Informacja dla TVN: POPiS się skończył, nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Hołowni!

Zestawienie wyników najnowszych badań poparcia dla partii politycznych pokazuje, że partia Szymona Hołowni Polska 2050 wyprzedza PO. Tylko Kantar pokazuje, że w tym meczu wygrywa PO (21-17). Pozostałe sondażownie z CBOS włącznie pokazują wynik odwrotny: nieco ponad 20% dla PL2050, ok 17% dla PO. Patrząc na tę tendencję oraz na fakt, że Szymon Hołownia jest liderem rankingu zaufania można powiedzieć, że to partia Hołowni stała się główną siłą opozycyjną w Polsce, tą, która może odsunąć PiS od władzy.

Tymczasem główny telewizyjny dziennik opozycyjny, czyli Fakty TVN właściwie nie informują o tym społeczeństwa, nie pytając także przedstawicieli tego ugrupowania o poglądy na różne tematy.

Ok. To PO jest w Sejmie, a to, że się na naszych oczach rozpada, ma drugorzędne znaczenie – rozumiem, że takie może być wyjaśnienie.

Ale ja sądzę, że sprawa jest głębsza. Oba ugrupowania, PiS i PO, kończą w tym roku 20 lat. PO powstało w styczniu 2001, a PiS 29 maja. Właściwie od samego początku były to ugrupowania konkurujące. We wrześniu 2001 w wyborach parlamentarnych wygrało SLD, uzyskując 41% poparcia. PO – 12%, PiS – 9. Trzecia była Samoobrona. Tak oto PO stała się „główną siłą opozycyjną”.

Wybory 2005 roku (jednocześnie parlamentarne i prezydenckie) były już jednoznacznym wskazaniem, że po klęsce SLD (w wyniku dość dziwacznej i nigdy do końca nie wyjaśnionej „afery Rywina) powstał w Polsce duopol PO-PiS.

Początkowo jednak duopol ten więcej łączyło, niż dzieliło. Do tego stopnia, że obaj liderzy (Tusk i Kaczyński) zapowiadali możliwość… stworzenia koalicji rządzącej po wyborach 2005. Tusk raczej chciał, Kaczyński od początku udawał, że chciał. Wybory parlamentarne wygrał PiS, rozpoczęto przed kamerami negocjacje koalicyjne, które szybko okazały się fikcją. Ponieważ w wyborach prezydenckich startował Lech, Tusk zarządał od Jarosława deklaracji, że nie zostanie premierem (że niby bliźniacy, no jak to). Jarosław się zaprzysiągł, ale jak pokazała historia… A ja przed wyborami tymi napisałem w „Trybunie” posępny tekst „Hunowie nadchodzą” o tym, co się stanie, jeśli wygra PiS…

Druga tura wyborów prezydenckich 2005 to był faktyczny początek wojny PO-PiS. Pierwszą turę wygrał Tusk, dość znacznie wyprzedzając Lecha… Były słynne debaty Tusk-Kaczyński, Tusk wydawał się faworytem, ale wygrał Lech. Głównie dlatego, że Jarosław wszedł wtedy w propagandę socjalną i „zagospodarował” elektorat Andrzeja Leppera (Samoobrona, Lepper zajął trzecie miejsce). Wyborcy Leppera zagłosowali na Lecha i… reszta jest historią. To jest zresztą geneza socjalnego zwrotu PiS. W latach 2005-2007 wicepremierem i ministrem finansów w rządzie Marcinkiewicza i Kaczyńskiego była prof. Zyta Gilowska, była współliderka PO (wycięta przez Tuska jak reszta współliderów) i klasyczna neoliberałka. Jarosław nigdy nie przejmował się gospodarką, zatem skoro okazało się, że jest elektorat socjalny osierocony przez neoliberalne SLD, to trzeba w tym kierunku pożeglować. I żegluje do dziś.

Wszystkie kolejne wybory to była wojna PO-PiS. Aż do 2020 roku. Piętnaście lat. Otóż chcę powiedzieć, że za podział Polski na dwa plemiona nie odpowiadają tylko politycy, ale także TVN, główny rzecznik PO od 2005 roku.

To faworyzowanie widoczne było w sposobie, w jaki TVN relacjonował aferę Rywina i potem prace komisji sejmowej wyjaśniającej tę aferę. Komisja pracowała w latach 2003 – 2004 i wykreowała dwóch bohaterów: Zbigniewa Ziobrę, którego Jarosław zrobił w 2005 ministrem sprawiedliwości (co pewnie wielokrotnie potem przeklinał) oraz Jana Rokitę z PO (który w wyborach w 2005 startował z hasłem „premier z Krakowa”…). Prace komisji na żywo transmitowała nowa wtedy telewizja TVN24, która oczywiście bardzo pracowała nad nadmuchaniem baloników ego panów i pań z komisji, przy okazji nadmuchując sobie oglądalność. Komisja niczego nie wyjaśniła, stała się jedynie dość zabawnym momentami tasiemcem.

TVN już podczas obrad tej komisji była telewizją PO. Wyrażało się to nie tylko w kreowaniu Rokity na męża stanu, ale także w dość fanatycznej antylewicowości. „Fakty” TVN stworzył Tomasz Lis, a potem (po przerwie) przejął je od niego Kamil Durczok (ten ostatni odszedł z TVP w czasach, gdy telewizją rządził SLD). Obaj panowie za lewicą nigdy nie przepadali.

Ale przed kolejnymi wyborami TVN wielokrotnie posuwał się do tego, że w pewnym momencie kampanii coraz rzadziej przedstawiał poparcia dla wszystkich innych partii poza POPiS-em. Tak, jakby wybory parlamentarne były również starciem personalnym. Wynikało to częściowo ze zrośnięciem się ze środowiskiem PO, a częściowo z wymogów oglądalności: takie spersonalizowane starcie lepiej, jak to się mówi w telewizji, „żarło”.

Można analizować przeróżne związki i rozwiązki towarzysko-romantyczne pomiędzy TVN i PO, ale obecna sytuacja najlepiej pokazuje owo zrośnięcie. PO nawet w ewidentnej dla wszystkich fazie schyłkowej, rozpadająca się i absolutnie bezsilna po przegraniu tylu wyborów, szczególnie po spektakularnej „emigracji” jej twórcy, nadal w TVN jest główną siłą opozycyjną.

Ot, dzisiejsze (niedziela) Fakty. Trzy materiały, gdzie przedstawiono „punkt widzenia opozycji”. W dwóch posłanka PO, w trzeciej radna PO.

Panowie redaktorzy (w tej stacji rządzą panowie)! Epoki się kończą, idzie nowe. Nie martwcie się, wciąż to nowe jest prawicowe. Nie lękajcie się i otwórzcie drzwi Hołowni…