Otwórzcie drzwi Europy

„Twierdza Europa” działa: w Ceucie wojsko hiszpańskie zawraca uchodźców z Maroka, którym udało się drogą morską opłynąć graniczne zasieki. Jak zwykle poruszające są zdjęcia i rozmowy z imigrantami, którzy są tak zdesperowani, że gotowi są narażać życie, byle tylko uciec przed biedą i brakiem przyszłości. „U nas po prostu nie ma pracy, ja nie mam za co żyć” – mówi jeden z uchodźców. W Europie praca jest, tylko dominująca w UE chadecja woli zatrzasnąć europejskie drzwi, by „chronić” Wspólnotę przez zmianami, jakie może nieść ze sobą migracja.

Samej Hiszpanii się nie dziwię. Brak europejskiej solidarności, który zawdzięczamy przede wszystkim tymże chadekom (tym dowodzonym przez Tuska), sprawia, że państwa UE z basenu Morza Śródziemnego przyjmują na siebie ciężar imigracji. Grecja uniknęła katastrofy humanitarnej poprzez utworzenie przez Turcję tzw. „obozów dla uchodźców”, w związku z czym UE stała się poniekąd zakładnikiem państwa rządzonego przez satrapę. Upokorzenie von der Leyden w czasie wizyty delegacji UE u Erdogana to zasłużony policzek. Tak się kończą brudne deale.

Ale „obozy dla uchodźców” istnieją na greckich wyspach (jedna z najcięższych sytuacji jest na Lesbos), na Sycylii… Te „obozy” to barbarzyński skandal, za który będziemy się wstydzić przed kolejnymi pokoleniami. Ludzie trzymani są w urągających godności warunkach, bez pracy (a zatem bez pieniędzy), bez jakiejkolwiek dającej nadzieję perspektywy. Wyobraźcie sobie, że zachodnia Europa tworzyłaby takie obozy dla uchodźców z krajów „socjalistycznych”. Rodzice czy dziadkowie wielu z Was tkwiliby w takich obozach latami, dekadami, w strasznych warunkach, których celem jest jedno: skłonić imigrantów do powrotu do siebie. Co wtedy pomyślelibyście o takiej polityce i takich krajach?

Przecież osoby z Polski nie uciekały przed wojną. Uciekały głównie przed biedą. Dokładnie tak, jak większość imigrantów z Maroka, Libii, Algierii, Tunezji czy z Nigerii. Ludzie uciekający przed wojną, a zatem przed śmiercią, czyli na przykład Libańczycy czy Syryjczycy, także nie zostali wpuszczeni.

Lesbos: znaczną część obozu strawił pożar, co pogorszyło i tak skrajnie trudne warunki życia. „Niemowlęta gryzione przez szczury” – donosi DW. „Kobiety, które zaszły w ciążę, ponieważ zostały zgwałcone w czasie uczcieczki, a potem odrzucone przez swoje społeczności siedzą na podłodze i rodzą bez żadnej opieki medycznej”. Przemoc greckiej policji, utrudnianie pomocy z zewnątrz (na przykład tej zniesionej przez organizacje pozarządowe), przepełnienie, brak urządzeń sanitarnych, przemoc wewnętrzna. Do tego samobójstwa, psychozy, samookaleczenia… Zdaniem wielu działaczy humanitarnych warunki na Lesbos są gorsze, niż te, które panują w obozach detencyjnych (to ich oficjalna nazwa, także w Polsce) na południu Sudanu czy w Iranie.

Nikt poważny nie ma wątpliwości: Europę z całą pewnością byłoby stać na przyjęcie tych wszystkich ludzi. Owszem, to byłby wysiłek ekonomiczny i społeczny. Ale gdyby doszło do zmiany polityki imigracyjnej, gdyby doszło do wypracowania wspólnych, europejskich standardów dotyczących przyjmowania, relokowania imigrantów, przyznawania prawa pobytu i wsparcia w pierwszym okresie emigracji, wreszcie przyznawania obywatelstwa, z pewnością potrafilibyśmy rozwiązać trwający, skandaliczny kryzys migracyjny.

Ale polityka dominującej chadecji jest inna: to polityka „Twierdzy Europa”. Podstawowa przesłanka zamykania Europy na imigrację jest oczywiście ekonomiczna: skoro nie mamy ochoty wydawać pieniędzy z podatków na rozwiązywanie problemów socjalnych własnych obywateli, to co dopiero z finansowaniem procesu imigracji?

Ale przesłanki rasistowsko-nacjonalistyczne są moim zdaniem równie ważne. Przecież większości krajów UE mamy do czynienia z kryzysem demograficznym. Ludności „rdzennej” ubywa, z którego to powodu słychać lamenty „a kto będzie pracował na nasze emerytury”! Władze poszczególnych krajów wzywają „rozmażajcie się!” Co za nonsens! Jakby ludzi na świecie było jeszcze za mało! To proste: to imigranci zapracują na nasze emerytury. Trzeba otworzyć drzwi Europy i zmienić politykę imigracyjną choćby z tych czysto egoistycznych przesłanek! Przyjadą, będą pracować, płacić podatki, utrzymywać nasz europejski standard socjalny. Dlaczego się ich boicie?

Dlaczego poza nacjonalizmem, rasizmem i islamofobią?

To ostatnie to przyczyna najważniejsza. Jak pokazuje to Monika Bobako w swojej znakomitej książce o islamofobii – nie chodzi tu tylko o zwykle uprzedzenia wobec „innych” oraz lęk o „islamizację Europy”. Islamofobia to jedna ze współczesnych technologii władzy, która wskazując na rzekome „islamskie zagrożenie” jednocześnie chroni wewnętrzne, europejskie hierarchie, przede wszystkim te ekonomiczne, związane z neoliberalnym modelem gospodarczym.

Po prostu: nowa polityka proimigracyjna, która mogłaby się przyczynić do rozwiązania, przynajmniej częściowego, dramatu uchodźców, stoi w całkowitej sprzeczności z nacjonalistycznymi i neoliberalnymi założeniami polityki rządzących konserwatystów oraz znacznej części opozycyjnych i rządzących socjaldemokratów. Nacjonalizm to konserwatywna wizja kultury narodowej, która winna trwać w niezmiennym stanie po wieki wieków. Islam w Europie to wróg odwieczny, demonizowany aż do absurdu. To, że odsetek ludności muzułmańskiej wzrasta i będzie wzrastać przedstawiciele tego typu kulturowego nacjonalizmu nie przyjmują do wiadomości. Także tego, że islam to także część kultury europejskiej (w Polsce reprezentowany przez Tatarów, ale także przez „nowych migrantów” np. z Syrii). A po drugie neoliberalna wizja gospodarki, w której jak największa cześć nadwyżki (różnicy pomiędzy kosztem wytworzenia produktu lub usługi a jego rynkową wartością) ma być zawłaszczana przez elitę finansową, reprezentującą głównie wielkie koncerny, nie przewiduje możliwości redystrybucji części zysków w postaci finansowania procesu imigracji i wsparcia imigrantów.

Potrzebne jest nowe otwarcie, postulowane od dawna na przykład przez europejskich Zielonych (tu z uwagą patrzymy na Niemcy). Tylko otwarta, socjalistyczna, wielokulturowa Europa będzie w stanie podjąć się walki z kryzysem migracyjnym. Druty kolczaste i mury na południu Europy oraz obozy detencyjne skazujące ludzi na życie urągające ich godności – to nie są rozwiązania.