Faszystowska homofobia po polsku

Dziś jest taki dzień, kiedy co roku staramy się myśleć o osoba homoseksualnych, biseksualnych czy transpłciowych doświadczających przemocy, dyskryminacji i nienawiści.

Co trzeba mieć w głowie, żeby gardzić człowiekiem tylko dlatego, że kocha i uprawia seks z osobą tej samej płci? Jaką trzeba mieć niemoralność, żeby akceptować krzywdę i cierpienie, jakie ta pogarda powoduje?

Pogarda wobec osób LGBTQ+ ma dwa oblicza. Pierwsze jest faszystowskie lub religijnie fundamentalistyczne, a najczęściej jest kombinacją obu. Przykładem jest polski Kościół rzymskokatolicki i jego polityczni (zostawmy, czy serio, czy na pokaz) pobratymcy. Dlaczego nazywam tę postawę faszystowską? Ponieważ wiąże się ona z uznaniem osób LGBTQ+ za podludzi, ich miłość za pseudo-miłość, a ich seks za „zezwierzęcenie”. Posłuchajcie, jak ks. Oko mówi o tym seksie. Właśnie o odczłowieczenie mi chodzi, właśnie o te zaskakujące w kraju, który był świadkiem Shoah zwierzęce asocjacje. Faszyzm jest ideologią, która swoich wrogów uznaje za podludzi. Za zwierzęta. Posłuchajcie, jak polscy katolicy mówią o gejach, o lesbijkach, o osobach transpłciowych. Jeśli publicznych wypowiedzi mało, proponuję lekturę dzieł ks. Oko albo ks. Augustyna. Znawcy.

Ale jest tez drugi typ pogardy. Jest to homofobia oświecona, homofobia liberalna. W krajach kolonialnych to postawa „cywilizowanych”, którzy dobrze traktują swojego „murzyna”. Tak, z małej litery. Albo bliżej: to ci oświeceni, którzy przecież „mają przyjaciela żyda”.

Żyd, murzyn, gej (w tym zestawieniu gej to słowo równie niestosowne na salonach) – oni są tolerowani, bo znają swoje miejsce. Bo nie są, za przeproszeniem, „roszczeniowi”. Nie kwestionują „naturalnego” porządku rzeczy. A on jest taki, że przecież (takie pouczenie płynie z salonów) nieważne, kim jesteś. W tym wspaniałym liberalnym kraju możesz być nawet profesorem (wiecie, że naprawdę to słyszałem na własne uszy?). Nawet! Możesz! Otóż w tym „nawet możesz” jest dokładnie taka sama pogarda, jak w faszystowskim szczerym wyznaniu, że jesteś pod-człowiekiem. Nie czujecie tego?

Otóż ważne kim jestem. Jestem gejem. I w największym polskim mieście, oazie tolerancji, publiczne wyznanie tego na przykład poprzez tęczowy znaczek w klapie grozi pobiciem. Pogarda jest powszechna. Nie wierzycie? Heteryku, heretyczko: weź osobę tej samej płci za rękę i idź nad Wisłę. Na bulwary. Powodzenia.

Ta powszechna pogarda jest możliwia dzięki temu, że liberalna elita ma „swoich gejów” na salonach. Na przykład pewnego znanego pisarza, który jest wręcz uosobieniem mieszczańskiego ideału. Sprzed 200 lat. Ten salonowy gej odbierając różne nagrody nie miał do powiedzenia absolutnie niczego, powtarzam, absolutnie niczego o pogardzie wynikającej z braku wiedzy, o zacofaniu tego społeczeństwa i jego wychowanych na (spleśniałym już) styropianie elit. Dopiero pogrom w Białymstoku go poruszył. Ale jak się zrobiło ciemno w czasach pisowskiej poruty to spieprzył do Berlina. Gdzie zapewne prowadzi modny salon.

Bo pisowska homofobia nie mogłaby być tak nośnym hasłem wyborczym w latach 2019-2020, gdyby przedtem rządy SLD i post-solidarności zrobiły cokolwiek na rzecz równości. Cokolwiek. Na przykład rudymentarną edukację seksualną. Na przykład… a, szkoda gadać.

PiS realizuje faszystowski model homofobii w warstwie retorycznej, ale podglebie zostało pracowicie przygotowane przez dekady liberalnej homofobii.

Pan Miller, pan Tusk są równie odpowiedzialni za polską homofobiczną, bifobiczną czy transfobiczną pogardę, jak Kaczyński i Ziobro. Obawiam się, że pan Czarzasty, pan Hołownia i pan Budka – jeśli przejmą władzę – będą równie przejęci naszą sytuacją.

Jestemy same i sami. I tylko siłą naszej dumy, naszej odwagi, naszej możemy próbować wywalczyć dla siebie miejsce. Nie chodzi o związki. Czy równość małżeńską. To mrzonka. Chodzi o codzienną walkę o prawo do bycia sobą. Prawa do określania lub nieokreślenia swojej płci. O prawo do określania lub praktykowania, ale także niepraktykowania swojej seksualności. O rozszczelnianie tego cholernego systemu nacjonalistyczno-katolickiego, faszystowsko-fanatycznego. O wyrąbywanie przestrzeni wolności. Bo jesteśmy równe_równi. Tylko tyle i aż tyle. Ta wspaniała transformacja nie dała nam nam szans na równość.

Stop Bzurom i Margot. Obnażyli państwową, systemową, czyli faszystowską transfobię i homofobię. Jezus z tęczową flagą: dokładnie to trzeba było zrobić. Symbol, który mówi wszystko. Właśnie dlatego, że to ten, a nie inny pomnik Jezusa.

Nie mam dobrych i kojących myśli. Jasne, są kraje, gdzie można iść do więzienia albo umrzeć za płciową czy seksualną nienormatywność. Ale my mamy kraj, gdzie profesorka feminizmu popiera inną feministkę, która pisze o trans osobach, że te „kwestionują kategorię kobiecości” i „zmuszają kobiety do milczenia”. Transfobia i homofobia ma wiele oblicz…

Możemy liczyć na własną solidarność. Tyle mam do powiedzenia. Za chwilę wyjdziemy z domów, może znów życie wróci do normy. Będziemy się mogły_li spotykać. Naradzać. Knuć. Odprawiać uroki i budować nie-cis i nie-hetero siostrzeństwo. I damy radę. Zobaczycie.