Jeszcze Polska nie zginęła, póki my, LGBTQ+, żyjemy

Dziś był spokojny dzień z Tomkiem, bo ja nie mogę tak w kółko zwiedzać… Pół dnia przespałem, a potem oglądałem w różnych telewizjach info o Naszej Paradzie.

Patrzyłem na ujęcia tłumów, patrzyłem (zgadnijcie dlaczego) na młodych chłopców, ale refleksja była uniwersalna: urodzili się w 2000 +/-. W 2015 mieli kilkanaście lat, wtedy odkrywa się własną seksualność, płciowość. A to już w czasach tego… Ale mimo tego młode osoby niehetero i niecis oraz ich młodzi, wspierający ich przyjaciele wychodzą, z radością lub ze złością krzycząc: byliśmy, jesteśmy, będziemy.

Obrzydliwi moralnie ludzie rządzący w Polsce budują swoją władzę jak Hitler: na nienawiści do ludzi, których tenże skazywał na smierć tylko za to, że byli inni. W Polsce nie panuje „autorytaryzm”. W Polsce panuje neofaszyzm, a on karmi się nienawiścią, pogardą, kłamstwem.

Nie wiem, co będzie. Ale dziś przez jeden dzień Polska była tematem zagranicznych serwisów informacyjnych w (niemal) pozytywnym kontekście.

Moim obowiązkiem jest zrobić wszystko, by ci młodzi ludzie widoczni dziś na Paradzie nie musieli żyć w państwie neofaszystowskim. Tęczę trzeba nieść codziennie. Ja mam ją wykładając zawsze za plecami. Ale mam ją w sercu, tak jak wszyscy ludzie dobrej woli w Polsce. I my się policzymy, a dzisiejszy marsz bardzo temu pomaga.

Dziś na Wawelu jeden z najobrzydliwszych biskupów ogłosił katolicki obowiązek popierania braci K. Nie wiem, co na to katolicy, chyba nic, bo protestów nie widać.

Mamy zatem dwóch wrogów: neofaszystowskie państwo i zbratany z politykami Kościół katolicki. I tych wrogów pokonamy. Rozumiem lub siłą. Debatą lub złością. Jak kto może i lubi.

Jeszcze Polska nie zginęła, póki my: lesbijki, geje i bi-osoby, trans i cis, inter i aseks, żyjemy.