Stop Bzdurom o protestach – bardzo ważne pytania

Stop Bzdurom: „Zrobiłyśmy smutny fikołek. Byłyśmy buntem przeciwko torturowaniu osób z macicami, jesteśmy demem antypisowskim z gatunku kaczorwave. Nie wiem, czy to dlatego że wyrok TK zwyczajnie zyskał taką „popularność”, czy dlatego że Strajk Kobiet zrobił z tego marsze pod dom Kaczyńskiego i ogólnopolski zryw przeciwko wszystkiemu, czy dlatego że akurat tak się życie ułożyło.

Okazji do protestowania przeciwko PiSowi było przez ostatnie lata mnóstwo, ale okazuje się, że pierwsze siłę przebicia mają kobiety i queery. Czy to dlatego, że robimy największą robotę i hałas, a potem najłatwiej zabiera nam się przestrzeń? Nie wiem.

Od paru dni prawie w ogóle nie słyszę „kiedy państwo mnie nie chroni moje siostry będę bronić”. Hasła o siostrzeństwie totalnie przepadają na rzecz KACZOR RUCHA KOTA i „haha przeklinam na ulicy ale fajnie”. I nie zrozumcie mnie źle – nie będę tutaj zarządzać estetyką protestu. Po prostu wytraciła się cała feministyczna moc jaka tam była, albo raczej została zabrana. Skandowanie „myślę, czuję, decyduję” zwyczajnie nie przebija się przez tłum, bo ewidentnie nie idziemy wszystkie po to samo.

Queer zrobił potężną robotę dla tego „zrywu”. Połowa rozrywki jest zapewniana przez osoby LGBTQ. Wsparcie ze strony społeczności jest totalne – mimo tego, że jeszcze 2 miesiące temu kazałyście nam siedzieć cicho, nie przeklinać na protestach, a Lempart się pluła że jak jesteśmy na ulicy w boże ciało, to jej cioci jest przykro (teraz to kościoły poszturmujemy, co? ciocia ok?). Jesteśmy ogromną częścią tych protestów od samego początku. A wy każecie nam chować flagi? Zapominacie o nas totalnie w swoich „postulatach”, ale robicie miejsce dla przedsiębiorców? Idziemy razem, ale chyba tylko w jedną stronę.

Będziemy przyklaskiwać zdjęciom solidarnościowym od kiboli, którzy pare miesięcy temu rzucali w marsze równości kamieniami i łamali nam kości w Białymstoku? Połączymy się ze zjebami ponad podziałami, bo zależy nam na liczbie – a jak coś odpierdalają, no to trudno, każdy czasem uderzy ciotę w ryj. Oh, ale my piszemy sprejem po pomnikach numer do ABORCJI BEZ GRANIC? Trzeba to prędziutko zmyć, bo to już przesada. Zapomnijmy, po co wyszłyśmy – grunt że nas dużo. Bosak homoś!

Będziecie mi mówić, że mam jednoczyć się z policją i prosić ją o dołączenie do marszu? Prosto w oczy powiecie mi, że mam nie krzyczeć „jebać psy”, bo nie o to tutaj chodzi, oni też chcieliby dołączyć, tylko takie mają rozkazy? Popatrz mi w oczy raz jeszcze i opowiedz proszę, jaki rozkaz może kazać komuś pałować osoby co wieczór, gazować moich bliskich, wjeżdżać w spokojnie stojących ludzi tarczami, przewracać babcie na ulicy? Kurwa, proszę, spowiadaj mi się ze swojej miłości do policji.

Nie czuję, żebyśmy były w miejscu, w którym walczymy o dostęp do aborcji. Dawno już tego nie ma. Postulat dostępnej aborcji jest nie do przyjęcia, przecież chcemy tylko wrócić do kompromisu. Aborcja „na życzenie”, po 12 tygodniu, darmowa? Popierdoliło nas chyba!

Przykro się na to patrzy. Z feministycznego, queerowego buntu o zdrowie osób z macicami zrobił się konkurs na najwięcej przekleństw i najmniej treści (i nie wierzę, że ja to mówię). Nie ma już tej siostrzanej siły, która była pierwszego dnia pod TK. Nie ma już numerów do ABG, lania krwi po chodnikach i policji, trzymania się za ręce i krzyczenia razem w kosmos. Są najebani ludzie, homofobia, JEBAĆ PIS KURWAAA i Cypis puszczany z gigantycznych głośników.

Dzisiaj dziewczyna zatrzymana na placu 3 Krzyży miała sprawę o areszt. Na demie solidarnościowym kilkadziesiąt osób. Gdzie byliście wtedy, kiedy ona siedziała na sali sądowej i zastanawiała się, czy nie pójdzie za kraty na miesiąc albo dwa? Na pewno nie było was z nami. Pod sądem nie krzyczy się „Kaczyński będziesz jebany”, a „nigdy nie będziesz szła sama” najwyraźniej nie jest takie atrakcyjne.