Dramat ludu Rohingya i „wspólnota wartości” w UE

Serial „co dziś powie Kaczyński” trwa, a tymczasem zupełnie niewiarygodne konsekwencje zbrodni ludobójstwa (oficjalnie wg. ONZ „noszącej znamiona ludobójstwa”) Mjanmy (Birmy) przeciw ludowi Rohingya trwa. Ponad milion tych wyznających islam ludzi musiało uciekać z buddyjskiego kraju przed zbrodniami. Ten milion uchodźców został przyjęty przez jeden z najbiedniejszych krajów świata – Bangladesz. Nawet Indie deportują uchodźców z powrotem do Birmy.

A tymczasem dla tych, którzy nie uciekli zorganizowano obozy koncentracyjne, zbudowane zresztą na terenie dawnych wiosek Rohingya. Zbudował je rząd Mjanmy, na czele którego stoi laureatka pokojowej nagrody Nobla (za walkę o demokrację w Birmie, pani Suu Kyi. Milczała ona na temat zbrodni (mimo wezwań Dalajlamy czy innych laureatów nagrody Nobla), a bodaj rok temu na forum ONZ stwierdziła, że oskarżenia o ludobójstwo są oparte na przekłamaniach.

No ale na przykład Unia Europejska, między innymi dzięki Polsce, zamieniła się w twierdzę i nie potrafi się zająć w sposób humanitarny ludźmi uciekającymi do nas przed wojną, biedą, przemocą… Pożar w ośrodku (obozie!) na wyspie Lesbos niczego w tej sprawie nie zmienił i nie zmieni.

Wspólnota wartości?