Duchowość Unitarian Uniwersalistów (2/2021) Uważność

Wciąż mamy jakiś Nowy Rok. Teraz jesteśmy pomiędzy Nowym Rokiem Buddyzmu Mahajana a Nowym Rokiem Tybetańskim – Losar.

Nowy Rok to zwykle okres podsumowań i planów. Spoglądania w przeszłość i w przyszłość. „Posumowania”. Jakoś częściej pamiętamy o tym, co złe się przydarzyło i dlatego noworoczna radość wynika z nadziei, że tym razem….

Ale przecież ani przeszłość, ani przyszłość nie istnieją. Przeszłość istnieje o tyle, o ile jest obecna jako pamięć. A zatem o tyle, o ile jej na to pozwalamy. Owszem, czasem tak bardzo pielęgnujemy dawne szczęście albo dawną stratę lub krzywdę, że żyjemy w przeszłości. A czasem tak bardzo nie lubimy przeszłości, że żyjemy tylko przyszłością. Planami. Nadziejami. Obietnicami.

Tymczasem tym, co naprawdę jest, to teraz. Zawsze tu i zawsze teraz. Piszę teraz tego posta. W pokoju jest ciemno. Słyszę krople deszczu pukające o parapet. Czuję zapach świeżo wypranej pościeli. Dotykam gładkiej powierzchni telefonu. Oto to, co jest.

Dotyk. Zapach. Dźwięk. Widok. Smak.

Dotyk bliskiej osoby. Zapach porannej kawy. Dźwięk ulicy za oknem. Smak chleba. Widok tego samego, a jednak codziennie innego drzewa za oknem.

To jest to, co dzieje się naprawdę. Żyjemy zawsze tu i zawsze teraz. Każdy nowy smak, zapach, dźwięk, widok, dotyk to nasze odrodzenie. Nasze nowe teraz.

Teraz, w którym objawia się to, co najważniejsze: szczęście. Ono jest zawsze na wyciągnięcie ręki, na odległość spojrzenia, na dystans słyszenia, w chwili smakowania, w chwili, gdy dociera zapach.

Tak, w życiu piękne są chwile. Ale nie „tylko” chwile. Aż chwile. Jeśli uda nam się taką chwilę szczęścia „złapać” naszymi zmysłami, dzieje się cud: całe nasze ciało się odradza. Uśmiechamy się. Odprężamy. Młodniejemy. Zdrowiejemy.

W tym pięknym tu i teraz odnajdujemy szczęście, które zostawia w nas trwalszy ślad, niż największa trauma i cierpienie. Wystarczy pozwolić sobie patrzeć, wąchać, smakować, dotykać i słuchać.

Tu i teraz. Zawsze tu i teraz. Spróbuj.

💐💐💐💐💐💐💐💐💐

Zapraszamy na spotkanie Wspólnoty Unitariańsko-Uniwersalistycznej w Polsce.
Tradycja Braci Polskich, współczesność wolnej, otwartej, inkluzywnej religii.
Także dla niewierzących.

Piątek, 5 lutego, 17:30
Zoom: https://us02web.zoom.us/j/83898603606

Stop budowie katolickiego państwa teokratycznego

Facebook zablokował mój poniższy wpis jako „naruszający standardy społeczności”, ale warto sobie przypomnieć o tym, że istnieje sieć poza mediami społecznymi. Dlatego poniżej publikuję ten post w wersji rozbudowanej i uporządkowanej.


W Polsce skrajni fanatycy katoliccy (biskupi, organizacje fundamentalistów katolickich, prawicowi partyjni neofaszyzujący hipokryci, którzy niewiele mają wspólnego ze zwykłymi, często otwartymi wierzącymi ludźmi) używając prawnej przemocy starają się budować państwo teokratyczne, państwo fundamentalizmu katolickiego, państwo katotalibanu.

Używając chwilowej przewagi w parlamencie, całkowicie lekceważąc zdanie opinii publicznej w tej sprawie, fanatycy ci przepychają przez Sejm skandaliczne ustawy, które przekształcają nasz kraj w katolicki Iran. A jeśli chore pomysły nie zyskują większość nawet wśród rządzących ugrupowań, posługują się podstępem tak, jak w przypadku niemal całkowitego zakazu aborcji (rzekomo) wprowadzonego przez marionetkowy trybunał pani P

W mediach społecznościowych pojawiają się całe wywody pochodzące w 90% od mężczyzn, fanatyków katolickich, którzy pochwalają barbarzyńskie prawo, rozwodząc się nad prawami płodu (moruli, zygoty), wyzywając od najgorszych protestujące przeciw zakazowi aborcji kobiety.

Będę z całym moim profesorskim „majestatem”, właśnie jako profesor Uniwersytetu Warszawskiego, jako przedstawiciel nauki, jako intelektualista zwalczał katotalibów (mam na myśli nie wierzących katolików, a właśnie katolickich fundamentalistów), którzy szantażem moralnym i prawnych chcą zabronić posiadania pogląd, że zlep komórek to NIE człowiek, że zygota NIE cierpi, a zarodek NIE krzyczy, kiedyś jest usuwany.

Jako profesor Uniwersytetu Warszawskiego zrobię wszystko, żeby w debacie o prawach kobiet zwyciężyły poglądy naukowe na temat aborcji. I zwyciężą. Kobiety, które wyznają katolicki system wartości, nie muszą dokonywać aborcji. Kobiety, które wyznają inny światopogląd mają prawo do przerwania ciąży bez tłumaczenia się komukolwiek. Aborcja na życzenie? Tak, właśnie tak. Kobieta, a takich jest większość w naszym społeczeństwie, które mają światopogląd taki jak ja, mają prawo do bezpiecznej, bezpłatnej, bezproblemowej aborcji. I to prawo otrzymają

Im bardziej ta mafia rządząca (piszę tak, ponieważ rządząca większość wielokrotnie od 2015 roku złamała prawo, natomiast prof. Sadurski wygrał proces w sądzie, który przyznał prawo do mówienia o rządzących jako zorganizowanej grupie przestępczej), otóż im bardziej oni dociskają przemocą prawną nasz system w kierunku teokracji, tym większe odbicie będzie potem. To jeszcze będzie normalny kraj. Wiem, bo mam wspaniale studentki i studentów i wiem, wierzę, że zmienią kraj.

Osoby popierające to skandaliczne, barbarzyńskie, nieludzkie prawo, jakim jest całkowity (poza gwałtem) zakaz aborcji nie przebierają w słowach. Aborcję nazywają morderstwem, kobiety i osoby im pomagające morderczyniami i mordercami. Ile wyzwisk pada w mediach społecznościowych wobec nas, zwolenniczek i zwolenników prawa do wyboru – nawet nie warto wspominać.

Wobec tej przemocy prawnej, werbalnej, a także fizycznej (Policja skompromitowała tak, że te służby trzeba będzie budować od nowa) nie mogę milczeć. Nie po to społeczeństwo mnie opłaca, żebym siedział sobie na wygodnym fotelu i nie krzyczał razem z kobietami przeciw barbarzyństwu, przeciw katotalibom i tak, przeciw bydlakom, którzy skazują kobiety, ale także niezdolne do życia dzieci, na nieopisane tortury.

W tej sprawie nie ma „złotego środka”, który tak ukochała Gazeta Wyborcza czy TVN24. W jest sprawie skończyły się debaty, w tej sprawie skończył się uprzejmy język. Przemoc prawna i płynący za nią ściek mowy nienawiści uprawnia nas do obrony: słownej, a także fizycznej na ulicach.

Jeśli nie chcesz katotalibanu, katolickiego Iranu, Twoje miejsce jest w tej chwili na ulicy, obok protestujących kobiet. Wszystkich nas nie aresztują, nie wywiozą, nie oskarżą, nie pozwą. Musimy tam być dotąd, aż ten rząd ruiny narodowej odejdzie i przystąpimy do sprzątania naszej kochanej Polski.

Myśl logicznie i nie bądź transfobką

Spór pomiędzy liberalnymi feministkami a osobami transpłciowymi przetacza się przez cały swiat i dotarł także do Polski. Nie po raz pierwszy. Już kobiety nieheteroseksualne stanowiły problem („lawendowe zagrożenie”) dla Betty Friedan w latach 60., a w sprawie osób transpłciowych wiele (złego) do powiedzenia miała Janice Ratmond. Chyba pogląd feminizmu (tożsamosciowego) na transpłciowość wyraziła ostatecznie Sheyla Jeffreys nazywając osoby transpłciowe „agentami opresyjnego patriarchatu” wewnątrz feminizmu.

Tło było takie samo, jak teraz w Polsce przy okazji sporu wewnątrz Strajku Kobiet i walkę o prawo do aborcji. Osoby transpłciowe zwróciły uwagę, że prawo to dotyczy nie tylko cis kobiet, ale także osób „posiadających macicę”, a zatem na przykład trans mężczyzn, którzy nie zdecydowali się na usunięcie macicy czy generalnie osób niebinarnych, genderfiuid, genderqueer itp. Na to niektóre przedstawicielki polskiego feminizmu odparowały, że walka o prawo do aborcji jest walką cis kobiet, ponieważ zakaz aborcji jest elementem kontrolowania (cis)kobiecych ciał.

Moja ocena tego sporu jest następująca: ponieważ nie dotyczy on mnie, to nie powinienem się wypowiadać co do jego istoty, natomiast mam prawo i obowiązek wypowiedzieć się co do stylu, w jaki (niektóre) feministki go prowadzą. Niestety tak się składa, że jeden z najbardziej transfobicznych w wymowie (a zarazem najmniej wnoszący do meritum) tekst opublikowała w „Magazynie Wyborczej” osoba pracująca na moim wydziale, Katarzyna Szumlewicz. Tekst jest wciąż dostępny w Internetach, można go zatem przeczytać i wyrobić sobie opinię.

Zapewne poprzestałbym na kilku smutnych rozważaniach o pisaniu „przeciw” komuś, a nie „wobec” kogoś, gdyby nie fakt, że nieoficjalna koalicja o nazwie Lobby LGBTQ zwróciła się do mnie z prośbą o interwencję, ponieważ transfobia nie powinna mieć miejsca na (żadnym) uniwersytecie w dokładnie takim samym stopniu, jak homofobia, rasizm czy antysemityzm.

Uznałem za najlepsze rozwiązanie zaproponowanie obu stronom spotkania i rozmowy w formule przez nie wynegocjowanej. Niestety dr Szumlewicz odmówiła rozmowy z osobami, które, jak się wyraziła „piszą o mnie oszczerstwa”. Zaznaczam, że żadnych konkretnych osób nie miałem na myśli. Jednocześnie pani doktor wyraziła ubolewanie z powodu mojego postępowania „jako kolegi i intelektualisty”. 🤷‍♂️

Upubliczniam tę informację, ponieważ po pierwsze jestem bezradny i nie do końca wiem, co mam zrobić dalej, po drugie uważam, że w tym sporze strona „feministyczna” jest stroną silniejszą i bardziej uprzywilejowaną, niż osoby transpłciowe i kompletnie nie podoba mi się arogancja, z jaką spotkały się postulaty środowisk trans.

Moralną mizerią pachną mi skargi niektórych autorek transfobicznych wypowiedzi na „prześladowanie”. Proponuję zamienić się na tydzień z dowolną osobą transpłciową i potem wypowiedzieć się na temat hejtu. Oczywiście rozumiem narrację strony „feministycznej”, ale rozumiem także ból i złość osób transpłciowych, które poczuły się wykluczone z kolejnego „ruchu wolnościowego”. Jestem najgłębiej przekonany, że zamiast wypisywać do prasy wielkonakładowej teksty intencjonalnie wymierzone w osoby transpłciowe (tym samym, proszę mi wybaczyć, nakręcając „hejt” przeciwko sobie) można spróbować usiąść i porozmawiać. Szczególnie, kiedy osoby transpłciowe niespecjalnie mogą się w tej samej prasie wypowiedzieć.

Nie jestem neutralny w tej sprawie. Wbrew twierdzeniom dr Szumlewicz nikt nie postuluje zmiany nazwy ruchu, ale zmianę sposobu formułowania postulatów. Bardzo dla mnie symptomatyczna była pod tym względem odpowiedź Kai Szulczewskiej, która stwierdziła, że czasem nie ma czasu, by „używać tych wszystkich rzeczy po przecinku”. Naprawdę? W czasach, gdy feminizm zwycięsko wychodzi z walki o femininatywy? Nawet jest te „rzeczy po przecinku” to konkretne osoby z ich doświadczeniami?

O ile mi wiadomo kobiety, które wypowiadały się na temat „straszliwego hejtu”, jakiego doświadczyły, nadal czynnie ten hejt nakręcają na swoich mediach, zatem: oceńcie same_i.

Dodam jeszcze, że wspomniane Lobby LGBTQ skierowało do redakcji GW i MW pismo w tej sprawie – jest ono dostępne na stronach facebookowych Lobby. A dziś Oko.press opublikowało rozmowę z Niną Kuta („Transgysy”), w moim przekonaniu rozmowę o wiele bardziej koncyliacyjną.

Nadal deklaruję otwartość do zorganizowania na UW spotkania, debaty, czego tylko osoby będą sobie życzyły.

Duchowość Unitarian Uniwersalistów (1/2021)

18 stycznia 1943 roku Niemcy zaplanowali rozpoczęcie w Getcie Warszawskim „akcji wysiedleńczej”, oznaczającej masowe transporty do obozu zagłady w Treblince. Jednak nieoczekiwanie opór stawiły im oddziały Żydowskiej Organizacji Bojowej. Była to pierwsza wymiana ognia z hitlerowcami. 19 kwietnia tego samego roku wobec dalszych planów likwidacji getta wybuchło powstanie.

W wyniku Zagłady polscy Żydzi „zapadli się w ziemię”. Przed 1939 rokiem w Warszawie mieszkało ok. 380 000 Żydów, co stanowiło 1/3 mieszkańców miasta. Jak bardzo inne było to miasto. I nie chodzi tylko o folklor Nalewek, Gęsiej czy Krochmalnej, ale o to, w jak ogromnym stopniu warszawscy Żydzi wpływali na rozwój i na oblicze swojego miasta.

Kult tragicznego powstania warszawskiego z 1944 r. całkowicie usunął z pamięci zbiorowej walkę ŻOB zapoczątkowanej strzałami ze stycznia’43. W pamięci warszawianek i warszawiaków żydowska przeszłość miasta niemal nie istnieje. Nawet wśród tych mieszkających na terenie dawnego getta, którzy codziennie mijają miejsca będące świadectwem żydowskiej tragedii.

Unitarianie Uniwersaliści na całym świecie odnoszą się do swoich lokalnych tradycji walki prześladowanych mniejszości (etnicznych, kulturowych, rasowych, religijnych, seksualnych) o wolność od przemocy i równouprawnienie. W tym roku federalny Dzień Martina Luthera Kinga w USA przypada także na 18 stycznia. Amerykańskie społeczności UU wspominają teraz walkę Afroamerykanów o wolność i sprzeciw wobec systemu segregacji rasowej, której symbolem stał się King. Walkę, która wciąż trwa i której znakiem jest wspierany przez UU ruch Black Live Matters.

Żydzi, także ci z Warszawy, padli ofiarami najgorszego, najbardziej straszliwego systemu segregacji rasowej w historii. Uznani na „najgorszą rasę” wszyscy zostali przez Hitlera skazani na śmierć. Za to tylko, że byli Żydami. Bojownicy z ŻOB nie mieli złudzeń, że uda im się wygrać z Niemcami. Stawką było ocalenie godności, a także krzyk rozpaczy skierowany do obojętnego na Holocaust świata.

Ten krzyk niesie się dziś po ulicach Warszawy. Jest to krzyk o walkę z nienawiścią, uprzedzeniami, wykluczeniem i prześladowaniem Innych. O walkę, która jest także częścią unitariańsko-uniwersalistycznego etosu.

Ateizm, agnostycyzm, teizm, nie-teizm – mini przewodnik

Wydawałoby się, że z osobami niewierzącymi w istnienie osobowego Boga* sprawa jest łatwa. Niewierzący to niewierzący. Jest na takie osoby prosta nazwa:

✅ ateista, ateistka – i wszystko wydaje się łatwe. Ale pojęcie to ma jasne znaczenie: ateistka_a** to osoba, która nie tylko nie wierzy w Boga, ale to także, uwaga, osoba która wie/wierzy, że Boga nie ma. A dla mnie, dla mojej samoidentyfikacji, to za mocne. Ja nie wiem, czy Bóg jest, czy nie. A zatem może jestem:

✅ agnostyczką, agnostykiem – kimś, kto nie wie, czy Bóg jest, czy go nie ma i uważa, że odpowiedź na takie pytanie wykracza poza zdolności poznawcze człowieka (gnosis – poznanie). Też mi to nie odpowiada, bo mam poczucie, że zakłada jednak możliwość istnienia Boga, tylko brak możliwości stwierdzenia tego. Trochę mi to pachnie zakładem Pascala*** i zbliża bycie agnistyczką_iem do:

✅ teistka, teista – osoba, która uznaje, że Bóg jest. Która nie tyle „wie, że Bóg jest”, co „wierzy, że Bóg jest” (w przypadku tomistycznych katolików jedno i drugie). Po prostu. Mogą to być osoby wyznające jakąś religię albo uznające, że manifestuje się („objawia”, niedawno chrześcijanie obchodzili święto Epifanii, Objawienia, które – co świetnie ostatnio wytłumaczył mi Arek Malecki – ma takie właśnie znaczenie) w różnych religiach. Mogą to być osoby uznające, że Bóg stworzył wszechświat, ale już się nim nie interesuje (zobaczył, co mu wyszło na końcu łańcucha ewolucji i dostał depresji). A zatem:

✅ nie-teistka, nie-teista to osoba, która nie zajmuje się ani kwestią istnienia Boga (jak ateiści uznający, że wiedzą, że Boga nie ma, a wiara w niego jest szkodliwa), ani kwestią jego poznania (jak agnostycy). Tu mogą się znaleźć ci „pomiędzy” teizmem i ateizmem. Na przykład, jak ja, nie zajmujące się problemem istnienia lub nie istnienia Boga. Ale na przykład uznające, że z doświadczenia religijnego płyną ważne inspiracje dla budowania duchowości nie-teistycznej rozumianej jako przestrzeń poszukiwania w życiu równowagi, nie-tylko-intelektualnej refleksji nad różnymi aspektami swojego życia codziennego (to znaczy obejmującej też medytację czy inne zaczerpnięte od religii techniki).

A najlepsze jest to, że istnieje w Polsce wspólnota, w której wszystkie te kategorie osób mogą znaleźć dla siebie przestrzeń i nazywa się ona Wspólnota Unitariańsko-Uniwersalistyczna. I serdecznie do niej zapraszam!**** ❤️❤️❤️❤️❤️❤️

*Jako nie-teista zazwyczaj piszę: boga, bogini, bogiń. Pisanie tego słowa wielką literą charakteryzuje wyznawczynie_ów religii monoteistycznych.
**Taki zapis zaproponowała Agnieszka Weseli. Zaczynam od „rodzaju żeńskiego”, by wyrazić w ten sposób swoje poparcie dla równości kobiet, natomiast podkreślnik pomiędzy oboma rodzajami podkreśla płynność granicy, między tym, co męskie, a tym, co kobiece.
*** Zakład Pascala: filozof francuski Blaise Pascal proponował, żeby na wszelki wypadek wierzyć w Boga, bo jeśli jest, to może nam uratować tyłek przed piekłem, a jeśli go nie ma, to i tak nic nie tracimy, bo moralność chrześcijańska jest zacna.
**** Jak bardzo walnięty jest człowiek piszący posta z przypisami na Facebooku?

Zawracanie Wisły… O antynaukowych barbarzyńcach: Bosakach, Jakich i Rydzykach.

Miotają się neofaszyści, nacjonaliści, ziobrzyści, bosakowcy i rydzykownicy. Stoją u ujścia Wisły i wiadrami z powrotem wodę do Krakowa chcą przelewać. Tupią, krzyczą, odpalają race, robią groźne miny…

A Wisła sobie płynie jak płynęła. Gender studies tak na świecie, jak i w Polsce to już nie trzy profesorki zamknięte w „pokoiku na wieży”. Nie ma dyscypliny humanistycznej (nie rozumiem, dlaczego wyodrębniono dyscypliny społeczne: one nie są humanistyczne?), w której wątek kulturowego warunkowania płci nie byłby podejmowany. Antropologia, socjologia, filozofia, kulturoznawstwo, językoznawstwo, etnologia, badania regionalne, studia miejskie, nauki polityczne, wiedza o mediach itp. itd. – wszędzie tam gender, czyli płeć kulturowa jest zmiennikiem uwzględnianych badaniach empirycznych i analizach teoretycznych. Podobnie jest z badaniami queer, czyli badaniami nad seksualną nienormatywnością: która dyscyplina humanistyczna nie zajmuje się tą problematyką?

Czarnek z ks. Oko, Jaki z plejadą naukowców z Akademii Rydzyka nic nie poradzą: rozwój myśli naukowej jest niepowstrzymany, a studentki i studenci chcą wiedzy najbardziej aktualnej i najbardziej rzetelnej. A moralny oburz?

Pewna profesorka w czasie mojego kolokwium habilitacyjnego szepnęła do ucha sąsiadce: „Moim zdaniem to, co on pisze, jest niemoralne. Ale to mój światopogląd. Natomiast to jest niewątpliwie rzetelna nauka.”

A jest to bardzo prawicowa pani profesor.

Bierzcie przykład, Czarnki czy Oko. Słuchajcie, nacjonalistyczni barbarzyńcy. Ile byście się wiadrami nie namachali, ile byście nie krzyczeli: Wisła będzie płynąć jak płynęła: zgodnie z prawami nauki.

Spotkanie Wspólnoty Unitariańsko-Uniwersalistycznej w Polsce (zoom)

Bardzo serdecznie zapraszam na pierwsze w tym roku spotkanie duchowe polskiej Wspólnoty Unitariańsko-Uniwersalistycznej. Spotkanie poprowadzi przygotowujący się do funkcji ministra (odpowiednik pastora) student unitariańskiego college’u w Anglii, Arek Malecki.

Spotkanie będzie otworzy ceremonia zapalenia unitariańskiego Kielicha, potem nastąpi medytacja, rozważanie przygotowane przez naszego opiekuna duchowego. Poszczególne części oddzielają chwile refleksyjnej muzyki. Po oficjalnym spotkaniu następuje część „towarzysko-integracyjna”.

Wspólnota Unitariańsko-Uniwersalistyczna w Polsce nawiązuje do tradycji Braci Polskich i jest wspólnotą osób różnych wiar i religii, a także nie-teistów. Jesteśmy wspólnotą inkluzywną, której celem jest wspomaganie naszych członków i członkiń w rozwoju duchowym, rozumianym na sposób religijny lub nie-teistyczny. Podobnie jak inne wspólnoty i kościoły UU na całym świecie wspieramy zmagania o sprawiedliwość, przestrzeganie praw człowieka (w tym praw osób LGBTQ), prawa imigrantów.

Kimkolwiek jesteś, jakkolwiek definiujesz swoją duchowość, poczuj się zaproszony na spotkanie, na którym otoczony życzliwością i szacunkiem będziesz mogła_mógł zatrzymać się chwilę, głęboko odetchnąć i poszukać wewnętrznej równowagi w tych trudnych czasach. W imieniu Wspólnoty, Arka i Swoim – zapraszam 🙂


Dołącz do spotkania na Zoomie klikając:
https://us02web.zoom.us/j/83898603606

Hunowie szaleją w TVP

Składamy sobie życzenia. Chciałbym zatem zespołowi „dziennikarskiemu” TVP w ogólności, a Wiadomości w szczególności życzyć, by ta cała nienawiść, którą głoszą, propagują, w której się z rozkoszą taplają, żeby uderzyła ona w nich kiedyś w jednym akcie moralnej samoświadomości.

Jeśli istnieje jakikolwiek bóg albo bogini, jeśli Natura albo Wszechżycie, jeśli cokolwiek lub ktokolwiek ma taką moc, by sprawić, że kiedyś z przerażeniem zrozumieją, co robili, jestem w stanie w tej intencji codziennie modlić się czy tez medytować.

Pozostając zaś sceptycznym co do mocy nadprzyrodzonych ateistą pozostaje mi patrzeć na to wszystko jako na lekcję o upadku człowieka, dziennikarstwa, polityki, demokracji, społeczeństwa i państwa.

Bo „oni” nie wzięli się znikąd. To ludzie w demokratycznym zaślepieniu i politycznym szale „ich” (głównie „jego”) wybrali. Zaślepieniu, bo przecież otwarcie głosili pogardę dla demokracji i zademonstrowali ją w latach 2005-2007. Szale, bo polityka jako dziedzina budowania wspólnego dobra ustąpić miała miejsce polityce jako budowaniu powszechnej nienawiści. To także zapowiadali.

Potem, co gorsza, wybrali drugi raz. Różne mieli motywacje, ale „tylko PiS daje pieniądze” słychać najczęściej i ja bym tej wstydliwej, w jakimś sensie hańbiącej polskie społeczeństwo prawdy proponował nie przemilczać. Jest bardzo źle i wolałbym namysł nad tym, jak temu zaradzić, niż traktowanie tego czasu jako „dziury w historii”, o której najlepiej zapomnieć.

Polityka „letniej wody z kranu”, w sumie może nawet rozsądna w ugruntowanych demokracjach, w Polsce właściwie pozbawionej demokratycznych tradycji okazała się nieodpowiedzialna i doprowadziła do ruiny państwa. Oparta była na kłamstwie „sukcesu transformacji” i kłamstwie „sukcesu demokracji”. Platforma Obywatelska ponosi odpowiedzialność za to, co nastąpiło w wyniku upadku ich rządów. Także polityczkom i politykom tej formacji oraz ich sojusznikom życzę błysku samoświadomości, także moralnej. I samorozwiązania. Albo przynajmniej spuszczenia głowy w pokorze.

Emocje są naturalnym elementem wyrażania swoich poglądów i tylko idiotyczna wiara w jakiś wypreparowany z cielesności „rozum” może prowadzić do pogardy dla ludzi, którzy swoje emocje wyrażają. Zawzyczaj, kiedy dowiaduję się o kolejnej erupcji propagandy TVP jestem wściekły, czemu niejednokrotnie daję upust w postach. Ale dziś czuję się jak żona Lota, która obejrzała się i ujrzała upadek Sodomy i Gomory.

Czasem czymś oczywistym jest wściekłość, która wyrasta z bólu. Czasem jednak bycie świadkiem tego, co dzieje się dziś w Polsce, na przykład w niegdyś publicznej telewizji, polega w trwaniu w milczeniu osłupienia. To można aż tak…? To można aż tak.