Myśl logicznie i nie bądź transfobką

Spór pomiędzy liberalnymi feministkami a osobami transpłciowymi przetacza się przez cały swiat i dotarł także do Polski. Nie po raz pierwszy. Już kobiety nieheteroseksualne stanowiły problem („lawendowe zagrożenie”) dla Betty Friedan w latach 60., a w sprawie osób transpłciowych wiele (złego) do powiedzenia miała Janice Ratmond. Chyba pogląd feminizmu (tożsamosciowego) na transpłciowość wyraziła ostatecznie Sheyla Jeffreys nazywając osoby transpłciowe „agentami opresyjnego patriarchatu” wewnątrz feminizmu.

Tło było takie samo, jak teraz w Polsce przy okazji sporu wewnątrz Strajku Kobiet i walkę o prawo do aborcji. Osoby transpłciowe zwróciły uwagę, że prawo to dotyczy nie tylko cis kobiet, ale także osób „posiadających macicę”, a zatem na przykład trans mężczyzn, którzy nie zdecydowali się na usunięcie macicy czy generalnie osób niebinarnych, genderfiuid, genderqueer itp. Na to niektóre przedstawicielki polskiego feminizmu odparowały, że walka o prawo do aborcji jest walką cis kobiet, ponieważ zakaz aborcji jest elementem kontrolowania (cis)kobiecych ciał.

Moja ocena tego sporu jest następująca: ponieważ nie dotyczy on mnie, to nie powinienem się wypowiadać co do jego istoty, natomiast mam prawo i obowiązek wypowiedzieć się co do stylu, w jaki (niektóre) feministki go prowadzą. Niestety tak się składa, że jeden z najbardziej transfobicznych w wymowie (a zarazem najmniej wnoszący do meritum) tekst opublikowała w „Magazynie Wyborczej” osoba pracująca na moim wydziale, Katarzyna Szumlewicz. Tekst jest wciąż dostępny w Internetach, można go zatem przeczytać i wyrobić sobie opinię.

Zapewne poprzestałbym na kilku smutnych rozważaniach o pisaniu „przeciw” komuś, a nie „wobec” kogoś, gdyby nie fakt, że nieoficjalna koalicja o nazwie Lobby LGBTQ zwróciła się do mnie z prośbą o interwencję, ponieważ transfobia nie powinna mieć miejsca na (żadnym) uniwersytecie w dokładnie takim samym stopniu, jak homofobia, rasizm czy antysemityzm.

Uznałem za najlepsze rozwiązanie zaproponowanie obu stronom spotkania i rozmowy w formule przez nie wynegocjowanej. Niestety dr Szumlewicz odmówiła rozmowy z osobami, które, jak się wyraziła „piszą o mnie oszczerstwa”. Zaznaczam, że żadnych konkretnych osób nie miałem na myśli. Jednocześnie pani doktor wyraziła ubolewanie z powodu mojego postępowania „jako kolegi i intelektualisty”. 🤷‍♂️

Upubliczniam tę informację, ponieważ po pierwsze jestem bezradny i nie do końca wiem, co mam zrobić dalej, po drugie uważam, że w tym sporze strona „feministyczna” jest stroną silniejszą i bardziej uprzywilejowaną, niż osoby transpłciowe i kompletnie nie podoba mi się arogancja, z jaką spotkały się postulaty środowisk trans.

Moralną mizerią pachną mi skargi niektórych autorek transfobicznych wypowiedzi na „prześladowanie”. Proponuję zamienić się na tydzień z dowolną osobą transpłciową i potem wypowiedzieć się na temat hejtu. Oczywiście rozumiem narrację strony „feministycznej”, ale rozumiem także ból i złość osób transpłciowych, które poczuły się wykluczone z kolejnego „ruchu wolnościowego”. Jestem najgłębiej przekonany, że zamiast wypisywać do prasy wielkonakładowej teksty intencjonalnie wymierzone w osoby transpłciowe (tym samym, proszę mi wybaczyć, nakręcając „hejt” przeciwko sobie) można spróbować usiąść i porozmawiać. Szczególnie, kiedy osoby transpłciowe niespecjalnie mogą się w tej samej prasie wypowiedzieć.

Nie jestem neutralny w tej sprawie. Wbrew twierdzeniom dr Szumlewicz nikt nie postuluje zmiany nazwy ruchu, ale zmianę sposobu formułowania postulatów. Bardzo dla mnie symptomatyczna była pod tym względem odpowiedź Kai Szulczewskiej, która stwierdziła, że czasem nie ma czasu, by „używać tych wszystkich rzeczy po przecinku”. Naprawdę? W czasach, gdy feminizm zwycięsko wychodzi z walki o femininatywy? Nawet jest te „rzeczy po przecinku” to konkretne osoby z ich doświadczeniami?

O ile mi wiadomo kobiety, które wypowiadały się na temat „straszliwego hejtu”, jakiego doświadczyły, nadal czynnie ten hejt nakręcają na swoich mediach, zatem: oceńcie same_i.

Dodam jeszcze, że wspomniane Lobby LGBTQ skierowało do redakcji GW i MW pismo w tej sprawie – jest ono dostępne na stronach facebookowych Lobby. A dziś Oko.press opublikowało rozmowę z Niną Kuta („Transgysy”), w moim przekonaniu rozmowę o wiele bardziej koncyliacyjną.

Nadal deklaruję otwartość do zorganizowania na UW spotkania, debaty, czego tylko osoby będą sobie życzyły.