Prawo do aborcji prawem człowieka

Parlament Europejski uchwalił rezolucję uznającą prawo do aborcji za prawo człowieka.

To nie jest tylko rezolucja, jak wiele innych. To wyraz cywilizacyjnego przeświadczenia, że to prawa kobiet, prawa osób niecis, prawa ich partnerek_ów mają być chronione, a nie prawa zygot, morul i płodów. Kobieta jest człowiekiem. Zygota nie jest człowiekiem.

Katolicka (chrześcijańska) teokracja usiłuje narzucić współczesnej cywilizacji średniowieczny pogląd, że płód jest „człowiekiem potencjalnym”. 🤷‍♂️

Poza wieloma innymi powodami do rozczarowania kierunkiem, w jakim zwija się (cywilizacyjnie, decyzją wyborców) Polska, triumf katotalibanu i standardów jest jednym z najistotniejszych. Dlaczego?

Prawa człowieka to moje prawa, Twoje, Twoich rodziców, dzieci, znajomych. Ich ochrona zapewnia nam po prostu minimum niezbędne do godnego życia i właściwego funkcjonowania. Daje podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Jestem na przykład chroniony przed przemocą fizyczną, a zatem nie boję się wyjść na ulicę – wierzę, że organy państwa odszukają i ukarzą człowieka, który będzie mi próbował zrobić krzywdę. Piszę teoretycznie, nie o Polsce. W ten sposób państwo chroni jedno z moich praw przynależnych mi jako człowiekowi.

Zakaz aborcji natomiast jest odwróceniem tego porządku: to państwo staje się opresorem, wywierając przemocą wpływ na decyzje kobiety. Oczywiście państwo samo w sobie jest systemem przemocy: jego podstawą działania (w normalnych warunkach demokratycznych) jest prawo, które obejmuje m.in. zakazy i nakazy. Demokracja jednak ogranicza wszechwładzę instytucji państwa: po prostu partia lub koalicja, która nadużywa instytucji państwowych, może zostać odwołana w wyborach. Istnieje także demokratyczny system wzajemnej kontroli władz. Kiedy jednak demokracja jest ograniczona, instytucje państwa stają się wszechwładne.

Kobiety (a także w o wiele większym stopniu osoby niecis, czyli niebinarne) są w naszym kręgu cywilizacyjnym przedmiotem ogromnej państwowej opresji. Przez wieki kobieta była uważana za niezdolną do racjonalnego myślenia, za niezdolną do podejmowania decyzji. Prawo do aborcji, prawo do zarządzania własną rozrodczością jest jednym z symboli takiego sposobu myślenia.

Dotyczy to także osób transpłciowych, gdzie dodatkowym aspektem jest transfobiczny zakaz rodzicielstwa osób „uznanych” przez system normatywny za „niewłaściwe” oraz generalne odmawianie prawa do istnienia osobom przekraczającym nieprzekraczalne rzekomo granice płci.

Często mówi się, że prawa mniejszości są gwarantem demokracji i praw większości. Feministki transfobiczne nie potrafią przyjąć do wiadomości, że respektowanie praw reprodukcyjnych osób trans zwiększa, a nie zmniejsza przestrzeganie praw reprodukcyjnych w ogóle. Zaś transfobiczny feminizm wpisuje się tylko w szerszy system seksualnej i płciowej segregacji, a zatem działa przeciw prawom kobiet.

Prawa reprodukcyjne osób trans powinny być bronione przez (cis)kobiety z takim samym zapałem, z jakim mężczyźni wspierają idee feministyczne, w tym prawo do aborcji. Po pierwsze przemawia za tym sama idea sprawiedliwego państwa demokratycznego: podstawowe prawa człowieka muszą być chronione przez instytucje państwa na wszystkich poziomach, bowiem po prostu żaden człowiek nie powinien cierpieć z jakiegokolwiek powodu. Po drugie zaś przestrzeganie praw reprodukcyjnych oznacza szacunek dla człowieka i jego indywidualnych decyzji, o ile efektem tych decyzji nie jest cierpienie innego człowieka. A zatem im bardziej panstwo przestrzega prawa do aborcji, tym bardziej chronione jest prawo każdej osoby do zarządzania własnym ciałem i własnym życiem.

Kościół rzymskokatolicki nie uznaje praw człowieka, w doktrynie stawia bowiem przed nimi prawa Boga, a w praktyce prawa własnej korporacji do kontrolowania życia „owieczek” i czerpania z tego korzyści finansowych. Kościół jest zasadniczo wrogiem praw człowieka, choć wskazać można kilka wyjątków (np. niektóre elementy katolickiej nauki społecznej).

Dlatego katalog praw człowieka, w tym prawo do aborcji, wymaga decyzji cywilizacyjnej. Albo średniowieczna doktryna Kościoła albo współczesne rozumienie praw człowieka oparte na idei państwa sprawiedliwego. Albo prawa zygoty, albo prawa kobiety czy osoby trans. Tertium non datur.

To jest w moim przekonaniu istota tej rezolucji i jej konsekwencje. Niestety siła polskiego katotalibanu nie przyprawia o optymizm. Obawiam się, że zaniedbując edukację obywatelską, za to wpuszczając do szkoły katechetów (na LEKCJE religii) przegraliśmy właśnie cywilizacyjnie i dziś mamy do czynienia z zapaścią demokracji, praworządności, a wraz za nimi z zapaścią standardów dotyczących praw człowieka. To prawa człowieka wyznaczają standardy demokratycznego państwa, a nie tylko wybory. Dramaty kobiet i osób trans, ktore dziś nie mogą przerwać niechcianej ciąży, a nie stać ich na turystykę aborcyjną to moje dramaty, one bowiem w najbardziej jaskrawy sposób ilustrują dzisiejszy stosunek państwa do obywatela w Polsce. To niezawinione cierpienie jest naszym cywilizacyjnym wstydem, a cisza, jaka zapadła po decyzji TK jest wstrząsająca.

UE jasno wskazuje na swoje standardy w tym zakresie, choć chciałbym również, by instytucje unijne zaczęły stosować doktrynę praw człowieka także wobec imigrantów. Polska woli własne standardy katolickiego fanatyzmu. W tym fanatyzmie Polska topi własną historyczną szansę na rozwój i postęp. „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi” – napisał proroczo Kochanowski.