Duchowość Unitarian Uniwersalistów (1/2021)

18 stycznia 1943 roku Niemcy zaplanowali rozpoczęcie w Getcie Warszawskim „akcji wysiedleńczej”, oznaczającej masowe transporty do obozu zagłady w Treblince. Jednak nieoczekiwanie opór stawiły im oddziały Żydowskiej Organizacji Bojowej. Była to pierwsza wymiana ognia z hitlerowcami. 19 kwietnia tego samego roku wobec dalszych planów likwidacji getta wybuchło powstanie.

W wyniku Zagłady polscy Żydzi „zapadli się w ziemię”. Przed 1939 rokiem w Warszawie mieszkało ok. 380 000 Żydów, co stanowiło 1/3 mieszkańców miasta. Jak bardzo inne było to miasto. I nie chodzi tylko o folklor Nalewek, Gęsiej czy Krochmalnej, ale o to, w jak ogromnym stopniu warszawscy Żydzi wpływali na rozwój i na oblicze swojego miasta.

Kult tragicznego powstania warszawskiego z 1944 r. całkowicie usunął z pamięci zbiorowej walkę ŻOB zapoczątkowanej strzałami ze stycznia’43. W pamięci warszawianek i warszawiaków żydowska przeszłość miasta niemal nie istnieje. Nawet wśród tych mieszkających na terenie dawnego getta, którzy codziennie mijają miejsca będące świadectwem żydowskiej tragedii.

Unitarianie Uniwersaliści na całym świecie odnoszą się do swoich lokalnych tradycji walki prześladowanych mniejszości (etnicznych, kulturowych, rasowych, religijnych, seksualnych) o wolność od przemocy i równouprawnienie. W tym roku federalny Dzień Martina Luthera Kinga w USA przypada także na 18 stycznia. Amerykańskie społeczności UU wspominają teraz walkę Afroamerykanów o wolność i sprzeciw wobec systemu segregacji rasowej, której symbolem stał się King. Walkę, która wciąż trwa i której znakiem jest wspierany przez UU ruch Black Live Matters.

Żydzi, także ci z Warszawy, padli ofiarami najgorszego, najbardziej straszliwego systemu segregacji rasowej w historii. Uznani na „najgorszą rasę” wszyscy zostali przez Hitlera skazani na śmierć. Za to tylko, że byli Żydami. Bojownicy z ŻOB nie mieli złudzeń, że uda im się wygrać z Niemcami. Stawką było ocalenie godności, a także krzyk rozpaczy skierowany do obojętnego na Holocaust świata.

Ten krzyk niesie się dziś po ulicach Warszawy. Jest to krzyk o walkę z nienawiścią, uprzedzeniami, wykluczeniem i prześladowaniem Innych. O walkę, która jest także częścią unitariańsko-uniwersalistycznego etosu.

Ateizm, agnostycyzm, teizm, nie-teizm – mini przewodnik

Wydawałoby się, że z osobami niewierzącymi w istnienie osobowego Boga* sprawa jest łatwa. Niewierzący to niewierzący. Jest na takie osoby prosta nazwa:

✅ ateista, ateistka – i wszystko wydaje się łatwe. Ale pojęcie to ma jasne znaczenie: ateistka_a** to osoba, która nie tylko nie wierzy w Boga, ale to także, uwaga, osoba która wie/wierzy, że Boga nie ma. A dla mnie, dla mojej samoidentyfikacji, to za mocne. Ja nie wiem, czy Bóg jest, czy nie. A zatem może jestem:

✅ agnostyczką, agnostykiem – kimś, kto nie wie, czy Bóg jest, czy go nie ma i uważa, że odpowiedź na takie pytanie wykracza poza zdolności poznawcze człowieka (gnosis – poznanie). Też mi to nie odpowiada, bo mam poczucie, że zakłada jednak możliwość istnienia Boga, tylko brak możliwości stwierdzenia tego. Trochę mi to pachnie zakładem Pascala*** i zbliża bycie agnistyczką_iem do:

✅ teistka, teista – osoba, która uznaje, że Bóg jest. Która nie tyle „wie, że Bóg jest”, co „wierzy, że Bóg jest” (w przypadku tomistycznych katolików jedno i drugie). Po prostu. Mogą to być osoby wyznające jakąś religię albo uznające, że manifestuje się („objawia”, niedawno chrześcijanie obchodzili święto Epifanii, Objawienia, które – co świetnie ostatnio wytłumaczył mi Arek Malecki – ma takie właśnie znaczenie) w różnych religiach. Mogą to być osoby uznające, że Bóg stworzył wszechświat, ale już się nim nie interesuje (zobaczył, co mu wyszło na końcu łańcucha ewolucji i dostał depresji). A zatem:

✅ nie-teistka, nie-teista to osoba, która nie zajmuje się ani kwestią istnienia Boga (jak ateiści uznający, że wiedzą, że Boga nie ma, a wiara w niego jest szkodliwa), ani kwestią jego poznania (jak agnostycy). Tu mogą się znaleźć ci „pomiędzy” teizmem i ateizmem. Na przykład, jak ja, nie zajmujące się problemem istnienia lub nie istnienia Boga. Ale na przykład uznające, że z doświadczenia religijnego płyną ważne inspiracje dla budowania duchowości nie-teistycznej rozumianej jako przestrzeń poszukiwania w życiu równowagi, nie-tylko-intelektualnej refleksji nad różnymi aspektami swojego życia codziennego (to znaczy obejmującej też medytację czy inne zaczerpnięte od religii techniki).

A najlepsze jest to, że istnieje w Polsce wspólnota, w której wszystkie te kategorie osób mogą znaleźć dla siebie przestrzeń i nazywa się ona Wspólnota Unitariańsko-Uniwersalistyczna. I serdecznie do niej zapraszam!**** ❤️❤️❤️❤️❤️❤️

*Jako nie-teista zazwyczaj piszę: boga, bogini, bogiń. Pisanie tego słowa wielką literą charakteryzuje wyznawczynie_ów religii monoteistycznych.
**Taki zapis zaproponowała Agnieszka Weseli. Zaczynam od „rodzaju żeńskiego”, by wyrazić w ten sposób swoje poparcie dla równości kobiet, natomiast podkreślnik pomiędzy oboma rodzajami podkreśla płynność granicy, między tym, co męskie, a tym, co kobiece.
*** Zakład Pascala: filozof francuski Blaise Pascal proponował, żeby na wszelki wypadek wierzyć w Boga, bo jeśli jest, to może nam uratować tyłek przed piekłem, a jeśli go nie ma, to i tak nic nie tracimy, bo moralność chrześcijańska jest zacna.
**** Jak bardzo walnięty jest człowiek piszący posta z przypisami na Facebooku?

Zawracanie Wisły… O antynaukowych barbarzyńcach: Bosakach, Jakich i Rydzykach.

Miotają się neofaszyści, nacjonaliści, ziobrzyści, bosakowcy i rydzykownicy. Stoją u ujścia Wisły i wiadrami z powrotem wodę do Krakowa chcą przelewać. Tupią, krzyczą, odpalają race, robią groźne miny…

A Wisła sobie płynie jak płynęła. Gender studies tak na świecie, jak i w Polsce to już nie trzy profesorki zamknięte w „pokoiku na wieży”. Nie ma dyscypliny humanistycznej (nie rozumiem, dlaczego wyodrębniono dyscypliny społeczne: one nie są humanistyczne?), w której wątek kulturowego warunkowania płci nie byłby podejmowany. Antropologia, socjologia, filozofia, kulturoznawstwo, językoznawstwo, etnologia, badania regionalne, studia miejskie, nauki polityczne, wiedza o mediach itp. itd. – wszędzie tam gender, czyli płeć kulturowa jest zmiennikiem uwzględnianych badaniach empirycznych i analizach teoretycznych. Podobnie jest z badaniami queer, czyli badaniami nad seksualną nienormatywnością: która dyscyplina humanistyczna nie zajmuje się tą problematyką?

Czarnek z ks. Oko, Jaki z plejadą naukowców z Akademii Rydzyka nic nie poradzą: rozwój myśli naukowej jest niepowstrzymany, a studentki i studenci chcą wiedzy najbardziej aktualnej i najbardziej rzetelnej. A moralny oburz?

Pewna profesorka w czasie mojego kolokwium habilitacyjnego szepnęła do ucha sąsiadce: „Moim zdaniem to, co on pisze, jest niemoralne. Ale to mój światopogląd. Natomiast to jest niewątpliwie rzetelna nauka.”

A jest to bardzo prawicowa pani profesor.

Bierzcie przykład, Czarnki czy Oko. Słuchajcie, nacjonalistyczni barbarzyńcy. Ile byście się wiadrami nie namachali, ile byście nie krzyczeli: Wisła będzie płynąć jak płynęła: zgodnie z prawami nauki.

Spotkanie Wspólnoty Unitariańsko-Uniwersalistycznej w Polsce (zoom)

Bardzo serdecznie zapraszam na pierwsze w tym roku spotkanie duchowe polskiej Wspólnoty Unitariańsko-Uniwersalistycznej. Spotkanie poprowadzi przygotowujący się do funkcji ministra (odpowiednik pastora) student unitariańskiego college’u w Anglii, Arek Malecki.

Spotkanie będzie otworzy ceremonia zapalenia unitariańskiego Kielicha, potem nastąpi medytacja, rozważanie przygotowane przez naszego opiekuna duchowego. Poszczególne części oddzielają chwile refleksyjnej muzyki. Po oficjalnym spotkaniu następuje część „towarzysko-integracyjna”.

Wspólnota Unitariańsko-Uniwersalistyczna w Polsce nawiązuje do tradycji Braci Polskich i jest wspólnotą osób różnych wiar i religii, a także nie-teistów. Jesteśmy wspólnotą inkluzywną, której celem jest wspomaganie naszych członków i członkiń w rozwoju duchowym, rozumianym na sposób religijny lub nie-teistyczny. Podobnie jak inne wspólnoty i kościoły UU na całym świecie wspieramy zmagania o sprawiedliwość, przestrzeganie praw człowieka (w tym praw osób LGBTQ), prawa imigrantów.

Kimkolwiek jesteś, jakkolwiek definiujesz swoją duchowość, poczuj się zaproszony na spotkanie, na którym otoczony życzliwością i szacunkiem będziesz mogła_mógł zatrzymać się chwilę, głęboko odetchnąć i poszukać wewnętrznej równowagi w tych trudnych czasach. W imieniu Wspólnoty, Arka i Swoim – zapraszam 🙂


Dołącz do spotkania na Zoomie klikając:
https://us02web.zoom.us/j/83898603606

Hunowie szaleją w TVP

Składamy sobie życzenia. Chciałbym zatem zespołowi „dziennikarskiemu” TVP w ogólności, a Wiadomości w szczególności życzyć, by ta cała nienawiść, którą głoszą, propagują, w której się z rozkoszą taplają, żeby uderzyła ona w nich kiedyś w jednym akcie moralnej samoświadomości.

Jeśli istnieje jakikolwiek bóg albo bogini, jeśli Natura albo Wszechżycie, jeśli cokolwiek lub ktokolwiek ma taką moc, by sprawić, że kiedyś z przerażeniem zrozumieją, co robili, jestem w stanie w tej intencji codziennie modlić się czy tez medytować.

Pozostając zaś sceptycznym co do mocy nadprzyrodzonych ateistą pozostaje mi patrzeć na to wszystko jako na lekcję o upadku człowieka, dziennikarstwa, polityki, demokracji, społeczeństwa i państwa.

Bo „oni” nie wzięli się znikąd. To ludzie w demokratycznym zaślepieniu i politycznym szale „ich” (głównie „jego”) wybrali. Zaślepieniu, bo przecież otwarcie głosili pogardę dla demokracji i zademonstrowali ją w latach 2005-2007. Szale, bo polityka jako dziedzina budowania wspólnego dobra ustąpić miała miejsce polityce jako budowaniu powszechnej nienawiści. To także zapowiadali.

Potem, co gorsza, wybrali drugi raz. Różne mieli motywacje, ale „tylko PiS daje pieniądze” słychać najczęściej i ja bym tej wstydliwej, w jakimś sensie hańbiącej polskie społeczeństwo prawdy proponował nie przemilczać. Jest bardzo źle i wolałbym namysł nad tym, jak temu zaradzić, niż traktowanie tego czasu jako „dziury w historii”, o której najlepiej zapomnieć.

Polityka „letniej wody z kranu”, w sumie może nawet rozsądna w ugruntowanych demokracjach, w Polsce właściwie pozbawionej demokratycznych tradycji okazała się nieodpowiedzialna i doprowadziła do ruiny państwa. Oparta była na kłamstwie „sukcesu transformacji” i kłamstwie „sukcesu demokracji”. Platforma Obywatelska ponosi odpowiedzialność za to, co nastąpiło w wyniku upadku ich rządów. Także polityczkom i politykom tej formacji oraz ich sojusznikom życzę błysku samoświadomości, także moralnej. I samorozwiązania. Albo przynajmniej spuszczenia głowy w pokorze.

Emocje są naturalnym elementem wyrażania swoich poglądów i tylko idiotyczna wiara w jakiś wypreparowany z cielesności „rozum” może prowadzić do pogardy dla ludzi, którzy swoje emocje wyrażają. Zawzyczaj, kiedy dowiaduję się o kolejnej erupcji propagandy TVP jestem wściekły, czemu niejednokrotnie daję upust w postach. Ale dziś czuję się jak żona Lota, która obejrzała się i ujrzała upadek Sodomy i Gomory.

Czasem czymś oczywistym jest wściekłość, która wyrasta z bólu. Czasem jednak bycie świadkiem tego, co dzieje się dziś w Polsce, na przykład w niegdyś publicznej telewizji, polega w trwaniu w milczeniu osłupienia. To można aż tak…? To można aż tak.

Herezja, apostazja, schizma – trzy drogi do odrzucenia moralnie skompromitowanego Kościoła rzymskokatolickiego

Rozumiem dobrze potrzebę apostazji według katolickich reguł i bardzo doceniam wysiłek wielu osób, by takie „zaświadczenie o apostazji” uzyskać mimo, iż polski Kościół rzymskokatolicki robi wszystko, żeby procedurę utrudnić i uczynić ją uciążliwą, także psychicznie.

Ja takiej potrzeby nie mam, bo aktem odłączenia się od wspólnoty Kościoła jest nie tylko akt apostazji, ale publiczne głoszenie takich poglądów, jak:
••• masturbacja jest naturalnym sposobem rozładowania napięcia seksualnego w sytuacji braku możliwości odbycia stosunku
••• aborcja jest zabiegiem usunięcia zarodka lub płodu i prawo do niej jest fundamentalnym prawem reprodukcyjnym kobiety
••• kobieta ma prawo do używania pigułki antykoncepcyjnej oraz wszelkich innych medycznych sposobów kontroli własnej płodności, bo jest rozumnym człowiekiem zdolnym do podejmowania etycznych decyzji

albo
••• wszystkie dogmaty mariologiczne są całkowicie pozabiblijne i są czystym wymysłem Kościoła katolickiego
••• teoria transsubstancjacji jest bełkotem scholastycznym nałożonym na symboliczną opowieść o wieczerzy „na pamiątkę” Jezusa jako wyrazu wspólnego wspominania jego nauczania i heroicznej śmierci
••• zmartwychwstanie Jezusa było jedynie symbolicznym wyrażeniem przekonania, że Jesus żyje nadal w kontynuowaniu opowiadania o jego nauce
••• Jezus nie był, nie jest i nie będzie bogiem, ponieważ wielokrotnie wyrażał swoją podległość Bogu (chyba, że przyjmiemy politeistyczne założenie o bogach niższych i wyższych)

i tak dalej. Można ewentualnie moim zdaniem napisać oświadczenie, że publicznie głosi się heretyckie poglądy, a ogólnie uważa się polski Kościół rzymskokatolicki za zdegenerowaną organizację kryjącą swoich przestępców seksualnych i wystarczy.

Słynny kanon 751 brzmi w całości tak:

„Herezją nazywa się uporczywe, po przyjęciu chrztu, zaprzeczanie jakiejś prawdzie, w którą należy wierzyć wiarą boską i katolicką, albo uporczywe powątpiewanie o niej;

apostazją – całkowite porzucenie wiary chrześcijańskiej,

schizmą – odmowa uznania zwierzchnictwa Biskupa Rzymskiego lub utrzymywania wspólnoty z członkami Kościoła, uznającymi to zwierzchnictwo.”

I TYLE!!! I aż tyle.

Są zatem trzy drogi odejścia od Kościoła katolickiego: herezja, apostazja i schizma.
Uważam za absurd uznawanie, że jakieś PRAWDZIWE zerwanie ze wspólnotą rzymskokatolicka prowadzi tylko przez apostazję. I to jeszcze na warunkach Kościoła: jakby Kościół miał mieć władzę nadal nad Waszymi sercami, sumieniami, poglądami itp. Przepraszam, a jak Kościół katolicki uchwali, że przed apostazją należy odmówić dwieście zrdrowaśmario albo odbyć osobistą rozmowę z biskupem? Dzisiejsze rozwiązania to nie mniejszy kłopot.

Uważam, że oświadczenie o herezji, apostazji lub schizmie, ewentualnie poświadczone przez dwóch świadków, no jak ktoś już bardzo musi to poświadczone notarialnie JEST w świetle prawa kanonicznego zerwaniem jedności (communio) z Kościołem katolickim czyli – ex-komuniką.

Czy Zwingli składał akt apostazji?
Czy Kalwin składał akt apostazji?
Czy Luter składał akt apostazji?

Czy chodzili do sekretariatu parafii i składali podanie? Nie: po prostu ogłosili swoje poglądy i zerwanie z KK.

Nie zaświadczenie z Kościoła o tym, że łaskawie przyjmuje do wiadomości Waszą herezję, apostazję czy schizmę, ale wasz akt woli (!) powinien być w porządku moralnym i prawnym ostateczny.

Czyli napisanie oświadczenia, że ja, Jacek Kochanowski uważam, że Kościół rznskokatolicki w swoim sekciarskim obłędzie jest zwolennikiem torturowania kobiet poprzez skazywanie je na noszenie niechcianej ciąży, że o barbarzyństwie noszenia płodu niezdolnego do życia nie wspomnę, bo to są już tortury wzywające o pomstę do ludzkiej społeczności, otóż napisanie takiego zdania jest wystarczającym aktem herezji. Niszczącym więź z Kościołem.

Zresztą odejście od Kościoła rzymskokatolickiego nie musi oznaczać „całkowitego zerwania z wiarą chrześcijańską”, a o tym mówi kanoniczna definicja apostazji.

Przecież istnieje w Polsce Reformowany Kościół Katolicki, istnieją Kościoły starokatolickie, ewangelickie. Istnieje w końcu wspólnota Unitarian Uniwersalistów, gdzie spotykają się wyznawcy wolnej religii (religii „wolnego sumienia”), osoby poszukujące, osoby zainspirowane innymi religiami i osoby nie-teistyczne uznające potrzebę wspólnotowego rozwoju duchowości. No to dlaczego wystąpienie z Kościoła rzymskokatolickiego musi się wiązać z całkowitym porzuceniem chrześcijaństwa?

Herezja, apostazja i schizma to trzy drogi zerwania z Kościołem rzymskokatolickim, trzy drogi uzyskania wolności do własnych poglądów moralnych i teologicznych. Nie uważam za właściwe, żeby wiązać te drogi z aktualnymi wytycznymi polskiego episkopatu. Polskiego? Episkopatu?

Najważniejsza jest wolność. I prawo do niej, które jest fundamentem ludzkiej godności.

Zmarł prof. Marcin Król

Zmarł prof. Marcin Król, emerytowany profesor mojego Instytutu Stosowanych Nauk Społecznych UW. Wybitny historyk idei, przenikliwy analityk społeczny. Wspaniały, dobry, życzliwy człowiek. Cześć jego pamięci.

Polki i Polacy za legalną aborcją do 12 tygodnia

29.10.20 IBRIS zadał pytanie: czy kobieta powinna mieć możliwość samodzielnego decydowania o przerwaniu ciąży do 12. tygodnia jej trwania?
54% respondentów odpowiedziało zdecydowanie tak, a 15% – raczej tak.

A zatem 69% Polek i Polaków popiera legalną aborcję.

Wystarczy zapytać w sposób nieideologiczny („aborcja na żądanie”). Proszę, aby media (te prawdziwe), osoby prawicowe (te mające kontakt z rzeczywistością) oraz osoby katolickie (nie mam na myśli biskupów, bo mnie nie interesuje ich pogląd) uprzejmie przyjęły to do wiadomości.

Pseudo-kompromis popiera JEDYNIE ok. 30%. Jest to wskaźnik bardzo ważnej zmiany kulturowej, prawdopodobnie najważniejszy wskaźnik.

Dziękuję za uwagę.