Anna Grodzka: bohaterka dumy LGBTQ+

Pomyślałem sobie, że z okazji miesiąca Dumy LGBTQ+ będę pisał o naszych osobach bohaterskich. O takich osobach, które naprawdę naprawdę 🙂 I będę się kierował sercem, czyli zacznę od osób mi najbliższych.

Moim numerem jeden jest Anna Grodzka. Oczywiście do Sejmu weszli razem z Robert Biedron, oboje mieli przedtem wspaniałe doświadczenie w orgach. Ale Robert to jednak facet. W dodatku cis. (Robert, trudno, nikt nie jest doskonały). Otóż pamietam (a mam dumę być byłym asystentem społecznym Anny) jak wiele razy rozmawialiśmy sobie z Anią i Lalka Podobińska, że Ania musiała najpierw pół kadencji udowadniać, że nie jest kosmitką, przetrwać „żarty” debili transfobicznych posłów (i dziennikarzy). A dopiero potem po prostu robić politykę.
Anna Grodzka jest
💥 bardzo mądrą osobą
💥 bardzo dobrą osobą
💥 bardzo odpowiedzialną osobą (wciąż pamietała o tym, że jakoś reprezentuje społeczność T, wyobrażacie sobie, jak musiała uważać w każdym miejscu publicznym?)
💥 nie zapomniała o osobach T: w jej biurze poselskim odbywały się spotkania osób trans i przede wszystkim przygotowała Ustawę o uzgodnieniu płci.

Ania jest dla mnie ideałem. Mądra kobieta, pełna czułości i otwartości, która pomogła mi w wielu aspektach mojego życia, a wiem, że pomogła wielu osobom. Jej wrażliwość na dobro drugiego człowieka, jej troska o sprawiedliwość społeczną, jej szacunek nawet dla… tych tam, wiecie: to dla mnie wciąż niedościgniony ideał. Pracowałem z Anią, czyli sprawdziliśmy się w „biegu spraw”. I nigdy, ale to nigdy nie zachowała się tak, bym to potępiał, nigdy nie wygłosiła poglądu, z którym bym się nie zgadzał. Otworzyła przede mną wiele nowych perspektyw.

W moim życiu obejmującym świadome doświadczanie okresu od 1989 do dziś Ania jest numerem jeden 🙂

O moich kolejnych bohaterach i bohaterkach wkrótce.

Otwórzcie drzwi Europy

„Twierdza Europa” działa: w Ceucie wojsko hiszpańskie zawraca uchodźców z Maroka, którym udało się drogą morską opłynąć graniczne zasieki. Jak zwykle poruszające są zdjęcia i rozmowy z imigrantami, którzy są tak zdesperowani, że gotowi są narażać życie, byle tylko uciec przed biedą i brakiem przyszłości. „U nas po prostu nie ma pracy, ja nie mam za co żyć” – mówi jeden z uchodźców. W Europie praca jest, tylko dominująca w UE chadecja woli zatrzasnąć europejskie drzwi, by „chronić” Wspólnotę przez zmianami, jakie może nieść ze sobą migracja.

Samej Hiszpanii się nie dziwię. Brak europejskiej solidarności, który zawdzięczamy przede wszystkim tymże chadekom (tym dowodzonym przez Tuska), sprawia, że państwa UE z basenu Morza Śródziemnego przyjmują na siebie ciężar imigracji. Grecja uniknęła katastrofy humanitarnej poprzez utworzenie przez Turcję tzw. „obozów dla uchodźców”, w związku z czym UE stała się poniekąd zakładnikiem państwa rządzonego przez satrapę. Upokorzenie von der Leyden w czasie wizyty delegacji UE u Erdogana to zasłużony policzek. Tak się kończą brudne deale.

Ale „obozy dla uchodźców” istnieją na greckich wyspach (jedna z najcięższych sytuacji jest na Lesbos), na Sycylii… Te „obozy” to barbarzyński skandal, za który będziemy się wstydzić przed kolejnymi pokoleniami. Ludzie trzymani są w urągających godności warunkach, bez pracy (a zatem bez pieniędzy), bez jakiejkolwiek dającej nadzieję perspektywy. Wyobraźcie sobie, że zachodnia Europa tworzyłaby takie obozy dla uchodźców z krajów „socjalistycznych”. Rodzice czy dziadkowie wielu z Was tkwiliby w takich obozach latami, dekadami, w strasznych warunkach, których celem jest jedno: skłonić imigrantów do powrotu do siebie. Co wtedy pomyślelibyście o takiej polityce i takich krajach?

Przecież osoby z Polski nie uciekały przed wojną. Uciekały głównie przed biedą. Dokładnie tak, jak większość imigrantów z Maroka, Libii, Algierii, Tunezji czy z Nigerii. Ludzie uciekający przed wojną, a zatem przed śmiercią, czyli na przykład Libańczycy czy Syryjczycy, także nie zostali wpuszczeni.

Lesbos: znaczną część obozu strawił pożar, co pogorszyło i tak skrajnie trudne warunki życia. „Niemowlęta gryzione przez szczury” – donosi DW. „Kobiety, które zaszły w ciążę, ponieważ zostały zgwałcone w czasie uczcieczki, a potem odrzucone przez swoje społeczności siedzą na podłodze i rodzą bez żadnej opieki medycznej”. Przemoc greckiej policji, utrudnianie pomocy z zewnątrz (na przykład tej zniesionej przez organizacje pozarządowe), przepełnienie, brak urządzeń sanitarnych, przemoc wewnętrzna. Do tego samobójstwa, psychozy, samookaleczenia… Zdaniem wielu działaczy humanitarnych warunki na Lesbos są gorsze, niż te, które panują w obozach detencyjnych (to ich oficjalna nazwa, także w Polsce) na południu Sudanu czy w Iranie.

Nikt poważny nie ma wątpliwości: Europę z całą pewnością byłoby stać na przyjęcie tych wszystkich ludzi. Owszem, to byłby wysiłek ekonomiczny i społeczny. Ale gdyby doszło do zmiany polityki imigracyjnej, gdyby doszło do wypracowania wspólnych, europejskich standardów dotyczących przyjmowania, relokowania imigrantów, przyznawania prawa pobytu i wsparcia w pierwszym okresie emigracji, wreszcie przyznawania obywatelstwa, z pewnością potrafilibyśmy rozwiązać trwający, skandaliczny kryzys migracyjny.

Ale polityka dominującej chadecji jest inna: to polityka „Twierdzy Europa”. Podstawowa przesłanka zamykania Europy na imigrację jest oczywiście ekonomiczna: skoro nie mamy ochoty wydawać pieniędzy z podatków na rozwiązywanie problemów socjalnych własnych obywateli, to co dopiero z finansowaniem procesu imigracji?

Ale przesłanki rasistowsko-nacjonalistyczne są moim zdaniem równie ważne. Przecież większości krajów UE mamy do czynienia z kryzysem demograficznym. Ludności „rdzennej” ubywa, z którego to powodu słychać lamenty „a kto będzie pracował na nasze emerytury”! Władze poszczególnych krajów wzywają „rozmażajcie się!” Co za nonsens! Jakby ludzi na świecie było jeszcze za mało! To proste: to imigranci zapracują na nasze emerytury. Trzeba otworzyć drzwi Europy i zmienić politykę imigracyjną choćby z tych czysto egoistycznych przesłanek! Przyjadą, będą pracować, płacić podatki, utrzymywać nasz europejski standard socjalny. Dlaczego się ich boicie?

Dlaczego poza nacjonalizmem, rasizmem i islamofobią?

To ostatnie to przyczyna najważniejsza. Jak pokazuje to Monika Bobako w swojej znakomitej książce o islamofobii – nie chodzi tu tylko o zwykle uprzedzenia wobec „innych” oraz lęk o „islamizację Europy”. Islamofobia to jedna ze współczesnych technologii władzy, która wskazując na rzekome „islamskie zagrożenie” jednocześnie chroni wewnętrzne, europejskie hierarchie, przede wszystkim te ekonomiczne, związane z neoliberalnym modelem gospodarczym.

Po prostu: nowa polityka proimigracyjna, która mogłaby się przyczynić do rozwiązania, przynajmniej częściowego, dramatu uchodźców, stoi w całkowitej sprzeczności z nacjonalistycznymi i neoliberalnymi założeniami polityki rządzących konserwatystów oraz znacznej części opozycyjnych i rządzących socjaldemokratów. Nacjonalizm to konserwatywna wizja kultury narodowej, która winna trwać w niezmiennym stanie po wieki wieków. Islam w Europie to wróg odwieczny, demonizowany aż do absurdu. To, że odsetek ludności muzułmańskiej wzrasta i będzie wzrastać przedstawiciele tego typu kulturowego nacjonalizmu nie przyjmują do wiadomości. Także tego, że islam to także część kultury europejskiej (w Polsce reprezentowany przez Tatarów, ale także przez „nowych migrantów” np. z Syrii). A po drugie neoliberalna wizja gospodarki, w której jak największa cześć nadwyżki (różnicy pomiędzy kosztem wytworzenia produktu lub usługi a jego rynkową wartością) ma być zawłaszczana przez elitę finansową, reprezentującą głównie wielkie koncerny, nie przewiduje możliwości redystrybucji części zysków w postaci finansowania procesu imigracji i wsparcia imigrantów.

Potrzebne jest nowe otwarcie, postulowane od dawna na przykład przez europejskich Zielonych (tu z uwagą patrzymy na Niemcy). Tylko otwarta, socjalistyczna, wielokulturowa Europa będzie w stanie podjąć się walki z kryzysem migracyjnym. Druty kolczaste i mury na południu Europy oraz obozy detencyjne skazujące ludzi na życie urągające ich godności – to nie są rozwiązania.

Faszystowska homofobia po polsku

Dziś jest taki dzień, kiedy co roku staramy się myśleć o osoba homoseksualnych, biseksualnych czy transpłciowych doświadczających przemocy, dyskryminacji i nienawiści.

Co trzeba mieć w głowie, żeby gardzić człowiekiem tylko dlatego, że kocha i uprawia seks z osobą tej samej płci? Jaką trzeba mieć niemoralność, żeby akceptować krzywdę i cierpienie, jakie ta pogarda powoduje?

Pogarda wobec osób LGBTQ+ ma dwa oblicza. Pierwsze jest faszystowskie lub religijnie fundamentalistyczne, a najczęściej jest kombinacją obu. Przykładem jest polski Kościół rzymskokatolicki i jego polityczni (zostawmy, czy serio, czy na pokaz) pobratymcy. Dlaczego nazywam tę postawę faszystowską? Ponieważ wiąże się ona z uznaniem osób LGBTQ+ za podludzi, ich miłość za pseudo-miłość, a ich seks za „zezwierzęcenie”. Posłuchajcie, jak ks. Oko mówi o tym seksie. Właśnie o odczłowieczenie mi chodzi, właśnie o te zaskakujące w kraju, który był świadkiem Shoah zwierzęce asocjacje. Faszyzm jest ideologią, która swoich wrogów uznaje za podludzi. Za zwierzęta. Posłuchajcie, jak polscy katolicy mówią o gejach, o lesbijkach, o osobach transpłciowych. Jeśli publicznych wypowiedzi mało, proponuję lekturę dzieł ks. Oko albo ks. Augustyna. Znawcy.

Ale jest tez drugi typ pogardy. Jest to homofobia oświecona, homofobia liberalna. W krajach kolonialnych to postawa „cywilizowanych”, którzy dobrze traktują swojego „murzyna”. Tak, z małej litery. Albo bliżej: to ci oświeceni, którzy przecież „mają przyjaciela żyda”.

Żyd, murzyn, gej (w tym zestawieniu gej to słowo równie niestosowne na salonach) – oni są tolerowani, bo znają swoje miejsce. Bo nie są, za przeproszeniem, „roszczeniowi”. Nie kwestionują „naturalnego” porządku rzeczy. A on jest taki, że przecież (takie pouczenie płynie z salonów) nieważne, kim jesteś. W tym wspaniałym liberalnym kraju możesz być nawet profesorem (wiecie, że naprawdę to słyszałem na własne uszy?). Nawet! Możesz! Otóż w tym „nawet możesz” jest dokładnie taka sama pogarda, jak w faszystowskim szczerym wyznaniu, że jesteś pod-człowiekiem. Nie czujecie tego?

Otóż ważne kim jestem. Jestem gejem. I w największym polskim mieście, oazie tolerancji, publiczne wyznanie tego na przykład poprzez tęczowy znaczek w klapie grozi pobiciem. Pogarda jest powszechna. Nie wierzycie? Heteryku, heretyczko: weź osobę tej samej płci za rękę i idź nad Wisłę. Na bulwary. Powodzenia.

Ta powszechna pogarda jest możliwia dzięki temu, że liberalna elita ma „swoich gejów” na salonach. Na przykład pewnego znanego pisarza, który jest wręcz uosobieniem mieszczańskiego ideału. Sprzed 200 lat. Ten salonowy gej odbierając różne nagrody nie miał do powiedzenia absolutnie niczego, powtarzam, absolutnie niczego o pogardzie wynikającej z braku wiedzy, o zacofaniu tego społeczeństwa i jego wychowanych na (spleśniałym już) styropianie elit. Dopiero pogrom w Białymstoku go poruszył. Ale jak się zrobiło ciemno w czasach pisowskiej poruty to spieprzył do Berlina. Gdzie zapewne prowadzi modny salon.

Bo pisowska homofobia nie mogłaby być tak nośnym hasłem wyborczym w latach 2019-2020, gdyby przedtem rządy SLD i post-solidarności zrobiły cokolwiek na rzecz równości. Cokolwiek. Na przykład rudymentarną edukację seksualną. Na przykład… a, szkoda gadać.

PiS realizuje faszystowski model homofobii w warstwie retorycznej, ale podglebie zostało pracowicie przygotowane przez dekady liberalnej homofobii.

Pan Miller, pan Tusk są równie odpowiedzialni za polską homofobiczną, bifobiczną czy transfobiczną pogardę, jak Kaczyński i Ziobro. Obawiam się, że pan Czarzasty, pan Hołownia i pan Budka – jeśli przejmą władzę – będą równie przejęci naszą sytuacją.

Jestemy same i sami. I tylko siłą naszej dumy, naszej odwagi, naszej możemy próbować wywalczyć dla siebie miejsce. Nie chodzi o związki. Czy równość małżeńską. To mrzonka. Chodzi o codzienną walkę o prawo do bycia sobą. Prawa do określania lub nieokreślenia swojej płci. O prawo do określania lub praktykowania, ale także niepraktykowania swojej seksualności. O rozszczelnianie tego cholernego systemu nacjonalistyczno-katolickiego, faszystowsko-fanatycznego. O wyrąbywanie przestrzeni wolności. Bo jesteśmy równe_równi. Tylko tyle i aż tyle. Ta wspaniała transformacja nie dała nam nam szans na równość.

Stop Bzurom i Margot. Obnażyli państwową, systemową, czyli faszystowską transfobię i homofobię. Jezus z tęczową flagą: dokładnie to trzeba było zrobić. Symbol, który mówi wszystko. Właśnie dlatego, że to ten, a nie inny pomnik Jezusa.

Nie mam dobrych i kojących myśli. Jasne, są kraje, gdzie można iść do więzienia albo umrzeć za płciową czy seksualną nienormatywność. Ale my mamy kraj, gdzie profesorka feminizmu popiera inną feministkę, która pisze o trans osobach, że te „kwestionują kategorię kobiecości” i „zmuszają kobiety do milczenia”. Transfobia i homofobia ma wiele oblicz…

Możemy liczyć na własną solidarność. Tyle mam do powiedzenia. Za chwilę wyjdziemy z domów, może znów życie wróci do normy. Będziemy się mogły_li spotykać. Naradzać. Knuć. Odprawiać uroki i budować nie-cis i nie-hetero siostrzeństwo. I damy radę. Zobaczycie.

Czy osoby transpłciowe zagrażają kobietom i kobiecości?

„Dzisiaj podmiotowość kobiet mogłaby się ponownie narodzić, ale przychodzą osoby z drugiej strony i kwestionują kategorię kobiecości w ogóle.”

Te osoby to osoby transpłciowe. A tak o nich się wyrażała („Wysokie Obcasy”, 12.12.2020) Urszula Kuczyńska, która jest ofiarą swoich towarzyszek i towarzyszy z Partii Razem (właśnie ją wykluczyli ze swego grona) oraz jest także ofiarą „hejtu” sterowanego przez osoby transpłciowe.

Jest za to bohaterką PiS-u oraz TVP Info, jak również prof. Magdaleny Środy, która uznała decyzję Razem za „oburzającą”.

Kiedy PiS-owskie autorytety głoszą, że feminizm kwestionuje kategorię płci, chce niszczyć rodzinę itp – prof. Środa z pewnością uzna te wypowiedzi za antykobiece. Natomiast wypowiedź Kuczyńskiej nie jest transfobiczna. Zdaniem prof. Środy.

„Jeżeli kobiety walczą o podstawowe prawa człowieka, a ktoś przychodzi i mówi: ‚Ale ja mam jeszcze gorzej’, to znów wbija je w patriarchalny przymus rezygnacji z mówienia o sobie.”

To także Kuczyńska. Z tego samego wywiadu. Kobiety walczą, przychodzą wredne transy i zabraniają kobietom mówić o sobie. Ja bym chciał się wreszcie dowiedzieć, ale tak z imienia i nazwiska, kto przyszedł do Kuczyńskiej i powiedział jej, że kobiecość nie istnieje i/lub że kobiety mają milczeć? Kto, kiedy, jakimi słowami? Ponieważ już pytałem o to publicznie i nie uzyskałem odpowiedzi, to może prof. Środa, w ramach swojej solidarności, udzieli mi odpowiedzi? A może któraś z osób niebinarnych, transpłciowych, transseksualnych się przyzna? 

Natomiast panią Kuczyńską chciałbym zapytać, o co chodzi z tym „przypadkiem” Keiry Bell i jaka ma być jego funkcja w tym wywiadzie? Ta aluzja to jego (wywiadu) najbardziej transfobiczny fragment. Niekochane kobiety zamieniają się w osoby transseksualne, ale jak je pokochać..?

Jeśli jakaś osoba jest językoznawczynią, znającą mnóstwo języków obcych (co podkreśla), osoba ta udziela wywiadu, potem go autoryzuje i zostają w nim takie, że tak powiem, „figury retoryczne”, to bądźmy uczciwi i uczciwe: oznacza to, że osoba powiedziała dokładnie to, co chciała powiedzieć. Że osoby transseksualne kwestionują kategorię kobiecości. Że osoby transseksualne uniemożliwiają artykulację postulatów środowisk kobiecych. A w ogóle, to Keiry Bell. 

Kochana Magdo, szanowna Pani Profesor! Jeśli to nie jest transfobia, to nic nią nie jest.

Informacja dla TVN: POPiS się skończył, nie lękajcie się, otwórzcie drzwi Hołowni!

Zestawienie wyników najnowszych badań poparcia dla partii politycznych pokazuje, że partia Szymona Hołowni Polska 2050 wyprzedza PO. Tylko Kantar pokazuje, że w tym meczu wygrywa PO (21-17). Pozostałe sondażownie z CBOS włącznie pokazują wynik odwrotny: nieco ponad 20% dla PL2050, ok 17% dla PO. Patrząc na tę tendencję oraz na fakt, że Szymon Hołownia jest liderem rankingu zaufania można powiedzieć, że to partia Hołowni stała się główną siłą opozycyjną w Polsce, tą, która może odsunąć PiS od władzy.

Tymczasem główny telewizyjny dziennik opozycyjny, czyli Fakty TVN właściwie nie informują o tym społeczeństwa, nie pytając także przedstawicieli tego ugrupowania o poglądy na różne tematy.

Ok. To PO jest w Sejmie, a to, że się na naszych oczach rozpada, ma drugorzędne znaczenie – rozumiem, że takie może być wyjaśnienie.

Ale ja sądzę, że sprawa jest głębsza. Oba ugrupowania, PiS i PO, kończą w tym roku 20 lat. PO powstało w styczniu 2001, a PiS 29 maja. Właściwie od samego początku były to ugrupowania konkurujące. We wrześniu 2001 w wyborach parlamentarnych wygrało SLD, uzyskując 41% poparcia. PO – 12%, PiS – 9. Trzecia była Samoobrona. Tak oto PO stała się „główną siłą opozycyjną”.

Wybory 2005 roku (jednocześnie parlamentarne i prezydenckie) były już jednoznacznym wskazaniem, że po klęsce SLD (w wyniku dość dziwacznej i nigdy do końca nie wyjaśnionej „afery Rywina) powstał w Polsce duopol PO-PiS.

Początkowo jednak duopol ten więcej łączyło, niż dzieliło. Do tego stopnia, że obaj liderzy (Tusk i Kaczyński) zapowiadali możliwość… stworzenia koalicji rządzącej po wyborach 2005. Tusk raczej chciał, Kaczyński od początku udawał, że chciał. Wybory parlamentarne wygrał PiS, rozpoczęto przed kamerami negocjacje koalicyjne, które szybko okazały się fikcją. Ponieważ w wyborach prezydenckich startował Lech, Tusk zarządał od Jarosława deklaracji, że nie zostanie premierem (że niby bliźniacy, no jak to). Jarosław się zaprzysiągł, ale jak pokazała historia… A ja przed wyborami tymi napisałem w „Trybunie” posępny tekst „Hunowie nadchodzą” o tym, co się stanie, jeśli wygra PiS…

Druga tura wyborów prezydenckich 2005 to był faktyczny początek wojny PO-PiS. Pierwszą turę wygrał Tusk, dość znacznie wyprzedzając Lecha… Były słynne debaty Tusk-Kaczyński, Tusk wydawał się faworytem, ale wygrał Lech. Głównie dlatego, że Jarosław wszedł wtedy w propagandę socjalną i „zagospodarował” elektorat Andrzeja Leppera (Samoobrona, Lepper zajął trzecie miejsce). Wyborcy Leppera zagłosowali na Lecha i… reszta jest historią. To jest zresztą geneza socjalnego zwrotu PiS. W latach 2005-2007 wicepremierem i ministrem finansów w rządzie Marcinkiewicza i Kaczyńskiego była prof. Zyta Gilowska, była współliderka PO (wycięta przez Tuska jak reszta współliderów) i klasyczna neoliberałka. Jarosław nigdy nie przejmował się gospodarką, zatem skoro okazało się, że jest elektorat socjalny osierocony przez neoliberalne SLD, to trzeba w tym kierunku pożeglować. I żegluje do dziś.

Wszystkie kolejne wybory to była wojna PO-PiS. Aż do 2020 roku. Piętnaście lat. Otóż chcę powiedzieć, że za podział Polski na dwa plemiona nie odpowiadają tylko politycy, ale także TVN, główny rzecznik PO od 2005 roku.

To faworyzowanie widoczne było w sposobie, w jaki TVN relacjonował aferę Rywina i potem prace komisji sejmowej wyjaśniającej tę aferę. Komisja pracowała w latach 2003 – 2004 i wykreowała dwóch bohaterów: Zbigniewa Ziobrę, którego Jarosław zrobił w 2005 ministrem sprawiedliwości (co pewnie wielokrotnie potem przeklinał) oraz Jana Rokitę z PO (który w wyborach w 2005 startował z hasłem „premier z Krakowa”…). Prace komisji na żywo transmitowała nowa wtedy telewizja TVN24, która oczywiście bardzo pracowała nad nadmuchaniem baloników ego panów i pań z komisji, przy okazji nadmuchując sobie oglądalność. Komisja niczego nie wyjaśniła, stała się jedynie dość zabawnym momentami tasiemcem.

TVN już podczas obrad tej komisji była telewizją PO. Wyrażało się to nie tylko w kreowaniu Rokity na męża stanu, ale także w dość fanatycznej antylewicowości. „Fakty” TVN stworzył Tomasz Lis, a potem (po przerwie) przejął je od niego Kamil Durczok (ten ostatni odszedł z TVP w czasach, gdy telewizją rządził SLD). Obaj panowie za lewicą nigdy nie przepadali.

Ale przed kolejnymi wyborami TVN wielokrotnie posuwał się do tego, że w pewnym momencie kampanii coraz rzadziej przedstawiał poparcia dla wszystkich innych partii poza POPiS-em. Tak, jakby wybory parlamentarne były również starciem personalnym. Wynikało to częściowo ze zrośnięciem się ze środowiskiem PO, a częściowo z wymogów oglądalności: takie spersonalizowane starcie lepiej, jak to się mówi w telewizji, „żarło”.

Można analizować przeróżne związki i rozwiązki towarzysko-romantyczne pomiędzy TVN i PO, ale obecna sytuacja najlepiej pokazuje owo zrośnięcie. PO nawet w ewidentnej dla wszystkich fazie schyłkowej, rozpadająca się i absolutnie bezsilna po przegraniu tylu wyborów, szczególnie po spektakularnej „emigracji” jej twórcy, nadal w TVN jest główną siłą opozycyjną.

Ot, dzisiejsze (niedziela) Fakty. Trzy materiały, gdzie przedstawiono „punkt widzenia opozycji”. W dwóch posłanka PO, w trzeciej radna PO.

Panowie redaktorzy (w tej stacji rządzą panowie)! Epoki się kończą, idzie nowe. Nie martwcie się, wciąż to nowe jest prawicowe. Nie lękajcie się i otwórzcie drzwi Hołowni…

Mgnienia / Komentarze

💥 Andrzej Stankiewicz, z którym swego czasu ostro się kłóciłem o PiS, dziś w Zetce wyprowadził z równowagi dwóch funkcyjnych PiSu pokazując, że w sprawie ETPCz mówią dokładnie tak samo, jak Putin. Brawo!

💥 Kręcone telefonami filmy z ataku żołnierzy izraelskich na ludzi modlących się w meczecie Al-Aksa pokazują barbarzyństwo: wrzucanie bomb hukowych w tłum. A wyrzucanie ludzi z ich mieszkań (oraz aresztowanie sprzeciwiających się temu) w nielegalnych osiedlach na ziemiach okupowanych… Izrael już dawno przekroczył granicę systemowego apartheidu.

💥 Kolumbijczycy walczą ze skorumpowanym rządem. Biedni ludzie, w tym rdzenni Amerykanie, od samego początku istnienia Kolumbii walczą o uznanie swoich problemów z rządami konserwatystów wspieranymi przez USA. Neokolonialna polityka w Ameryce Pd trwa w najlepsze. Bieda, wykluczenie i rosnące nierówności nie mają wielkiego znaczenia…

💥 Szansa na lewicowy rząd jest za to w Peru. Lewica ma już parlament i duże szanse na prezydenta (który jest też szefem rządu). Trzymam kciuki.

💥 Ordo Iuris jest sprawdzane przez belgijski urząd, czy nie jest sektą. Jak wiadomo, OI jest odnogą międzynarodowej siatki fundamentalistów chrześcijańskich, wywodzących się z brazylijskiej sekty. W tym kontekście ciekawa jest współpraca KK w Polsce z OI. Czy papież toleruje współpracę z taką sekciarską siecią?

💥 TVN i Wyborcza nadal nie odpuszczają Lewicy, trzymając się jak pijany płotu mrzonki, że PO i PSL „mogli odwołać rząd”. W snach chyba… A tymczasem PO (wreszcie) obumiera. Poza transferami do PL2050 pojawiła się inicjatywa Bronisława Komorowskiego (który chyba powalczy o drugą kadencję), Trzaskowski (w reakcji?) także rozpuszcza plotki o nowej formacji. Och, jakże długa i bolesna ta agonia… Ale może w końcu otworzy to drogę ugrupowaniom mającym większe szanse na odsunięcie PiS?

17 maja – Dzień Walki z Homofobią, Bifobią i Transfobią #IDAHOT

17 maja obchodzimy Dzień Walki z Homofobią, Bifobią i Transfobią.

W Polsce jest z czym walczyć, dobrze to wiemy. Ostatnie dwie kampanie wyborcze PiS&Co oparte były na otwartej homofobii i transfobii. Kościół rzymski głosi nie tylko, że homoseksualizm jest grzechem (do tego ma prawo), ale także łże, że jest chorobą i zboczeniem. Ale damy radę 🏳️‍🌈🏳️‍⚧️

#IDAHOT

Medytacje unitariańskie (Zaproszenie do Wspólnoty Unitarian Uniwersalistów: fb.com/UUPoland )

W Pierwszym (Starym) Testamencie czytamy, że imię Boga to „Jestem, który jestem”. Oznacza to, że przedmiotem naszej radosnej celebracji powinno być Istnienie: nasze, całego ożywionego świata oraz także tego nieożywionego. Istnienie, w dodatku świadome Istnienie, jest tak zdumiewającym wydarzeniem, że będąc zawsze tu i teraz winnyśmy celebrować każdą jego chwilę.

W Drugim (Nowym) Testamencie czytamy w Ewangelii ukochanego przez Jezusa ucznia, że „Bóg jest miłością, a kto trwa w miłości trwa w Bogu, a Bóg trwa w nim”. Oznacza to, że przedmiotem naszej radosnej celebracji powinna być miłość we wszelkich jej odmianach: miłości romantycznej, miłości seksualnej, miłości rozumianej jako życzliwość i miłości rozumianej jako dążenie do zniesienia cierpienia poprzez sprawiedliwość.

Zapraszam na spotkania on-line mojej wspólnoty należącej do światowej rodziny kościołów i wspólnot unitariańsko-uniwersalistycznych. Jest to wspólnota otwarta na osoby wierzące i niewierzące, na wszystkie doświadczenia religijne i pozareligijne poszukiwania duchowe. Więcej na mojej stronie w zakładce „Unitarianizm Uniwersalizm”.

Badania nad seniorami i seniorkami LGBT+ – poszukiwane osoby do (anonimowych) wywiadów

Drogie Osoby!

Studentka pragnie napisać pracę na temat seniorów i seniorek LGBT+. Poniżej jej prośba. Proszę o podanie dalej tego ogłoszenia i/lub przesłanie go osobom potencjalnie zainteresowanym. Dane kontaktowe do p. Gabrieli podam na priv.

✳✳✳✳✳✳✳
Drodzy,
Jestem studentką drugiego roku Etnologii i Antropologii Kulturowej na UJ. W związku ze słabą reprezentacją starszych osób nieheternormatywnych w dyskursie publicznym i pomijaniem ich w rozpoznaniach dotyczących sytuacji społecznej LGBT 60+ postanowiłam podjąć się realizacji badań mających wykazać różnorodność życiorysów, doświadczeń związanych z życiem i
dorastaniem w Polsce z perspektywy osób LGBT.
W tym celu chciałabym zaprosić do rozmowy osoby (roczniki 1962 i wcześniej), które chciałyby podzielić się ze mną swoją biografią lub opiniami/obawami/nadziejami dotyczącymi podejmowanych
w ostatnich latach działań politycznych i praktyk społecznych, o przeobrażających się wzorcach kulturowych, powolnej destygmatyzacji w popkulturze, o procesie polaryzacji pomiędzy starszym a młodszym pokoleniem. Rozmowy mają charakter anonimowy, bezwzględnie przestrzegam poszanowania
prywatności. Zainteresowane osoby zapraszam do kontaktu za pośrednictwem prof. @Jacek Kochanowski, [jacek.kochanowski@uw.edu.pl], możliwe jest też spotkanie stacjonarne w Krakowie.
Z życzeniami zdrowia,
Gabrysia Małusecka