Dzieci giną, politycy debatują (felietony z czasów wojny VII)

Żyjemy w strasznym świecie. Agresja rosyjska to jedno, ale reakcje Zachodu to drugie.

Prezydent Zełenski niemal od początku wojny prosi, błaga albo żąda samolotów. Tymczasem dziś rzecznik Pentagonu stwierdził, że pomysł przekazania MIGów 18 jest „ryzykowny i nieprzynoszący realnych korzyści”. Mam nadzieję, że to tylko retoryka, a pod nią są niejawne działania. Inaczej to wyjdzie na tradycyjną amerykańską imperialną arogancję.

Kanclerz Scholz właściwie skompromitował się już na tyle, że w zasadzie mógłby sobie iść. Takie jest przynajmniej zdanie znacznej części opinii publicznej w Niemczech (źródło: DW). SPD chyba ma jakiś „gen Schrödera” i walczy o Rosję jak o niepodległość. Najpierw był sprzeciw wobec SWIFT, teraz wobec zawieszenia importu gazu i ropy z FR. Zapewne za jakiś czas zmieni zdanie, tylko że w obecnej sytuacji „jakiś czas” to kolejni zabici cywile.

PiS jak zwykle jest w stanie wykorzystać każdą okazję do przekrętu. Nie ma strategii pomocy osobom przybywającym z Ukrainy, są tylko żenujące kłamstwa na przykład wojewody mazowieckiego, który mówi o „opanowanej sytuacji”, podczas gdy sytuacja na Dworcu Centralnym jest daleka od „bycia opanowaną”. Jest za to próba przemycenia w ustawie pomocowej przepisu o bezkarności pisowskich złodziei. Spokojnie, przypominam, że prawo nie działa wstecz i nawet jeśli ten przepis przejdzie, dotyczyć będzie tylko okresu liczonego od teraz do upadku PiS.

Unia Europejska nie może zajmować się tylko uchodźcami – najbiedniejszych ludzi nie stać na tak daleką wyprawę, szczególnie ze wschodu Ukrainy. (Z Charkowa do Przemyśla jest dobrze ponad 1000 km). Trzeba dążyć do zakończenia tej wojny. Dozbrajając Ukrainę, ogłaszając ją kandydatką do UE, pamiętając o pomocy humanitarnej na miejscu.

Wszystko, co piszę, brzmi sucho. W rzeczywistości jednak chyba jak wszyscy potwornie przeżywam to, co się na Ukrainie dzieję. Teraz do Polski przybywają już ludzie, którzy doświadczyli wojny i wielu z nich ma ewidentny stres pourazowy. Rozmowy z nimi, a czasem zwykłe spojrzenie w oczy to doświadczenie przerażające. Moja dzielnica (mówię o mieszkankach i mieszkańcach) bardzo aktywnie włączyła się w pomoc. Mamy na osiedlach nasze punkty zbierania darów, mnóstwo osób przekazuje jedzenie i zupy na Centralny. Mamy tu już dużo osób z Ukrainy, opowiadają one o przeżyciach bliskich, którzy tam zostali i nie mają za co wyruszyć w podróż (szczególnie, że bardzo brakuje benzyny). Ta wojna, dzięki mediom ukraińskim informującym o inwazji, toczy się bardzo blisko nas i w nas. I choć każda osoba próbuje na swoją miarę pomagać, to powoli siły opadają, coraz częściej spoglądamy na państwo, żeby przejęło przynajmniej część obowiązków. Gdzie wojsko, gdzie „terytorialsi”, gdzie policja, straż, gdzie kompetentne zaangażowanie samorządów, wojewodów. Zwykli ludzie nie dadzą rady długo zastępować państwa, choć serce rwie się, żeby chociaż porozmawiać i potrzymać za ręce.

To jest wstrząsające doświadczenie niemocy. Nie dziwię się, że niektórzy i niektóre (tak, kobiety też) rzucają pracę i jadą tam walczyć. Matko kochana, politycy mają problem jak przenieść samoloty. Dajcie je nam, zwykłym ludziom. Rozbierzemy, przeniesiemy, zmontujemy. To naprawdę jest problem? Gdybyście po cichu nam je dali, już dawno by walczyły.

Po tamtej stronie jest zło absolutne mordercy. Nie wiem, czy szalonego. Może przeciwnie: po prostu mordercy bez zahamowań. Zbombardował szpital położniczo-dziecięcy. Brak słów, brak łez… Zrobi wszystko.

Nie da się na to patrzeć. Ale nie da się patrzeć także na polityczne przepychanki. W obliczu kryzysu politycy i polityczki jak zwykle zawodzą. I jak zwykle zwycięża solidarność serc. Przynajmniej tym razem, bo uchodźców z granicy białoruskiej to braterstwo/siostrzeństwo nie objęło.