Polska po PiS Polską praw kobiet i osób LGBTQ+

Jesteśmy nie tylko na prostej drodze do dyktatury i zniszczenia demokracji w Polsce. Jesteśmy na drodze do ustanowienia katolickiego państwa fanatyzmu religijnego w Polsce. Zakazanie aborcji ze względu na wady płodu to jeden podstawowych elementów budowy państwa wyznaniowego.

Tysiące kobiet i osób niebinarnych zostało skazanych na barbarzyńskie, niewyobrażalne cierpienie noszenia niezdolnych do życia płodów. Teraz czas na ustawę „anty LGBT”: zakaz publicznego mówienia o osobach nieheteroseksualnych i transpłciowych. Zakaz ten może również zostać wprowadzony metodą autorytarną, przez Trybunał Przyłębskiej, który orzeknie, że parady równości i w ogóle mówienie o LGBTQ jest „niezgodne z Konstytucją”…

Kaczyński zamienił demokratyczny kraj w państwo autorytarne budowane metodą pełzającego zamachu stanu oraz w państwo fundamentalizmu religijnego – katolicki Iran. Dlatego oczekuję od
Donald Tusk nie tylko deklaracji odbudowy demokracji i (tym razem) ukarania przestępców, ale także jasnej deklaracji w sprawie walki z religijnym fanatyzmem i opowiedzenia się po stronie prawa do aborcji oraz prawa do poszanowania praw i godności osób LGBTQ. Skoczył się wraz z nastaniem PiSowskiego „państwa religijnego” czas kluczenia w tych sprawach.

Premier Tusk musi zdawać sobie sprawę z tego, że Kaczyński swój sukces wyborczy, szczególnie ten z roku 2019 i 2020 zbudował na nienawiści wobec kobiet (cis i trans) oraz wobec osób LGBTQ+, które zdaniem PiS „nie są ludźmi”. Standardy UE muszą obowiązywać także w Polsce. Także te ogłaszające UE „strefą wolną od dyskryminacji osób LGBTQ. Tusk, jako przewodniczący EPP misu wiedzieć, że za tą rezolucją głosowali także członkowie i członkinie jego partii! W Brukseli czy Strasburgu „nowoczesność”, a u nas zalecanie społeczności LGBTQ „czułości” do homofobów i transfobów?!

Unikanie jasnych deklaracji dotyczących praw kobiet, osób transpłciowych, lesbijek, gejów, osób biseksualnych to dla naszej społeczności niebezpieczna sugestia konstytuowania polityki antykobiecej i antyLGBTQ. Nie ma demokracji bez szacunku dla praw kobiet i praw mniejszości. Demokracja bez obrony praw kobiet, w tym prawa do aborcji uznanego przez UE za element praw człowieka to, Panie Premierze, żadna demokracja. Demokracja bez pełni praw dla osób LGBTQ+ i bez ochotny przez przestępstwami nienawiści to żadna demokracja.

Polska po PiS musi być krajem demokratycznym, praworządnym, respektującym prawa człowieka. Musi być także krajem wolnym od państwowego fundamentalizmu religijnego. Prawa kobiet i osób LGBTQ+ będą papierkiem lakmusowym: odbudowujemy demokrację, czy kolejną wersję quasi-demokracji.

Jeśli demokracja w Polsce ma się opierać znowu na „kompromisie aborcyjnym” (zawartym pomiędzy skompromitowanym Episkopatem polskim a politykami) albo na „łaskawym” pozwalaniu na parady, ale bez wprowadzenia normalnego prawa europejskiego dotyczącego równości małżeńskiej i procesu uzgodnienia płci (z refundowaną tranzycją). Mamy 2021 rok. Dość kluczenia, mrugania do wrogów kobiet i osób LGBTQ i budowania demokracji, w której nasze postulaty są znów zbywane.

O różnicach pomiędzy feminizmem liberalnym a materialistycznym piszę w magazynie „Nasze Argumenty”

Zapraszam do przeczytania najnowszego numeru wydawanego przez Fundację Naprzód magazynu „Nasze Argumenty”.

Numer poświęcony jest relacjom pomiędzy klasowością a płcią. Znajduje się w nim mój artykuł „Różne feminizmy”, gdzie omawiam podstawową różnicę pomiędzy feminizmem liberalnym a feminizmem materialistycznym (socjalistycznym).

Link poniżej.

Nasze Argumenty

Bart Staszewski to polski bohater narodowy!

Kochany Bartku Staszewski!

To nie pierwsza i nie ostatnia próba użycia partyjnej prokuratury do zniesławienia Ciebie, szczególnie, że wygrywasz w sądach wszystkie sprawy, jakie wytaczają Ci samorządowi żołnierze PiS.

Jestem, jak wiesz, pełen podziwu dla Ciebie i Twojej pracy. Jestem przekonany, że bez Twojego projektu świat nie dowiedziałby się o planowanym wprowadzeniu w Polsce systemu segregacji seksualnej, co w konsekwencji skutkować miało pogromami.

Już dziś ludzie uciekają przed homofobią z wielu wsi i małych miast, a i w wielkich nasiliły się homofobiczne zbrodnie nienawiści. A gdyby strefy bez LGBTQ objęły całą Polskę, gdyby osób niecis i niehetero już nie byłoby gdzie wygnać?

Jesteś człowiekiem prawdy i wolności, dlatego nienawidzą Cię ludzie kłamstwa i katolicko-faszystowskiego totalitaryzmu. To oczywiste, że będą Cię oskarżać, ale jest równie oczywiste, że nikt przytomny w Polsce i poza nią w te oskarżenia nie uwierzy.

Fanatycy religijni, pogrobowcy Savonaroli, którzy świętują dziś swoje triumfy dzięki wsparciu skorumpowanej, anty-ludzkiej władzy prędzej czy później przegrają.

Ja mam, jeśli mogę Cię „pocieszyć”, aktualnie trzy postępowania dyscyplinarne. W jednym uniewinniła mnie komisja uniwersytecka, ale były rektor kazał odwołać się do…. komisji przy ministrze, gdzie zadecyduje Czarnek. Drugie trwa na etapie wstępnym, ale jest tak kuriozalne, że trudno nie widzieć za tym roboty służb. Niedługo o tym opowiem. Trzecie oskarżenie właśnie wpłynęło.

To jest, jak wiesz, świadoma taktyka. Chodzi o to, żebyśmy byli uwiązani przesłuchaniami, sprawami itp. i nie mieli czasu „bruździć”. Ale, jak widać, to nie działa. „Strefy wolne…” znikają i to jest między innymi Twoj wielki sukces. A ja prowadzę i będę prowadził na UW swoj sztandarowy wykład „Socjologia queer”, na którym co roku mam pół setki osób, a niedługo to się podwoi.

Hasło „Róbmy swoje” z piosenki Wojciecha Młynarskiego jest aktualne. „Róbmy swoje… na swoją miarkę… róbmy swoje, może to coś da, kto wie!”.

Ale całkowicie Cię popieram: nie możemy tylko pasywnie znosić upokorzeń, chamskiej homofobii na zoologicznym poziomie, trzeba oddać. Na początek pozywając wszystkich oskarżających. Prokuratura to narzędzie chorego, autorytarnego państwa. Ale sądy mamy jeszcze niezależne. I tam jest przestrzeń, gdzie możemy i musimy się bronić. I wiem, że bez względu na to, co wykona teraz prokuratura, żeby obrzucić Cię błotem wobec najbliższych, przyjaciół, osób współpracujących, sąd nie tylko pokaże ich kłamstwa, ale też skaże ich na odszkodowania. Nie z budżetu, tylko z ich prywatnych kieszeni.

Myśl o tym tak: PiS funduje Ci sowitą emeryturę. Taki III filar.

Trzymaj się.

Jacek Kochanowski

Tylko stanowcza, radykalna lewica i reaktywacja idei konfederacji europejskiej jest szansą na dalsze istnienie UE

Jednym z podstawowych czynników sprzyjających rozwojowi europejskiego faszyzującego populizmu jest deficyt demokracji w UE, którego początkiem było odrzucenie projektu konstytucji unijnej. Instytucje UE są daleko, populiści obiecujący mannę i straszący LGBTQ+ – blisko.

Demokratyzacja UE to prezydent(ka) wybierany_a w powszechnych wyborach i kierujący Komisją Europejską (zasiadają w niej osoby z frakcji, do której należy prezydent), normalne prawo ustawodawcze dla PE (RE jako izba wyższa). To da Unii życie wyrażające się skutecznością.

Warunkiem takiej zmiany jest oczywiście (kon)federalizacja UE rozumiana jako ustrojowa droga pomiędzy modelem szwajcarskim a niemieckim. Władze państw UE zachowają swoje prerogatywy, ale instytucje UE uzyskają narzędzia realnego działania.

Obywatelki_e będą mogły się przekonać, że instytucje UE to nie odległa, niezrozumiała, biurokratyczna instytucja. Rolą PEM’s będzie zaś pośredniczenie pomiędzy obywatel(k)ami a PE i pokazywanie na realne możliwości wsparcia i inicjowania konkretnych zmian.

Naturalnie to nie konserwatyści mogą dokonać dzieła odrodzenia UW, tylko lewica pozbawiona nacjonalistycznych ciągot, lewica pragmatyczna (a nie narodowo-ideologiczna), lewica wierząca w konieczność (kon)federalizacji jako warunku skuteczności politycznej UE.

Lewica zadba o to, by kraje schodzące z drogi demokracji, praworządności, ochrony praw człowieka nie dostały ani centa z pieniędzy unijnych, w skrajnych przypadkach doprowadzając do zawieszenia. Lewica może znieść rządzące UE swoiste „liberum veto”.

Faszyzujące satrapie prześladująca imigrantów, osoby LGBTQ+, mniejszości etniczne, skorumpowane satrapie, dla których prawo jest niczym, liczy się tylko łup i ideologiczna jatka, takie satrapie nie mogą być tolerowane w UE tak, jak ma to miejsce dziś.

Wierzę, że mądra, demokratyczna, socjalistyczna lewica to jedyna szansa dla zmurszałej, trawionej groźnym faszystowskim nowotworem, UE. Inaczej trzeba będzie flagę wyprowadzić, co w globalnym starciu będzie oznaczało uzależnienie gospodarcze gł. od USA, ale także Chin i Rosji.

Wolność, równość, sprawiedliwość społeczna i solidarność, pryncypialna praworządność i pryncypialny antyfaszyzm, gospodarka służąca ludziom, a nie wielkim korporacjom, wspólne unijne standardy edukacyjne – oto kilka najważniejszych lewicowych wartości, które muszą stać się realnie wartościami całej UE.

Prawo do aborcji prawem człowieka

Parlament Europejski uchwalił rezolucję uznającą prawo do aborcji za prawo człowieka.

To nie jest tylko rezolucja, jak wiele innych. To wyraz cywilizacyjnego przeświadczenia, że to prawa kobiet, prawa osób niecis, prawa ich partnerek_ów mają być chronione, a nie prawa zygot, morul i płodów. Kobieta jest człowiekiem. Zygota nie jest człowiekiem.

Katolicka (chrześcijańska) teokracja usiłuje narzucić współczesnej cywilizacji średniowieczny pogląd, że płód jest „człowiekiem potencjalnym”. 🤷‍♂️

Poza wieloma innymi powodami do rozczarowania kierunkiem, w jakim zwija się (cywilizacyjnie, decyzją wyborców) Polska, triumf katotalibanu i standardów jest jednym z najistotniejszych. Dlaczego?

Prawa człowieka to moje prawa, Twoje, Twoich rodziców, dzieci, znajomych. Ich ochrona zapewnia nam po prostu minimum niezbędne do godnego życia i właściwego funkcjonowania. Daje podstawowe poczucie bezpieczeństwa. Jestem na przykład chroniony przed przemocą fizyczną, a zatem nie boję się wyjść na ulicę – wierzę, że organy państwa odszukają i ukarzą człowieka, który będzie mi próbował zrobić krzywdę. Piszę teoretycznie, nie o Polsce. W ten sposób państwo chroni jedno z moich praw przynależnych mi jako człowiekowi.

Zakaz aborcji natomiast jest odwróceniem tego porządku: to państwo staje się opresorem, wywierając przemocą wpływ na decyzje kobiety. Oczywiście państwo samo w sobie jest systemem przemocy: jego podstawą działania (w normalnych warunkach demokratycznych) jest prawo, które obejmuje m.in. zakazy i nakazy. Demokracja jednak ogranicza wszechwładzę instytucji państwa: po prostu partia lub koalicja, która nadużywa instytucji państwowych, może zostać odwołana w wyborach. Istnieje także demokratyczny system wzajemnej kontroli władz. Kiedy jednak demokracja jest ograniczona, instytucje państwa stają się wszechwładne.

Kobiety (a także w o wiele większym stopniu osoby niecis, czyli niebinarne) są w naszym kręgu cywilizacyjnym przedmiotem ogromnej państwowej opresji. Przez wieki kobieta była uważana za niezdolną do racjonalnego myślenia, za niezdolną do podejmowania decyzji. Prawo do aborcji, prawo do zarządzania własną rozrodczością jest jednym z symboli takiego sposobu myślenia.

Dotyczy to także osób transpłciowych, gdzie dodatkowym aspektem jest transfobiczny zakaz rodzicielstwa osób „uznanych” przez system normatywny za „niewłaściwe” oraz generalne odmawianie prawa do istnienia osobom przekraczającym nieprzekraczalne rzekomo granice płci.

Często mówi się, że prawa mniejszości są gwarantem demokracji i praw większości. Feministki transfobiczne nie potrafią przyjąć do wiadomości, że respektowanie praw reprodukcyjnych osób trans zwiększa, a nie zmniejsza przestrzeganie praw reprodukcyjnych w ogóle. Zaś transfobiczny feminizm wpisuje się tylko w szerszy system seksualnej i płciowej segregacji, a zatem działa przeciw prawom kobiet.

Prawa reprodukcyjne osób trans powinny być bronione przez (cis)kobiety z takim samym zapałem, z jakim mężczyźni wspierają idee feministyczne, w tym prawo do aborcji. Po pierwsze przemawia za tym sama idea sprawiedliwego państwa demokratycznego: podstawowe prawa człowieka muszą być chronione przez instytucje państwa na wszystkich poziomach, bowiem po prostu żaden człowiek nie powinien cierpieć z jakiegokolwiek powodu. Po drugie zaś przestrzeganie praw reprodukcyjnych oznacza szacunek dla człowieka i jego indywidualnych decyzji, o ile efektem tych decyzji nie jest cierpienie innego człowieka. A zatem im bardziej panstwo przestrzega prawa do aborcji, tym bardziej chronione jest prawo każdej osoby do zarządzania własnym ciałem i własnym życiem.

Kościół rzymskokatolicki nie uznaje praw człowieka, w doktrynie stawia bowiem przed nimi prawa Boga, a w praktyce prawa własnej korporacji do kontrolowania życia „owieczek” i czerpania z tego korzyści finansowych. Kościół jest zasadniczo wrogiem praw człowieka, choć wskazać można kilka wyjątków (np. niektóre elementy katolickiej nauki społecznej).

Dlatego katalog praw człowieka, w tym prawo do aborcji, wymaga decyzji cywilizacyjnej. Albo średniowieczna doktryna Kościoła albo współczesne rozumienie praw człowieka oparte na idei państwa sprawiedliwego. Albo prawa zygoty, albo prawa kobiety czy osoby trans. Tertium non datur.

To jest w moim przekonaniu istota tej rezolucji i jej konsekwencje. Niestety siła polskiego katotalibanu nie przyprawia o optymizm. Obawiam się, że zaniedbując edukację obywatelską, za to wpuszczając do szkoły katechetów (na LEKCJE religii) przegraliśmy właśnie cywilizacyjnie i dziś mamy do czynienia z zapaścią demokracji, praworządności, a wraz za nimi z zapaścią standardów dotyczących praw człowieka. To prawa człowieka wyznaczają standardy demokratycznego państwa, a nie tylko wybory. Dramaty kobiet i osób trans, ktore dziś nie mogą przerwać niechcianej ciąży, a nie stać ich na turystykę aborcyjną to moje dramaty, one bowiem w najbardziej jaskrawy sposób ilustrują dzisiejszy stosunek państwa do obywatela w Polsce. To niezawinione cierpienie jest naszym cywilizacyjnym wstydem, a cisza, jaka zapadła po decyzji TK jest wstrząsająca.

UE jasno wskazuje na swoje standardy w tym zakresie, choć chciałbym również, by instytucje unijne zaczęły stosować doktrynę praw człowieka także wobec imigrantów. Polska woli własne standardy katolickiego fanatyzmu. W tym fanatyzmie Polska topi własną historyczną szansę na rozwój i postęp. „Nową przypowieść Polak sobie kupi, że i przed szkodą, i po szkodzie głupi” – napisał proroczo Kochanowski.

Jeszcze Polska nie zginęła, póki my, LGBTQ+, żyjemy

Dziś był spokojny dzień z Tomkiem, bo ja nie mogę tak w kółko zwiedzać… Pół dnia przespałem, a potem oglądałem w różnych telewizjach info o Naszej Paradzie.

Patrzyłem na ujęcia tłumów, patrzyłem (zgadnijcie dlaczego) na młodych chłopców, ale refleksja była uniwersalna: urodzili się w 2000 +/-. W 2015 mieli kilkanaście lat, wtedy odkrywa się własną seksualność, płciowość. A to już w czasach tego… Ale mimo tego młode osoby niehetero i niecis oraz ich młodzi, wspierający ich przyjaciele wychodzą, z radością lub ze złością krzycząc: byliśmy, jesteśmy, będziemy.

Obrzydliwi moralnie ludzie rządzący w Polsce budują swoją władzę jak Hitler: na nienawiści do ludzi, których tenże skazywał na smierć tylko za to, że byli inni. W Polsce nie panuje „autorytaryzm”. W Polsce panuje neofaszyzm, a on karmi się nienawiścią, pogardą, kłamstwem.

Nie wiem, co będzie. Ale dziś przez jeden dzień Polska była tematem zagranicznych serwisów informacyjnych w (niemal) pozytywnym kontekście.

Moim obowiązkiem jest zrobić wszystko, by ci młodzi ludzie widoczni dziś na Paradzie nie musieli żyć w państwie neofaszystowskim. Tęczę trzeba nieść codziennie. Ja mam ją wykładając zawsze za plecami. Ale mam ją w sercu, tak jak wszyscy ludzie dobrej woli w Polsce. I my się policzymy, a dzisiejszy marsz bardzo temu pomaga.

Dziś na Wawelu jeden z najobrzydliwszych biskupów ogłosił katolicki obowiązek popierania braci K. Nie wiem, co na to katolicy, chyba nic, bo protestów nie widać.

Mamy zatem dwóch wrogów: neofaszystowskie państwo i zbratany z politykami Kościół katolicki. I tych wrogów pokonamy. Rozumiem lub siłą. Debatą lub złością. Jak kto może i lubi.

Jeszcze Polska nie zginęła, póki my: lesbijki, geje i bi-osoby, trans i cis, inter i aseks, żyjemy.

Anna Grodzka: bohaterka dumy LGBTQ+

Pomyślałem sobie, że z okazji miesiąca Dumy LGBTQ+ będę pisał o naszych osobach bohaterskich. O takich osobach, które naprawdę naprawdę 🙂 I będę się kierował sercem, czyli zacznę od osób mi najbliższych.

Moim numerem jeden jest Anna Grodzka. Oczywiście do Sejmu weszli razem z Robert Biedron, oboje mieli przedtem wspaniałe doświadczenie w orgach. Ale Robert to jednak facet. W dodatku cis. (Robert, trudno, nikt nie jest doskonały). Otóż pamietam (a mam dumę być byłym asystentem społecznym Anny) jak wiele razy rozmawialiśmy sobie z Anią i Lalka Podobińska, że Ania musiała najpierw pół kadencji udowadniać, że nie jest kosmitką, przetrwać „żarty” debili transfobicznych posłów (i dziennikarzy). A dopiero potem po prostu robić politykę.
Anna Grodzka jest
💥 bardzo mądrą osobą
💥 bardzo dobrą osobą
💥 bardzo odpowiedzialną osobą (wciąż pamietała o tym, że jakoś reprezentuje społeczność T, wyobrażacie sobie, jak musiała uważać w każdym miejscu publicznym?)
💥 nie zapomniała o osobach T: w jej biurze poselskim odbywały się spotkania osób trans i przede wszystkim przygotowała Ustawę o uzgodnieniu płci.

Ania jest dla mnie ideałem. Mądra kobieta, pełna czułości i otwartości, która pomogła mi w wielu aspektach mojego życia, a wiem, że pomogła wielu osobom. Jej wrażliwość na dobro drugiego człowieka, jej troska o sprawiedliwość społeczną, jej szacunek nawet dla… tych tam, wiecie: to dla mnie wciąż niedościgniony ideał. Pracowałem z Anią, czyli sprawdziliśmy się w „biegu spraw”. I nigdy, ale to nigdy nie zachowała się tak, bym to potępiał, nigdy nie wygłosiła poglądu, z którym bym się nie zgadzał. Otworzyła przede mną wiele nowych perspektyw.

W moim życiu obejmującym świadome doświadczanie okresu od 1989 do dziś Ania jest numerem jeden 🙂

O moich kolejnych bohaterach i bohaterkach wkrótce.

Otwórzcie drzwi Europy

„Twierdza Europa” działa: w Ceucie wojsko hiszpańskie zawraca uchodźców z Maroka, którym udało się drogą morską opłynąć graniczne zasieki. Jak zwykle poruszające są zdjęcia i rozmowy z imigrantami, którzy są tak zdesperowani, że gotowi są narażać życie, byle tylko uciec przed biedą i brakiem przyszłości. „U nas po prostu nie ma pracy, ja nie mam za co żyć” – mówi jeden z uchodźców. W Europie praca jest, tylko dominująca w UE chadecja woli zatrzasnąć europejskie drzwi, by „chronić” Wspólnotę przez zmianami, jakie może nieść ze sobą migracja.

Samej Hiszpanii się nie dziwię. Brak europejskiej solidarności, który zawdzięczamy przede wszystkim tymże chadekom (tym dowodzonym przez Tuska), sprawia, że państwa UE z basenu Morza Śródziemnego przyjmują na siebie ciężar imigracji. Grecja uniknęła katastrofy humanitarnej poprzez utworzenie przez Turcję tzw. „obozów dla uchodźców”, w związku z czym UE stała się poniekąd zakładnikiem państwa rządzonego przez satrapę. Upokorzenie von der Leyden w czasie wizyty delegacji UE u Erdogana to zasłużony policzek. Tak się kończą brudne deale.

Ale „obozy dla uchodźców” istnieją na greckich wyspach (jedna z najcięższych sytuacji jest na Lesbos), na Sycylii… Te „obozy” to barbarzyński skandal, za który będziemy się wstydzić przed kolejnymi pokoleniami. Ludzie trzymani są w urągających godności warunkach, bez pracy (a zatem bez pieniędzy), bez jakiejkolwiek dającej nadzieję perspektywy. Wyobraźcie sobie, że zachodnia Europa tworzyłaby takie obozy dla uchodźców z krajów „socjalistycznych”. Rodzice czy dziadkowie wielu z Was tkwiliby w takich obozach latami, dekadami, w strasznych warunkach, których celem jest jedno: skłonić imigrantów do powrotu do siebie. Co wtedy pomyślelibyście o takiej polityce i takich krajach?

Przecież osoby z Polski nie uciekały przed wojną. Uciekały głównie przed biedą. Dokładnie tak, jak większość imigrantów z Maroka, Libii, Algierii, Tunezji czy z Nigerii. Ludzie uciekający przed wojną, a zatem przed śmiercią, czyli na przykład Libańczycy czy Syryjczycy, także nie zostali wpuszczeni.

Lesbos: znaczną część obozu strawił pożar, co pogorszyło i tak skrajnie trudne warunki życia. „Niemowlęta gryzione przez szczury” – donosi DW. „Kobiety, które zaszły w ciążę, ponieważ zostały zgwałcone w czasie uczcieczki, a potem odrzucone przez swoje społeczności siedzą na podłodze i rodzą bez żadnej opieki medycznej”. Przemoc greckiej policji, utrudnianie pomocy z zewnątrz (na przykład tej zniesionej przez organizacje pozarządowe), przepełnienie, brak urządzeń sanitarnych, przemoc wewnętrzna. Do tego samobójstwa, psychozy, samookaleczenia… Zdaniem wielu działaczy humanitarnych warunki na Lesbos są gorsze, niż te, które panują w obozach detencyjnych (to ich oficjalna nazwa, także w Polsce) na południu Sudanu czy w Iranie.

Nikt poważny nie ma wątpliwości: Europę z całą pewnością byłoby stać na przyjęcie tych wszystkich ludzi. Owszem, to byłby wysiłek ekonomiczny i społeczny. Ale gdyby doszło do zmiany polityki imigracyjnej, gdyby doszło do wypracowania wspólnych, europejskich standardów dotyczących przyjmowania, relokowania imigrantów, przyznawania prawa pobytu i wsparcia w pierwszym okresie emigracji, wreszcie przyznawania obywatelstwa, z pewnością potrafilibyśmy rozwiązać trwający, skandaliczny kryzys migracyjny.

Ale polityka dominującej chadecji jest inna: to polityka „Twierdzy Europa”. Podstawowa przesłanka zamykania Europy na imigrację jest oczywiście ekonomiczna: skoro nie mamy ochoty wydawać pieniędzy z podatków na rozwiązywanie problemów socjalnych własnych obywateli, to co dopiero z finansowaniem procesu imigracji?

Ale przesłanki rasistowsko-nacjonalistyczne są moim zdaniem równie ważne. Przecież większości krajów UE mamy do czynienia z kryzysem demograficznym. Ludności „rdzennej” ubywa, z którego to powodu słychać lamenty „a kto będzie pracował na nasze emerytury”! Władze poszczególnych krajów wzywają „rozmażajcie się!” Co za nonsens! Jakby ludzi na świecie było jeszcze za mało! To proste: to imigranci zapracują na nasze emerytury. Trzeba otworzyć drzwi Europy i zmienić politykę imigracyjną choćby z tych czysto egoistycznych przesłanek! Przyjadą, będą pracować, płacić podatki, utrzymywać nasz europejski standard socjalny. Dlaczego się ich boicie?

Dlaczego poza nacjonalizmem, rasizmem i islamofobią?

To ostatnie to przyczyna najważniejsza. Jak pokazuje to Monika Bobako w swojej znakomitej książce o islamofobii – nie chodzi tu tylko o zwykle uprzedzenia wobec „innych” oraz lęk o „islamizację Europy”. Islamofobia to jedna ze współczesnych technologii władzy, która wskazując na rzekome „islamskie zagrożenie” jednocześnie chroni wewnętrzne, europejskie hierarchie, przede wszystkim te ekonomiczne, związane z neoliberalnym modelem gospodarczym.

Po prostu: nowa polityka proimigracyjna, która mogłaby się przyczynić do rozwiązania, przynajmniej częściowego, dramatu uchodźców, stoi w całkowitej sprzeczności z nacjonalistycznymi i neoliberalnymi założeniami polityki rządzących konserwatystów oraz znacznej części opozycyjnych i rządzących socjaldemokratów. Nacjonalizm to konserwatywna wizja kultury narodowej, która winna trwać w niezmiennym stanie po wieki wieków. Islam w Europie to wróg odwieczny, demonizowany aż do absurdu. To, że odsetek ludności muzułmańskiej wzrasta i będzie wzrastać przedstawiciele tego typu kulturowego nacjonalizmu nie przyjmują do wiadomości. Także tego, że islam to także część kultury europejskiej (w Polsce reprezentowany przez Tatarów, ale także przez „nowych migrantów” np. z Syrii). A po drugie neoliberalna wizja gospodarki, w której jak największa cześć nadwyżki (różnicy pomiędzy kosztem wytworzenia produktu lub usługi a jego rynkową wartością) ma być zawłaszczana przez elitę finansową, reprezentującą głównie wielkie koncerny, nie przewiduje możliwości redystrybucji części zysków w postaci finansowania procesu imigracji i wsparcia imigrantów.

Potrzebne jest nowe otwarcie, postulowane od dawna na przykład przez europejskich Zielonych (tu z uwagą patrzymy na Niemcy). Tylko otwarta, socjalistyczna, wielokulturowa Europa będzie w stanie podjąć się walki z kryzysem migracyjnym. Druty kolczaste i mury na południu Europy oraz obozy detencyjne skazujące ludzi na życie urągające ich godności – to nie są rozwiązania.

Faszystowska homofobia po polsku

Dziś jest taki dzień, kiedy co roku staramy się myśleć o osoba homoseksualnych, biseksualnych czy transpłciowych doświadczających przemocy, dyskryminacji i nienawiści.

Co trzeba mieć w głowie, żeby gardzić człowiekiem tylko dlatego, że kocha i uprawia seks z osobą tej samej płci? Jaką trzeba mieć niemoralność, żeby akceptować krzywdę i cierpienie, jakie ta pogarda powoduje?

Pogarda wobec osób LGBTQ+ ma dwa oblicza. Pierwsze jest faszystowskie lub religijnie fundamentalistyczne, a najczęściej jest kombinacją obu. Przykładem jest polski Kościół rzymskokatolicki i jego polityczni (zostawmy, czy serio, czy na pokaz) pobratymcy. Dlaczego nazywam tę postawę faszystowską? Ponieważ wiąże się ona z uznaniem osób LGBTQ+ za podludzi, ich miłość za pseudo-miłość, a ich seks za „zezwierzęcenie”. Posłuchajcie, jak ks. Oko mówi o tym seksie. Właśnie o odczłowieczenie mi chodzi, właśnie o te zaskakujące w kraju, który był świadkiem Shoah zwierzęce asocjacje. Faszyzm jest ideologią, która swoich wrogów uznaje za podludzi. Za zwierzęta. Posłuchajcie, jak polscy katolicy mówią o gejach, o lesbijkach, o osobach transpłciowych. Jeśli publicznych wypowiedzi mało, proponuję lekturę dzieł ks. Oko albo ks. Augustyna. Znawcy.

Ale jest tez drugi typ pogardy. Jest to homofobia oświecona, homofobia liberalna. W krajach kolonialnych to postawa „cywilizowanych”, którzy dobrze traktują swojego „murzyna”. Tak, z małej litery. Albo bliżej: to ci oświeceni, którzy przecież „mają przyjaciela żyda”.

Żyd, murzyn, gej (w tym zestawieniu gej to słowo równie niestosowne na salonach) – oni są tolerowani, bo znają swoje miejsce. Bo nie są, za przeproszeniem, „roszczeniowi”. Nie kwestionują „naturalnego” porządku rzeczy. A on jest taki, że przecież (takie pouczenie płynie z salonów) nieważne, kim jesteś. W tym wspaniałym liberalnym kraju możesz być nawet profesorem (wiecie, że naprawdę to słyszałem na własne uszy?). Nawet! Możesz! Otóż w tym „nawet możesz” jest dokładnie taka sama pogarda, jak w faszystowskim szczerym wyznaniu, że jesteś pod-człowiekiem. Nie czujecie tego?

Otóż ważne kim jestem. Jestem gejem. I w największym polskim mieście, oazie tolerancji, publiczne wyznanie tego na przykład poprzez tęczowy znaczek w klapie grozi pobiciem. Pogarda jest powszechna. Nie wierzycie? Heteryku, heretyczko: weź osobę tej samej płci za rękę i idź nad Wisłę. Na bulwary. Powodzenia.

Ta powszechna pogarda jest możliwia dzięki temu, że liberalna elita ma „swoich gejów” na salonach. Na przykład pewnego znanego pisarza, który jest wręcz uosobieniem mieszczańskiego ideału. Sprzed 200 lat. Ten salonowy gej odbierając różne nagrody nie miał do powiedzenia absolutnie niczego, powtarzam, absolutnie niczego o pogardzie wynikającej z braku wiedzy, o zacofaniu tego społeczeństwa i jego wychowanych na (spleśniałym już) styropianie elit. Dopiero pogrom w Białymstoku go poruszył. Ale jak się zrobiło ciemno w czasach pisowskiej poruty to spieprzył do Berlina. Gdzie zapewne prowadzi modny salon.

Bo pisowska homofobia nie mogłaby być tak nośnym hasłem wyborczym w latach 2019-2020, gdyby przedtem rządy SLD i post-solidarności zrobiły cokolwiek na rzecz równości. Cokolwiek. Na przykład rudymentarną edukację seksualną. Na przykład… a, szkoda gadać.

PiS realizuje faszystowski model homofobii w warstwie retorycznej, ale podglebie zostało pracowicie przygotowane przez dekady liberalnej homofobii.

Pan Miller, pan Tusk są równie odpowiedzialni za polską homofobiczną, bifobiczną czy transfobiczną pogardę, jak Kaczyński i Ziobro. Obawiam się, że pan Czarzasty, pan Hołownia i pan Budka – jeśli przejmą władzę – będą równie przejęci naszą sytuacją.

Jestemy same i sami. I tylko siłą naszej dumy, naszej odwagi, naszej możemy próbować wywalczyć dla siebie miejsce. Nie chodzi o związki. Czy równość małżeńską. To mrzonka. Chodzi o codzienną walkę o prawo do bycia sobą. Prawa do określania lub nieokreślenia swojej płci. O prawo do określania lub praktykowania, ale także niepraktykowania swojej seksualności. O rozszczelnianie tego cholernego systemu nacjonalistyczno-katolickiego, faszystowsko-fanatycznego. O wyrąbywanie przestrzeni wolności. Bo jesteśmy równe_równi. Tylko tyle i aż tyle. Ta wspaniała transformacja nie dała nam nam szans na równość.

Stop Bzurom i Margot. Obnażyli państwową, systemową, czyli faszystowską transfobię i homofobię. Jezus z tęczową flagą: dokładnie to trzeba było zrobić. Symbol, który mówi wszystko. Właśnie dlatego, że to ten, a nie inny pomnik Jezusa.

Nie mam dobrych i kojących myśli. Jasne, są kraje, gdzie można iść do więzienia albo umrzeć za płciową czy seksualną nienormatywność. Ale my mamy kraj, gdzie profesorka feminizmu popiera inną feministkę, która pisze o trans osobach, że te „kwestionują kategorię kobiecości” i „zmuszają kobiety do milczenia”. Transfobia i homofobia ma wiele oblicz…

Możemy liczyć na własną solidarność. Tyle mam do powiedzenia. Za chwilę wyjdziemy z domów, może znów życie wróci do normy. Będziemy się mogły_li spotykać. Naradzać. Knuć. Odprawiać uroki i budować nie-cis i nie-hetero siostrzeństwo. I damy radę. Zobaczycie.

Czy osoby transpłciowe zagrażają kobietom i kobiecości?

„Dzisiaj podmiotowość kobiet mogłaby się ponownie narodzić, ale przychodzą osoby z drugiej strony i kwestionują kategorię kobiecości w ogóle.”

Te osoby to osoby transpłciowe. A tak o nich się wyrażała („Wysokie Obcasy”, 12.12.2020) Urszula Kuczyńska, która jest ofiarą swoich towarzyszek i towarzyszy z Partii Razem (właśnie ją wykluczyli ze swego grona) oraz jest także ofiarą „hejtu” sterowanego przez osoby transpłciowe.

Jest za to bohaterką PiS-u oraz TVP Info, jak również prof. Magdaleny Środy, która uznała decyzję Razem za „oburzającą”.

Kiedy PiS-owskie autorytety głoszą, że feminizm kwestionuje kategorię płci, chce niszczyć rodzinę itp – prof. Środa z pewnością uzna te wypowiedzi za antykobiece. Natomiast wypowiedź Kuczyńskiej nie jest transfobiczna. Zdaniem prof. Środy.

„Jeżeli kobiety walczą o podstawowe prawa człowieka, a ktoś przychodzi i mówi: ‚Ale ja mam jeszcze gorzej’, to znów wbija je w patriarchalny przymus rezygnacji z mówienia o sobie.”

To także Kuczyńska. Z tego samego wywiadu. Kobiety walczą, przychodzą wredne transy i zabraniają kobietom mówić o sobie. Ja bym chciał się wreszcie dowiedzieć, ale tak z imienia i nazwiska, kto przyszedł do Kuczyńskiej i powiedział jej, że kobiecość nie istnieje i/lub że kobiety mają milczeć? Kto, kiedy, jakimi słowami? Ponieważ już pytałem o to publicznie i nie uzyskałem odpowiedzi, to może prof. Środa, w ramach swojej solidarności, udzieli mi odpowiedzi? A może któraś z osób niebinarnych, transpłciowych, transseksualnych się przyzna? 

Natomiast panią Kuczyńską chciałbym zapytać, o co chodzi z tym „przypadkiem” Keiry Bell i jaka ma być jego funkcja w tym wywiadzie? Ta aluzja to jego (wywiadu) najbardziej transfobiczny fragment. Niekochane kobiety zamieniają się w osoby transseksualne, ale jak je pokochać..?

Jeśli jakaś osoba jest językoznawczynią, znającą mnóstwo języków obcych (co podkreśla), osoba ta udziela wywiadu, potem go autoryzuje i zostają w nim takie, że tak powiem, „figury retoryczne”, to bądźmy uczciwi i uczciwe: oznacza to, że osoba powiedziała dokładnie to, co chciała powiedzieć. Że osoby transseksualne kwestionują kategorię kobiecości. Że osoby transseksualne uniemożliwiają artykulację postulatów środowisk kobiecych. A w ogóle, to Keiry Bell. 

Kochana Magdo, szanowna Pani Profesor! Jeśli to nie jest transfobia, to nic nią nie jest.