Do Jacka Szczerby: zmień Pan zawód. Czyli „Wyborcza” znów dała czadu

Nie wiem, kim jest Jacek Szczerba ani z jakiego u licha powodu Gazeta Wyborcza postanowiła wydrukować jego recenzję filmu Jane Campion „Psie pazury” (od 1 grudnia na Netflix). Film właśnie obejrzałem i jest tak: albo Szczerba ma ogromny kłopot z tym, o czym jest ten film, albo po prostu go nie zrozumiał, w związku z czym postanowił napisać recenzję. Dlaczego „Wyborcza” wybrała jego recenzję – o tym niżej.

Do pana Jacka Szczerby, kimkolwiek jest, mam komunikat: jeśli żyje Pan z krytyki filmowej, albo nie daj bogini z filmoznawstwa, to zmień Pan zawód. Bo w Pańskim tekście, znam i szanuję osoby zajmujące się recenzją sztuki, więc recenzją tego tak naprawdę nie wypada nazwać, otóż w Pańskim tekście są same piętrowe absurdy na temat tego filmu. I tylko nie wiem: świadome czy wynikające z partactwa.

Teza Szczerby jest taka (i jest to napisane dosłownie): podstarzała, niegdyś sławna reżyserka postanowiła się „zemścić” za filmy o superbohaterach i „skompromitować” ulubiony męski gatunek, czyli western. Naprawdę. Tak uważa.

Do tego stopnia, że nie zauważa oczywistych intertekstualności z pewnym filmem, którego akcja też dzieje się na Dzikim Zachodzie, pojawia się nawet oczywiste odniesienie do tytułu tego filmu, ale nie będę spolerował.

Mam taką propozycję: obejrzyjcie ten film i napiszcie Jackowi Szczerbie, bo on nie wie:

  • czy problem nieheteroseksaalności to tylko „podteksty” w tym filmie?
  • jaką rolę dla fabuły oraz jaką rolę formalną odgrywa „pojedynek muzyczny”?
  • dlaczego Rose pije? (dodam: odpowiedź na to pytanie pada wprost w jednej z kwestii, ale ponieważ nie jest to kwestia wypowiadana przez Rose, Szczerba przegapił)
  • dlaczego jedna postaci, choć zdobyła solidne wykształcenie, woli śmierdzieć? (podpowiem panu, panie Szczerba: na Dzikim Zachodzie w 1925 roku)
  • dlaczego jedna z postaci obsesyjnie wspomina swojego życiowego mistrza?

Nie, nie mogę dalej w to brnąć. Przysięgam, w życiu swoim nie czytałem czegoś tak absurdalnego, jak ta recenzja. Jak to coś, co recenzje udaje, a że się ma kumpli w „Wyborczej”, to się to coś opublikuje i parę groszy wpadnie. Jak to dobrze, że „Wyborcza” jest dziennikiem i mam nadzieję, że to coś zniknie za potrójnym paywallem.

Może troszkę podpowiem o motywacjach i generalnie światopoglądzie Jacka Szczerby. Tak się składa, że film dostał Srebrnego Lwa w Wenecji. Szczerba: „Myślę, że trochę na wyrost, jako sławna weteranka (rocznik 1954), której nie wypada nie nagrodzić, jeśli już ją się zaprosiło do konkursu”.

NAPRAWDĘ to napisał. Bo „Wyborcza” tak ma, że co jakiś czas musi popsuć powietrze. W zasadzie nie wiadomo po co, dlaczego – przecież w tak szanowanym dzienniku powinno się publikować teksty najwybitniejszych. Myślałem, że po ubolewaniu „Wyborczej” nad dzikim prześladowaniem TERFek przez hordy żądnych krwi osób niebinarnych i trans nic mnie nie zdziwi. A jednak.

Tylko już nawet nie chamska mizogynia czy zwykła homofobia Szczerby mnie dziwi, tylko to, że „Wyborcza” puszcza tekst kogoś tak dramatycznie…

Dla porównania (także z recenzją Jacka Szczerby) taki cytat znaleziony na Wiki:

„This is an exquisitely crafted film, its unhurried rhythms continually shifting as plangent notes of melancholy, solitude, torment, jealousy and resentment surface. Campion is in full control of her material, digging deep into the turbulent inner life of each of her characters with unerring subtlety.” (David Rooney)

Szczerba kończy swoje coś, żeby film oglądać po mocnej kawie (nie liczyłem, ile razy napisał, że nuda). Otóż ja całe ponad dwie godziny filmu przesiedziałem w napięciu.

Panie Szczerba, wróć Pan do Marvela. Tam jest Pana świat.

Oświadczenie Grupy Granica w sprawie bezprawnego ataku „terytorialsów” na wolontariusza Grupy, tłumacza Jakuba Sypiańskiego

Dziś w nocy Jakub Sypiański, aktywista Grupy Granica, tłumacz języka arabskiego, który od wielu tygodni niesie pomoc potrzebującym na granicy został w okolicach Michałowa napadnięty przez uzbrojonych i umundurowanych żołnierzy Wojsk Obrony Terytorialnej. Policja i Straż Graniczna po przybyciu nie przyjęły zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa.
O szczegółach napaści i dalszych działaniach, które podejmujemy, żeby pociągnąć winnych do odpowiedzialności poinformujemy na dzisiejszej konferencji prasowej.
Termin: 26.11 godz. 15:30
Miejsce: Posterunek Policji w Michałowie, ul. Białostocka 30A, Michałowo
W konferencji biorą wezmą Jakub Sypiański (Grupa Granica), poseł Maciej Konieczny (Lewica Razem). Po konferencji prasowej poseł Konieczny przeprowadzi interwencję poselską na posterunku policji i w placówce Straży Granicznej, żeby upewnić się, że tym razem zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa zostanie przyjęte i ustalić dlaczego funkcjonariusze Policji i SG nie przyjęli zawiadomienia dzisiejszej nocy na miejscu.

Zapis wspomnianej wyżej konferencji prasowej znajduje się na stronie Grupy Granica na Facebooku. Poniżej link.

https://www.facebook.com/grupagranica/videos/1136824537070878/

„Nienarodzone dziecko” – absurd językowy, który doprowadził do moralnej katastrofy, jakim jest niemal całkowity zakaz aborcji

@onetpl „W wyniku kryzysu na granicy polsko-białoruskiej zmarło co najmniej 14 osób. Są wśród nich dorośli i dzieci, w tym jedno nienarodzone.” Polska jest prawdopodobnie jedynym (oprócz) Watykanu państwem, gdzie do dyskursu publicznego weszło pojęcie „dziecko nienarodzone”

Pojęcie „dziecka nienarodzonego” pochodzi ze słownika katotalibów. W nauce używamy takich pojęć, jak zarodek, zygota czy płód. Z akceptacji posługiwania się słownictwem katolickich ultrasów wychodzą tak barbarzyńskie ustawy antyaborcyjne, jak w Polsce.

Skoro „dziecko nienarodzone”, to „oczywiste”, że „dziecka” nie wolno zabijać. A dalej prowadzi to do szczytu absurdu i fanatyzmu, jakim jest pojęcie „aborcji eugenicznej”. To jest słownik religijnych fanatyków, którzy zawłaszczyli język – pisała o tym świetnie Agnieszka Graff.

A wszystko to dlatego, że Kościół katolicki oparł swoją naukę na antyracjonalnym tomizmie, który (za Arystotelesem) wprowadził pojęcie „bytu w potencji” – coś może się czymś stać: płód jest nienarodzonym dzieckiem, jajko niewyklutą kurą, a człowiek jest nieumarłym trupem.

Jeśli do tej absurdalnej anty-logiki dodamy chorą wyobraźnię mamy przerażające wizje „przecież by wtedy mnie nie było”. Cóż. Nasze indywidualnie istnienie jest niewiarygodnym przypadkiem. Przecież rodzice mogli się nie poznać itp.

Liczę na to, że nowe, racjonalne i wolne od fanatyzmu pokolenie pokona te pojęciowe potworki, jak „dziecko nienarodzone” czy „aborcja eugeniczna”. Czekam już tylko na równie barwne określenie ciąży z gwałtu… Pamietajmy, że za tym pojęciami idzie okrutna i nieludzka praktyka.

PS. Mam nadzieję, że jest jasnym, że powyższe zdanie z Onetu zostało przeze mnie użyte jako przykład językowy. O ludobójstwie na granicy pisałem wielokrotnie na tym blogu.

Nie ma żadnego zagrożenia ani wojny. Na granicy nie ma tysięcy żołnierzy, ale bezbronni cywile

Mieszkanka Białowieży opisuje sytuację w strefie nadgranicznej, gdzie gromadzi się wojsko i ciężki sprzęt. I dodaje „kryzys humanitarny trwa. Ludzie dalej są wyłapywani i przerzucani z powrotem. Nadal siedzą w zimnym lesie. Nadal wymagają pomocy humanitarnej, a często medycznej…

Tutaj w strefie nie mają możliwości uzyskać pełnej pomocy. My, mieszkańcy, pomagamy im przetrwać donosząc wodę i jedzenie czy suche buty. Staramy się też w miarę możliwości pomagać w inny sposób, ale robimy to już długo. Jesteśmy w tym sami. Samorządy zbierają paczki czy jedzenie.”

(Za Wyborcza.pl). Dziennikarki_rze przypominają, że niedawno z wizytą w Polsce byli wysocy przedstawiciele Turcji, a to tureckie samoloty wożą obecnie migrantów do Mińska. PiS odmawia zwrócenia się do UE o pomoc, co pomogłoby w realnym rozwiązaniu problemu.

Wygląda to jak, jakby Kaczyński był zachwycony sytuacją i zamierzał nie rozwiązywać jej, lecz przedłużać. Sprzyja w sposób oczywisty budowaniu zagrożenia w wyborcach i jednocześnie przedstawiania urzędników PiS jako „obrońców ojczyzny”.

Ale przed kim nas bronią? Przed dwoma tysiącami migrantów? Bezbronnymi cywilami, mężczyznami, kobietami i dziećmi? Nadal marznącym i głodującymi? Nadal umierającymi? Bzdura, Polska jest w stanie przyjąć wielokrotnie więcej migrantów.

Łukaszenka się świetnie bawi widząc, jaką panikę w polskich władzach budzą bezbronni cywile zgromadzeni na granicy. Albo mamy do czynienia ze zwykłą prowokacją tajnie przygotowaną w porozumieniu z PiS. Stara maksyma mówi: jeśli nie rozumiesz sytuacji, zapytaj komu służy…

Na granicy nie gromadzą się wojska białoruskie ani rosyjskie. Na granicy nie gromadzi się armia ISIS albo talibów. Na granicę spędzani są cywile, których oszukuje się łatwym (i kosztującym krocie) dostępem do UE. Nie mamy wojny, ale klęskę humanitarną, którą PiS ukrywa.

Kaczyński gra w grę na zasadach Łukaszenki. Stopniowe wpuszczanie ludzi i poddawanie ich normalnym, zgodnym z międzynarodowymi procedurami, postępowaniom migracyjnym rozwiązałoby problem. Sytuację dramatycznie zaostrzyła nieludzka gra w push-back.

Nie dajmy się zwariować. To nie jest żadna wojna, to nie jest żadne „zagrożenie”. To PiS usiłuje na nieszczęściu oszukanych rodzin zbijać kapitał polityczny i tylko w przyszłości dowiemy się, jak bardzo Kaczyński był zamieszany w wytworzenie tego dramatu.

Putin, kryzys demokracji i faszyzacja Polski

Polska nie odejdzie z UE i z NATO. Polska może zostać wyrzucona z UE i z NATO. Nie wprost i nie dosłownie, ale poprzez postępującą marginalizację kraju w tych organizacjach. Cieszy się z tego tylko jedna osoba: Putin. Nic nie jest dane na zawsze. Nie lekceważmy tych sygnałów.

Zwykle jestem uważany za histeryka, awanturnika i sensata. Ale zazwyczaj rozwój sytuacji politycznej potwierdza moje intuicje. Wulgarne słowo z mojego postu stało się hasłem „Strajku Kobiet”, bo od dawna uważałem, że liberalne złudzenia co do znaczenia „dialogu” z PiS za błąd.

Pisałem o pełzającej dyktaturze od 2015 – wtedy „Wyborcza” przekonywała, że demokracja polska jest silniejsza od Kaczyńskiego. Teraz piszę o instalowaniu faszystowskiej dyktatury i znów jestem pomawiany o co najmniej hiperbolę.

Ale sytuacja mniejszości zawsze jest probierzem stanu demokracji. Jestem socjologiem i gejem – umiem obserwować procesy społeczne z tych dwóch perspektyw i wyciągać wnioski. Dopiero w 2021 r. red. Wielowieyska przyznała mi rację: Kaczyński to ekstremista.

Oparcie kampanii 2019 i 2020 na homofobii to wystarczający dowód faszyzacji tej władzy. Dowód koronny, bo inne cechy opisanej w literaturze naukowej ideologii faszystowskiej Kaczyński prezentował już w latach 2005-2005.

Pamiętacie „imposybilizm” Kaczyńskiego z tamtych lat? Metody służb specjalnych i przekraczanie uprawnień przez Kamińskiego? Tusk okazał się krótkowzrocznym politykiem, uwierzył w swoją potęgę, dzięki której PiS nie wróci do władzy. A w kluczowym momencie zwiał do Brukseli.

Kamiński został osądzony, ale cała trójka: Kaczyński, Ziobro i Kamiński powinni wtedy zostać postawieni przed TS (apelowało o to wtedy wiele środowisk). Bo już wtedy było wiadomo, że z demokracją im nie po drodze. Delikatnie mówiąc. A teraz – teraz wszystko się może zdarzyć.

Polska dla Putina może stać się tym, czym były Słowacja czy Chorwacja dla Hitlera. Niby-niepodległymi państwami kierowanymi przez agentów wpływu. Nie może: Polska coraz bardziej staje się takim krajem. Ludobójstwo na granicy białoruskiej świetnie pomaga PiSowi w sondażach.

Powtarzam. Wszystko się może zdarzyć. Jeśli KE zdecyduje się na zamrożenie pieniędzy z KPO, de facto będziemy poza UE. Jeśli USA zastanawiają się nad obecnością żołnierzy amerykańskich w Polsce, de facto będziemy poza NATO. Z faszystowskim rządem, który może wszystko.