Dwaj populiści jadą do Kijowa. O zakłamaniu Kaczyńskiego i Janšy słów kilka (felietony z czasów wojny VIII)

Grupa ważnych polityków: premier Czech Petr Fiala, premier Słowenii Janez Janša i premier Polski Mateusz Morawiecki wraz z wicepremierem i szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim niespodziewanie pojechała do Kijowa. Delegaci zostali przyjęci przez Wołodymyra Żeleńskiego, prezydenta Ukrainy i premiera tego kraju, Denysa Szymhala. Jak informował minister Dworczyk premierzy udali się tam, aby w imieniu Unii Europejskiej zaproponować „pakiet rozwiązań” dotyczących pomocy Ukrainie.

Trzeba powiedzieć niewątpliwie jedno: z pewnością cenne jest pokazanie Ukrainie solidarności. To ważny, cenny, potrzebny gest, który na pewno doceni społeczeństwo Ukrainy.

Jednak okazało się, co dokładnie sprawdziło wielu dziennikarzy i co nie jest fake newsem, że delegacja nie reprezentowała Unii Europejskiej, nie uzgodniła z UE ani wyjazdu, ani treści deklaracji. Okazało się zatem, że ta część komunikatów PiSowskich była zwyczajnie kłamstwem. To stawia tę wizytę w innym świetle.

Prawdopodobnie z tego powodu premierzy nie przedstawili żadnego pakietu rozwiązań. Tylko Jarosław Kaczyński (co zaskakujące, bo trzej premierzy operowali ważnymi, ale ogólnikami) wypalił, że UE powinna nadać Ukrainie status kandydata, zaś NATO powinno wysłać do Ukrainy „misję pokojową”.

Niewątpliwe szczyt UE w Wersalu popełnił gruby błąd nie nadając Ukrainie kandydackiego statusu. Powiedzmy sobie szczerze: to nic nie kosztuje, bowiem negocjacje mogą trwać i trwać, a byłoby ogromnym wsparciem dla walczącego kraju. Tu Kaczyński miał oczywiście rację.

Ale jeśli chodzi o „misję pokojową”, cóż, ta propozycja jest bardzo wątpliwy pomysłem. W „misję pokojową” NATO w Ukrainie nikt nie uwierzy: ani Rosja, ani, co ważniejsze, Chiny. Taka misja pokojowa mogłaby udać się pod egidą ONZ, ale musi być zaakceptowana przez Radę Bezpieczeństwa ONZ. W radzie tej, poza Rosją, która ewentualnie może być w tych okolicznościach zawieszona jako agresor, co byłoby jednak precedensem, zasiadają także Chiny.

Nie jestem oczywiście specjalistą od prawa międzynarodowego ani od stosunków międzynarodowych, ale mam podejrzenie graniczące z pewnością, że Chiny zawetują taką decyzję. Byłaby bowiem precedensem, a Chiny też mają swoje plany, od Tajwanu zaczynając.

Zatem publiczne rzucanie takich propozycji, szczególnie tej o misji pokojowej bez konsultacji tego z UE, NATO czy ONZ wydaje się dziwaczne, niezgodne z zasadami partnerstwa (poza wszystkim oskarżanie członków UE przez jednego z nich o tchórzostwo to skandal sam w sobie) i zwyczajnie szkodliwe.

Wydaje mi się, że prezydent Zełenski był zaskoczony i zasmucony (co najmniej) takim „pakietem rozwiązań”. Żadnych konkretów i tylko skierowany z Kijowa apel.

Zełenski apeluje od tygodni o zamknięcie nieba nad Ukrainą i uważam, że ten cel powinno spełnić NATO, dostarczając samoloty i broń przeciwrakietową wraz z żołnierzami. Mamy bowiem już do czynienia z regularnym ludobójstwem. Putin nie zaryzykuje wojny atomowej, ponieważ zdaje sobie sprawę, że w NATO jest nie jedno, ale kilka atomowych mocarstw.

Zapytajmy: po co ta cała dziwna wyprawa? No cóż. Słowa klucz to Janša i Kaczyński. Zacznijmy od premiera Słowenii. To, mówiąc wprost, słoweński Kaczyński. Także przyjaciel Orbana (i wielbiciel Trumpa). Jego rządy charakteryzują się również naruszeniami praworządności i ograniczeniami wolności słowa, o co trwa spór z UE.

Jego historia polityczna to barwna opowieść. Był premierem dwukrotnie (w czasie jego rządów w latach 2004-2008 Słowenia wprowadziła związki partnerskie), ale drugi okres premierowania (2012-2013) skończył się skandalem: został oskarżony o przyjęcie łapówki od fińskiego koncernu i skazany na dwa lata pozbawienia wolności (wyszedł po pół roku). Nastąpił okres politycznej izolacji jego partii, który jednak zakończył się w 2020 roku, kiedy to po raz trzeci został premierem. Jego korupcyjna przeszłość, poglądy polityczne, chamskie zachowanie (został też skazany za obrażenie dwóch dziennikarek) i narastający konflikt z UE sprawił, że w 2021 roku opozycja podejmowała trzy próby odwołania go i choć obecnie kieruje gabinetem mniejszościowym próby te nie udały się, ponieważ popierali go posłowie niezrzeszeni i mniejsze partie (skąd my to znamy…).

Co jednak najważniejsze dla zrozumienia nagłej wizyty w Kijowe 24 kwietnia br. odbędą się w Słowenii wybory, w wyniku których Janša może stracić władzę. A zatem wizyta w Ukrainie i zdjęcia z popularnym na całym świecie Zełenskim to „wyprawa po złoto” (cytując jeden z maili ze skrzynki Dworczyka). Chodzi po prostu o wygranie wyborów.

Zatem jakie mogły być intencje Kaczyńskiego w świetle spadających sondaży, afer, zablokowania środków unijnych, Polskiego Ładu itp? Jak napisałem na Twitterze, w czystość jego intencji nie wierzę, bo jestem przekonany, że to najbardziej niewiarygodny, dwulicowy i bezwzględny polityk, jakiego nosiła polska ziemia. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że zrobi wszystko, żeby wygrać wybory w 2023 roku. A może nawet wcześniej, jeśli sondaże będą dobre.

Nie rozumiem jedynie, jak w tę aferę dał się wkręcić premier Czech Petr Fiala: uczony, były rektor Uniwersytetu Masaryka i szef ODS. Może odpowiedzią są jego poglądy: jest skrajnym homofobem , eurosceptykiem i głębokim konserwatystą, islamofobem (przeciwstawiał się przyjęciu uchodźców przez Czechy bo „radykalny islam jest na wojnie z Europą”) i klimatycznym negacjonistą. Czyż to nie znakomite poglądy dla występowania w gronie populistów?

Zaznaczyć jednak trzeba, że po wybuchu wojny w Ukrainie od początku zajmował stanowisko zdecydowania proukraińskie. Zatem być może w jego przypadku – i tylko w jego przypadku – wizyta była szczerym wyrazem solidarności i wsparcia.

Jeśli natomiast chodzi o Kaczyńskiego i Janšy, dwóch populistów stojących przed wyborami, w których mogą stracić władzę, chodziło wyłącznie o zabieg marketingu politycznego i bezwstydne wykorzystanie tragedii ukraińskiej do celów polityki wewnętrznej.

*W przygotowaniu historii Janšy korzystałem z materiałów Ośrodka Studiów Wschodnich.