ryziński ma świetny dar oddawania na papierze języka mówionego. To sprawia, że podczas lektury można odnieść wrażenie, że z Michałem czy Krysią faktycznie jemy ciastko na spodeczku, „do którego była filiżanka, ale nie ma”. Wszyscy też znamy ludzi, którzy „zajmują się domem i wszystkim”, a o prywatnych rzeczach mówią trochę dookoła, urywanymi zdaniami: „Tam. No wiesz”.”

To jest opowieść. O historii w pamięci i o pamięci w historii. Ryziński świetnie opowiada historię życia codziennego tak, jak przejawia się ona w pamięci jego bohaterów. Jeśli trzeba, uzupełnia tę opowieść fragmentami ściśle reportażowymi, ale pozostają one na drugim planie, mają tylko wspierać opowieści bohaterów, mają być tylko niezbędnym przypisem do ich pamięci.

Poetycki esej o „dziwniejszej historii”, po który warto sięgnąć.